Obserwator mediówWspółpracownicy Andrzeja Dudy dostali nagrody. W sumie ponad ćwierć mln zł

Współpracownicy Andrzeja Dudy dostali nagrody. W sumie ponad ćwierć mln zł

Prezydent Andrzej Duda
Prezydent Andrzej Duda / Źródło: PAP / Marcin Bielecki
Dodano 49
W ubiegłym roku Kancelaria Prezydenta przeznaczyła na premie 256 tysięcy złotych – pisze "Fakt".

Najwyższą nagrodę (41,4 tys. zł) otrzymał Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy. Z kolei do wiceszefa prezydenckiej kancelarii Pawła Muchy trafiło 38,6 tys. zł.

Szefowa KPRP Halina Szymańska, choć rozpoczęła pracę dopiero w połowie zeszłego roku, zainkasowała aż 31,3 tys. zł premii – czytamy w dzienniku.

Nagrody pieniężne przyznano również prezydenckim ministrom: Wojciechowi Kolarskiemu (32,9 tys. zł), Andrzejowi Derze (31,6 tys. zł), Adamowi Kwiatkowskiemu (31,6 tys. zł) i Annie Surówce-Pasek (25,6 tys. zł).

Rzecznik prasowy Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński otrzymał 22,9 tys. zł.

/ Źródło: Fakt

Czytaj także

 49
  • antygnIDA IP
    Bo ci ludzie sumiennie pracują nie to co szoguny chrabji bul komorofskiego cherbu kórczak. albo tych dwóch, co to jednego pomroczność jasna a drugiego grypa filipińska sponiewierała
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0
    • alicja IP
      NO I SUPER,,, NIE KRADNA A WIEC MUSZA MIEC JAKIES DODATKI DO MARNEJ W POROWNANIU DO INNYCH KRAJOW PENSJI. W KONCU REPREZENTUJA POLAKOW NA SWIECIE ,,, NIECH MAJA JESTESM ZAAAAAAAAA
      Dodaj odpowiedź 3 3
        Odpowiedzi: 0
        • stracone miliardy IP
          Krótka historia o tym, jak Kulczyk z Francuzami państwową TPSA sprytnie przejmowali za psie pieniadze.

          Telekomunikacja Polska SA (TPSA) pod koniec lat 90-tych była monopolistą na rynku telekomunikacyjnym w naszym kraju. Ta potężna firma obsługiwała nie tylko 10 mln klientów (stan na 2000 r.), lecz także zarządzała krytyczną infrastrukturą obronną kraju (na którą wydano wcześniej setki milionów złotych). Z jakiegoś jednak powodu rządzący nami politycy zdecydowali, aby TPSA sprywatyzować. Problem w tym, że prywatyzacja okazała się być pseudoprywatyzacją, bowiem TPSA kupiła państwowa spółka francuska, która weszła w układ z lokalnym oligarchą.

          Pomysł prywatyzacji TPSA pojawił się jeszcze w 1997 r. (za rządów SLD), jednak finalnie zaczął być zrealizowany w czasach rządów AWS (1997 - 2001). Przypomnijmy - w pierwszym etapie prywatyzacji (w 1998 roku) sprzedano w ofercie publicznej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pakiet 210 milionów akcji, które stanowiły 15 proc. kapitału akcyjnego spółki. Ta część prywatyzacji nie wzbudziła kontrowersji. Państwo polskie sprzedało wówczas tylko mniejszościową część udziałów TPSA, dostało za to bardzo dużo pieniędzy, a przy tym zachowało pakiet większościowy akcji dla siebie.

          W lipcu 2000 r. Rada Ministrów zdecydowała o sprzedaży 35 proc. akcji Telekomunikacji Polskiej. Jako nabywcę wybrano France Telecom - kontrolowanego przez francuski rząd giganta telekomunikacyjnego.

