W parlamencie trwają prace nad poselskimi projektami zmian ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Każdy z nich przewiduje, w mniejszym lub większym stopniu, restrykcje w dostępności alkoholu i w zasadach jego promocji. Pod koniec lipca sejmowa Komisja Zdrowia przyjęła sprawozdanie podkomisji w sprawie projektów poselskich dotyczących polityki antyalkoholowej. Dokument został skierowany do drugiego czytania. Na najbliższym posiedzeniu zajmie się nim Sejm.
Kontrowersyjne projekty, rygorystyczne propozycje
Projekt poselski Lewicy (druk nr 2007) w pierwotnym brzmieniu całkowicie zakazywał reklamy wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, a także zakazuje sprzedaży alkoholu na stacjach paliw i w godzinach nocnych na terenie całego kraju. Z kolei drugi projekt – przygotowany przez posłów Polski 2050 – również całkowicie zakazywał reklamy alkoholu, a ponadto przyznaje gminom większe uprawnienia do wprowadzania godzinowego zakazu sprzedaży alkoholu i podnosi opłaty za uzyskanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu. W projektach "zaszyto" również zastanawiające zapisy, np. eliminujący całą kategorię piwa ze sprzedaży w małych sklepach. Jednak różnica między projektami w gruncie rzeczy jest jedna, ale zasadnicza. Projekt Polski 2050 zakazywał bowiem reklamy także napojów bezalkoholowych, w tym piwa zero procent.
Oba projekty wpłynęły do Sejmu tego samego dnia, we wrześniu 2025 roku. Po pierwszym czytaniu – w styczniu 2026 – zostały one skierowane do prac w Komisji Zdrowia, a następnie w podkomisji. Za projekt wiodący przyjęto projekt Lewicy, który został uzupełniony o część propozycji z projektu Polski 2050. Projekt z poprawkami przeszedł do drugiego czytania. Co ciekawe, w projekcie ustawy słowo "bezalkoholowe" i jego odmiany pojawiają się 36 razy, "piwo" 26 razy, a "wódka" jeden raz.
W przyjętym przez podkomisję projekcie znalazły się pomysły tak radykalne, że wprowadzając je Polska nie tylko trafiłaby do grupy krajów z najbardziej antyalkoholową polityką, ale dodatkowo rozpoczęlibyśmy krucjatę walki z piwem na skalę nieznaną na innych rynkach. Lekarze i terapeuci od lat wskazują, że głównym problemem w Polsce są mocne alkohole, których symbolem stały się "małpki", a więc małe butelki wysokoprocentowego trunku dostępne w każdym sklepie i kupowane od rana.
Przykładów absurdalnych zapisów w projekcie ustawy jest wiele. Przykładowo definiuje on reklamę alkoholu tak szeroko, że łapie się w nią zwykłe wyposażenie ogródka gastronomicznego. Za taką „reklamę" grozi grzywna od 30 tysięcy do miliona złotych.
Piwo 0,0 proc. nie jest napojem alkoholowym w rozumieniu prawa. Mimo to nowe przepisy zakazują również reklamy produktów, których nazwa i znak towarowy pokrywają się z oznaczeniami napojów alkoholowych. Skoro wersje bezalkoholowe dzielą markę z klasycznymi, zakaz obejmie i je. A mówimy o najszybciej rosnącym segmencie rynku, po który sięgają ludzie ograniczający spożycie alkoholu.
Nowe brzmienie przepisów zabrania też np. informowania o sponsorowaniu „imprez sportowych, koncertów muzycznych oraz innych imprez masowych" gdziekolwiek poza wnętrzem gazet, zaproszeniami, biletami, plakatami i tablicami przy samej imprezie. Sponsor, o którym nie wolno powiedzieć, przestaje mieć powód, żeby płacić. Na piwnym sponsoringu stoi tymczasem spora część letniej sceny muzycznej, od Męskiego Grania po Pol'and'Rock, i około 100 milionów złotych rocznie w polskim sporcie.
Projekt uchyla też przepisy, na którym opierają się wieloletnia praktyka wyposażania lokali przez browary. Parasole, szkło i urządzenia z logo będą mogły być używane najpóźniej do końca 2027 roku. Branża szacuje wymianę na kilkadziesiąt tysięcy złotych na lokal, przy ponad stu tysiącach lokali w kraju. Ile to razem kosztuje, nie wiadomo, bo projekt nie ma oceny skutków dla gastronomii. Środowisko broni się samo: pod petycją #ZostawcieOgrodki, uruchomioną przez Izbę Gospodarczą Gastronomii Polskiej, podpisało się ponad tysiąc osób.
