Rzecznik odpowiedzialności zawodowej o sprawie Kacprzyka: To nie piekarnia

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej o sprawie Kacprzyka: To nie piekarnia

Dodano: 
Dawid Kacprzyk
Dawid Kacprzyk Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Trzy miesiące po zapowiedzi przygotowania wniosku o zawieszenie Dawida Kacprzyka w prawie wykonywania zawodu, taki wniosek nadal nie został skierowany.

Sprawa Dawida Kacprzyka pozostaje przedmiotem postępowania prowadzonego przez organy odpowiedzialności zawodowej lekarzy. Jak wynika z informacji przekazanych przez portal Niezalezna.pl, na razie nie zapadła decyzja o skierowaniu wniosku o zawieszenie lekarza w prawie wykonywania zawodu.

Trzy miesiące temu, po ujawnieniu przez media afery dotyczącej warszawskiego Szpitala Południowego, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski informował, że rzecznik odpowiedzialności zawodowej przygotowuje taki wniosek.

Od tego czasu Kacprzyk próbował podjąć pracę w kilku placówkach na południu Polski. Ostatecznie został zatrudniony w Centrum Medycznym w Jaktorowie – informowała Niezalezna.pl.

Portal zwrócił się do Naczelnej Izby Lekarskiej z pytaniem, co dzieje się ze sprawą. Rzecznik prasowy NIL Piotr Pisula potwierdził, że postępowanie nadal trwa, a materiał dowodowy jest gromadzony. Po szczegóły odesłał do Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Jacka Opinca.

"To nie piekarnia"

Opinc potwierdził, że pierwotnie rozważano wystąpienie o zawieszenie Kacprzyka. Taki scenariusz nadal nie został wykluczony, jednak rzecznik nie wskazał terminu ewentualnej decyzji. "Pierwotnie był taki zamysł i taki pomysł jest rozważany nadal, ale na razie zbieramy materiał. Tego materiału jest bardzo dużo, wątków jest bardzo wiele. Wątki się pojawiają co chwila nowe i to nie piekarnia proszę pana" – powiedział.

Jak tłumaczył, sprawą Szpitala Południowego zajmuje się obecnie trzech spośród 19 jego zastępców. Problemem ma być m.in. duża liczba dokumentów, które trzeba pozyskać i przeanalizować. Część otrzymywanej dokumentacji ma być niekompletna, co powoduje konieczność występowania o kolejne materiały.

Rzecznik zaznaczył, że postępowanie musi być prowadzone z zachowaniem wymogów proceduralnych, ponieważ ewentualne rozstrzygnięcia sądów lekarskich mogą być później kwestionowane na drodze prawnej.

"Moim celem, moim zadaniem jest – niech mi pan wierzy – zebrać ten materiał i sprawiedliwie ocenić pana doktora Kacprzyka" – zapewnił.

Rzecznik mówi o "spaleniu na stosie"

Dalej Opinc przekonywał, że Naczelna Izba Lekarska otrzymuje liczne telefony od osób domagających się szybkich działań. "Ja wiem, że 'vox populi' się domaga, najchętniej by już na stosie pana doktora Kacprzyka spalili, ale to nie jest takie proste i nie takie szybkie" – stwierdził.

Gdy dziennikarz Niezalezna.pl odpowiedział, że jego zdaniem rzecznik przesadził i "nikt go nie chce spalić", Opinc podtrzymał swoje słowa. "Nie, nie przesadziłem proszę pana. Nie przesadziłem. Dostajemy dziesiątki telefonów od ludzi, którzy nie mają bladego pojęcia o tym, o czym mówią; domagają się krwi" – powiedział.

Czytaj też:
Kacprzyk skłamał? Jest komunikat szpitala
Czytaj też:
Następny skandal w Szpitalu Południowym. Nie żyje dziecko

Źródło: Niezalezna.pl
Czytaj także