Nie docenił starszy (w momencie pisania tych słów) pan współczesnych specjalistów od dydaktyk, metodyk, pedagogik i psychologii troszczących się głównie o to, by nie przeciążyć ucznia nadmiarem wiedzy. Starania te spotykają się z pełnym zrozumieniem sterników oświaty, a i zdecydowanej większości nauczycieli podzielających opinię, że wszystko można skomprymować, skondensować, sprowadzić do wspólnego mianownika, by w efekcie przekazać niezbędne informacje tak, by ani samemu się nie przemęczyć, ani zbytecznie nie zawracać głowy młodzieży i tak traktującej szkolny obowiązek jako prehistoryczny relikt.
Wiele zmieniło się w ostatnim czasie w tej wciąż jeszcze przymusowej edukacji. Jak najbardziej słusznie zrezygnowano z zadawania prac domowych, bo po wyczerpujących zajęciach szkolnych młody człowiek powinien relaksować się, a nie, dajmy na to, w pocie czoła przepisywać z Internetu gotowce Bóg raczy wiedzieć po co zadawanych wypracowań z języka polskiego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