Opozycja krytykuje
Projekty Lewicy i Polski 2050 krytykuje opozycja. Janusz Kowalski, poseł niezrzeszony, w rozmowie z DoRzeczy.pl, komentując pod koniec lipca projekty ustaw dotyczących tzw. polityki antyalkoholowej, ocenił, że jest to "ordynarny lobbing" przemysłu spirytusowego. – Wiele miesięcy temu z mównicy sejmowej mówiłem o ordynarnym lobbingu, za którym stoi być może jedna z fundacji, która bardzo uaktywniła się kampanią dotyczącą piw bezalkoholowych, a sami posłowie Polski 2050 i Lewicy, którzy prezentowali swoje projekty, kompletnie nie znali ich zapisów – ocenił.
W ocenie Kowalskiego, gdyby takie przepisy weszły w życie, to skorzystaliby Niemcy i Czesi. – Widać ordynarny lobbing oraz – co jasno powiedziałem również w czasie debaty sejmowej – przemysłu spirytusowego, ponieważ naruszenie pewnego konsensusu między branżą spirytusową a branżą browarów spowodowałoby oczywiście jeszcze większą ekspozycję i jeszcze większe spożycie twardych alkoholi, czyli np. wódki. To całkowicie kompromituje pomysły Polski 2050 i Lewicy – ocenił. – To są projekty, które uderzając w piwo i szczególnie likwidują branżę piwa bezalkoholowego, a spowodują to, że wzrośnie zainteresowanie spożyciem wódki. To jest kompletnym absurdem. Projekty Lewicy i Polski 2050 powinny być całkowicie odrzucone. We wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek. W mojej ocenie w tych projektach widzimy lobbing branży spirytusowej – dodał.
Krytyczny wobec proponowanych zmian jest był również Bartłomiej Pejo z Konfederacji. Jego zdaniem, skutki przepisów wykraczałyby dalece poza branżę piwowarską. – Odczułaby je gastronomia, zarówno mała, jak i duża, w tym przedsiębiorcy prowadzący ogródki piwne. Straty mogłyby dotknąć również sport, ponieważ wsparcie producentów piwa jest od lat istotnym elementem finansowania wielu dyscyplin, zwłaszcza piłki nożnej. Ograniczenie tej współpracy mogłoby osłabić budżety i pozycję polskich klubów. Do tego dochodzi jeszcze wymiar kulturowy i turystyczny. Piwo, podobnie jak wino w wielu krajach zachodnich, jest częścią lokalnego dziedzictwa, tradycji i oferty turystycznej. Zamiast to wzmacniać, proponowane przepisy idą w stronę zwalczania tego elementu kultury – mówił.
– Skoro w projekcie ustawy pojęcie piwa bezalkoholowego pojawia się ponad 30 razy, to trudno uznać, że chodzi tu wyłącznie o zdrowie Polaków. Nie ma wiarygodnych podstaw do twierdzenia, że piwo bezalkoholowe zachęca do picia alkoholu. Wręcz przeciwnie, to właśnie rozwój oferty napojów bezalkoholowych i ich popularność przyczyniły się w ostatnich latach do spadku spożycia alkoholu. Dlatego w mojej ocenie nie chodzi tu o realną politykę zdrowotną, a o czysty populizm części polityków – dodawał Pejo.
Komisja Europejska i państwa członkowskie ostrzegają
Okazuje się jednak, że wprowadzanie tego typu zakazów, które postulują Lewica i Polska 2050, może się okazać niełatwe, ponieważ mogą one ograniczać swobodę działalności gospodarczej firm zaangażowanych w produkcję, handel hurtowy i detaliczny napojami alkoholowymi. I to na poziomie nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej.
Projekty Lewicy i Polski 2050, jako zawierające przepisy potencjalnie mające wpływ na podmioty z innych krajów Unii Europejskiej, zostały zgłoszone do procedury notyfikacji unijnej. Jest ona nazywana TRIS (Technical Regulations Information System), a dotyczy uzgadniania przepisów technicznych. Oznacza to, że przed wdrożeniem takich projektów krajowy ustawodawca musi wziąć pod uwagę zastrzeżenia innych krajów UE oraz ewentualnie też Komisji Europejskiej.
System ten pozwala na informowanie, konsultacje i analizę potencjalnego wpływu tych przepisów na rynek wewnętrzny UE (swobodny przepływ towarów, usług, przedsiębiorczość), dając KE i innym państwom czas na reakcję (okres zawieszenia). W ramach procedury TRIS swoje stanowisko do projektu Polski 2050 złożyła Komisja Europejska, rządy Węgier, Rumunii, Słowacji i Francji, a także szereg organizacji gospodarczych. Na późniejszym etapie uwagi szczegółowe złożyła też Dania.
