• Piotr GociekAutor:Piotr Gociek

Rozpad całkowity

Dodano: 
Okładka książki "Szatańskie tango"
Okładka książki "Szatańskie tango" 
POCZYTANKI Opus magnum ubiegłorocznego noblisty wraca na księgarskie półki. Tom opowiadań „A świat trwa” był dobrym wprowadzeniem do uniwersum węgierskiego pisarza, teraz czas na zadanie poważniejsze: „Szatańskie tango” najsłynniejszą powieść Krasznahorkaiego.

Objętościowo skromna, bogata za to w znaczenia. Powieść świat, można powiedzieć, tyle że za cały świat służy mała wiocha zagubiona gdzieś na węgierskiej prowincji.

Każda literatura ma swoje Macondo – porównanie osady Marqueza z wioską Krasznahorkaiego jest działaniem mocno demaskatorskim wobec komunizmu. Przez wiele lat kojarzyły nam się Węgry z krajem dobrobytu, „gulaszowego komunizmu”, gdzie co prawda wolności też brak, ale żyje się jakoś łatwiej. „Szatańskie tango” miażdży to złudzenie, ale oczywiście metafora jest szersza, a książka zrozumiała będzie także pod innymi szerokościami geograficznymi. Syf i gnój, nieustanny deszcz, rozpad i rozkład, jakby Pan Bóg zmywał z powierzchni świata jądro nieszczęścia, jądro ciemności.

Pana Boga w tej opowieści nie ma, jest za to fałszywy prorok – czyż cały komunizm nie był wielką zbrodniczą operacją fałszywych proroków? Współczesność pod tym względem nie napawa optymizmem – świat bardziej niby kolorowy i zasobny, ale kandydatów na łgarzy przebranych za Mesjaszy przybywa. A może w mieszkańcach fikcyjnej wioski szukać winy? Skoro sami nie potraficie swego życia naprawić, to samiście sobie winni, że was oszust zwodzi? Oni zaś mają zawołać: cóżeście z nami zrobili, na jaki los skazali? I dalej gżą się, grzeszą, krzywdzą, zapijają w tym bagiennym piekle.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także