"KE wezwała projektodawców do sporządzenia bardziej szczegółowej oceny skutków regulacji. Szczególne zastrzeżenia Komisji wzbudził zakaz stosowania opakowań produktów alkoholowych, których wygląd może się kojarzyć z produktami spożywczymi niezawierającymi alkoholu. Według Komisji może to naruszać art. 34 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, przewidującego swobodę handlu. Komisja zwraca też uwagę na wiele nieprecyzyjnych sformułowań w projekcie, np. odnoszących się do wyrobów bezalkoholowych" – informowała "Rzeczpospolita".
Z kolei Węgry w swojej opinii wskazały na potencjalne naruszenie art. 34 TFUE oraz zarzuciły projektodawcom niedostateczną analizę skutków regulacji. "Uzasadnieniu państwa członkowskiego powinna towarzyszyć analiza odpowiedniości i proporcjonalności środka przyjętego przez to państwo, a także dokładne dane na poparcie jego argumentacji" – czytamy w węgierskiej opinii.
Na możliwe naruszenie zasady swobodnego handlu wskazuje też rząd rumuński. W swojej opinii zauważa, że proponowane ograniczenia mogą wprowadzać "ukryte ograniczenie w handlu między państwami członkowskimi, prowadząc do fragmentacji jednolitego rynku". W opiniach składanych do projektów posłów Lewicy i Polski 2050 wskazuje się też na unijną zasadę legislacyjną, według której należy rozważać osiągnięcie zamierzonego celu środkami innymi niż tylko zakazy i restrykcje.
Polska ignoruje zastrzeżenia
Co ciekawe, pomimo tego, że zastrzeżenia zgłosiły rządy kilku krajów oraz Komisja Europejska, strona polska nie udzieliła odpowiedzi na te uwagi. Tymczasem posłanka Joanna Wicha z Lewicy podczas obrad komisji zdrowia twierdziła, że wszystkie procedury zostały dochowane. Okazało się że jest to nieprawda. Lewica nie udzieliła odpowiedzi licząc że uda się w sejmie przeforsować projekt pomimo sprzeciwu krajów UE.
Podmiotem zobowiązanym do udzielenia odpowiedzi jest wnioskodawca projektu, czyli Lewicy za pośrednictwem Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Jednak resort informuje, że na dzień 27 sierpnia roku nie zostały przesłane odpowiedzi na zgłoszone uwagi szczegółowe. Taki stan faktyczny uwidoczniony jest także na stronie Komisji Europejskiej.
Jak wynika ze stenogramu z posiedzenia Komisji Zdrowia, w dyskusji pod koniec lipca została podjęta kwestia dotycząca notyfikacji technicznej projektu z druku 2007.Zwrócił na to uwagę poseł Fryderyk Kapinos z PiS. –W ramach procedury notyfikacyjnej Komisja Europejska wydała szczegółową opinię, wskazując m.in. zastrzeżenia dotyczące proporcjonalności, zgodności z zasadą swobodnego przepływu towarów czy zgodności z przepisami prawa Unii Europejskiej dotyczącymi znakowania produktów. W przedstawionej przez podkomisję wersji projektu nie dostrzegam zmian, które odnosiłyby się do tych zastrzeżeń. Czy dokonano odpowiedniej analizy? Czy została już przekazana odpowiedź do Komisji Europejskiej? Jeżeli tak, to jakie stanowisko przedstawiono? Jeżeli nie, kiedy planowane jest jej przekazanie? – pytał.
W odpowiedzi głos zabrała m.in. poseł Joanna Wicha z Lewicy. – Oprócz tego dodatkowo oczywiście daliśmy odpowiedź na część tych pytań. To nie jest tak, że się nie ustosunkowaliśmy do tych pytań, które zadała nam Komisja. Nie mam żadnych wątpliwości, że wszystko jest procedowane zgodnie z tym, jak sobie życzyła tego Komisja Europejska w swoich pytaniach, w swojej odpowiedzi na nasze projekty. Przypominam, że obie te odpowiedzi były pozytywne – stwierdziła.
Biorąc pod uwagę wypowiedź poseł Lewicy, istnieje uzasadnione podejrzenie wprowadzenia w błąd członków Komisji Zdrowia, co miało niewątpliwy wpływ na dalszy przebieg posiedzenia.
Na etapie drugiego czytania zgłoszone mają być poprawki m.in. Ministerstwa Rolnictwa. Wiceminister Małgorzata Gromadzka zapowiedziała szereg zmian uwzględniających uwagi producentów rolnych. – Na sercu leży nam dobro producentów rolnych. Postaramy się wypracować kompromis przed drugim czytaniem. Moja ogromna prośba jest taka, by wspólnie przepracować ten temat i uwzględnić postulaty producentów rolnych – mówiła.
Zakaz uderza w kategorię, która i tak się kurczy
Spożycie czystego alkoholu w Polsce spada od lat, z 9,78 litra na mieszkańca w 2019 roku do 8,8 litra w 2024, jak wynika z danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom opartych na GUS. Za większość tego spadku odpowiada piwo. Z najnowszych danych wynika, że do zmniejszenia się wielkości spożycia alkoholu przyczyniły się spadki notowane we wszystkich rodz. ajach napojów alkoholowych.
Skumulowany spadek od 2019 r., kiedy spożycie było najwyższe wyniósł 15,3 proc. Zgodnie z danymi, całkowite spożycie alkoholu w 2025 roku spadło o ponad 5,5 proc. z poziomu 8,8 do 8,3 l w przeliczeniu na czysty alkohol. Konsumpcja piwa obniżyła się do 81,7 litra na mieszkańca z 85,9 litra rok wcześniej, a spożycie win i miodów pitnych spadło do 4,9 litra z 5,4 litra. Z kolei spożycie wódek, likierów i innych napojów spirytusowych w przeliczeniu na 100-procentowy alkohol do 3,2 litra z 3,4 litra.
Dane oznaczają, że spożycie napojów spirytusowych wróciło do poziomu z 2016 roku. Z kolei spożycie piwa aktualnym poziomie, ostatni raz zanotowano w 2005 roku. Od maksimum w 2018 roku spożycie piwa sukcesywnie się obniża – skumulowany spadek przekroczył 18 proc. Warto dodać, że obecny rok dla branży piwowarskiej może być jeszcze gorszy, bowiem w pierwszym półroczu 2026 r. sprzedaż piwa alkoholowego spadła aż o 11,9 procent.
Rynek piwa spada nieprzerwanie już ósmy rok. W latach 2018 – 2025 w rynku ubyło ponad 7,5 mln hl, co odpowiada rocznej produkcji trzech średniej wielkości browarów. Jednocześnie wysokie wzrosty piw bezalkoholowych nie są w stanie zatrzymać dramatycznie pogłębiającej się dekoniunktury w branży, z którą związane jest 85 tysięcy miejsc pracy od rolnictwa, przez handel i gastronomię, po logistykę. Produkcja piwa odpowiada za około 0,56% polskiego PKB i każdego roku zasila finanse publiczne miliardami złotych z tytułu podatków i składek.
Jednocześnie warto zaznaczyć, że zwiększyła się dostępność ekonomiczna wszystkich rodzajów alkoholi. Jednak tak wyraźne spadki spożycia wskazują, że nie jest to już kryterium decydujące, ponieważ konsumenci kupują mniej alkoholu, choć teoretycznie mogliby pozwolić sobie na więcej. To może oznaczać, że w odczuciach nabywców alkohol już jest drogi, co w połączeniu z innymi trendami przynosi spadek zainteresowania zakupami alkoholu.
– Ostatnie dane dot. spadków spożycia alkoholu nie są anomalią, choć spadek jest bardzo istotny. W mojej ocenie wpływ na to ma wyraźna zmiana pokoleniowa i kulturowa. Młodsze pokolenie ma zupełnie inne podejście do alkoholu. Chodzi przede wszystkim o trend NoLo, a więc no alcohol. Młodsze pokolenie wiąże to z lepszą kondycją i modą na fit życie, czyli takim, gdzie nie ma miejsca na alkohol. W efekcie bezalkoholowe produkty zyskują coraz większa popularność. To również sygnał dojrzałości polskiego konsumenta. Pijemy rzadziej, kierując się jakością. Odchodzimy od kultury picia i tradycji picia, bo to staje się niemodne. Taka inicjatywa społeczeństwa jest najbardziej skuteczną formą walki z alkoholem. Ponosimy gigantyczne kwoty z tytułu walki z alkoholem. Z punktu widzenia szeroko rozumianego zdrowia publicznego należy to promować i wspierać wszelkie trendy ograniczające spożycie– tłumaczy Anna Dela, ekspertka zdrowia publicznego.
Teraz projekt czeka drugie czytanie w Sejmie, Senat a następnie ustawa trafi na biurko prezydenta. Karol Nawrocki zawetował w tej kadencji podwyżkę opłaty cukrowej i akcyzy na alkohol, wskazując, że pod zdrowotnym hasłem kryło się łatanie budżetu. Los obecnej ustawy nie jest zatem przesądzony.