          Bardzo szybko pojawiły się jednak głosy, aby nie oddawać w Francuzom pakietu kontrolnego nad TPSA. Wówczas do gry wkroczył Jan Kulczyk, który w toku negocjacji z rządem ustalił, że w ramach sprzedawanych 35 proc. akcji przejmie blisko 13,6 proc., tak aby sami tylko Francuzi nie mieli pakietu kontrolnego nad TPSA. Kulczyk nie wyjawił jednak skąd weźmie pieniądze na zakup wspomnianego pakietu, a to okazało się być "ukrytą opcją francuską". Ale po kolei.

          Kulczyk (a dokładnie Kulczyk Holding) wraz z France Telecom na potrzeby prywatyzacji TPSA stworzyli konsorcjum. Za wspomniane 35 proc. akcji polskiego giganta telekomunikacyjnego zapłacili łącznie 4,3 mld zł. Zgodnie z umową Kulczykowi przypadło blisko 13,6 proc. Problem polegał na tym, że Kulczyk Holding nie miał odpowiedniej ilości gotówki na zakup TPSA i musiał zaciągnąć kredyty w zagranicznych bankach. Te zaś zażądały, aby gwarancji na spłatę kredytu udzieliła Kulczykowi... France Telecom. W umowie z bankami, które udzieliły Kulczykowi kredytu na zakup TPSA stwierdzono, że jeśli międzynarodowe agencje ratingowe obniżą France Telecom oceny wiarygodności kredytowej, to banki będą mogły zażądać, aby Kulczyk Holding sprzedał przymusowo France Telecom posiadane 13,6 proc. akcji TPSA. Oczywiście Skarb Państwa nic o takiej konfiguracji umownej nie wiedział. Przedstawiciele rządu AWS uwierzyli za to deklaracjom Kulczyka, że zamierza być długookresowym współwłaścicielem TPSA.

          Sytuacja przewidziana w umowie kredytowej zmaterializowała się bardzo szybko. W czerwcu 2002 r. agencje ratingowe Standard & Poor's oraz Moody's obniżyły rating wiarygodności kredytowej France Telecom i zażądały od Kulczyka, aby ten sprzedał Francuzom posiadane przez siebie akcje TPSA (co spowoduje, że France Telecom przejmie pełną kontrolę nad TPSA).

          Ostatecznie Kulczyk sprzedał France Telecom posiadane przez siebie akcje TPSA w 2005 roku. Zgodnie z umową Francuzi otrzymali nie tylko 13,6 proc. akcji, ale również wzięli na siebie spłatę zaciągniętego przez polskiego biznesmena kredytu. W zamian Kulczyk zainkasował od France Telecom 40 mln euro na czysto.

          Sprzedaż TPSA z 2000 roku jest doskonałym przykładem na to jak nie powinna wyglądać prywatyzacja państwowego przedsiębiorstwa. Po pierwsze: była to pseudoprywatyzacja, bowiem kontrolę nad TPSA przejęła inna państwowa firma (tyle, że z zagranicy). Po drugie: jak można było dopuścić do sytuacji, w której lokalny oligarcha (poprzez niejasny system finansowania) był de facto "słupem" potrzebnym do przejęcia pełnej kontroli nad polskim monopolistą. Wszak gdyby nie Kulczyk Francuzi nie przejęliby kontroli nad TPSA, a historia tej spółki mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej (pakiet kontrolny akcji mógłby pozostać nadal w rękach Skarbu Państwa, tak jak ma to miejsce w przypadku innych strategicznych spółek takich jak PKO BP, Orlen, KGHM, Lotos czy PZU).

          Na koniec warto odnotować, że Orange Brand Services Limited (spółka zależna od France Telecom) pobiera dziś od Orange Polska (czyli dawna TPSA) opłaty licencyjne za sprzedaż usług i produktów pod marką Orange, które - co do zasady - wynoszą 1,6 proc. osiąganych przychodów operacyjnych. W tym miejscu warto odnotować, że w 2016 roku Orange Polska miała ponad 11,5 mld złotych przychodów. W ten oto sprytny sposób Francuzi zapewnili sobie stałe źródło finansowania i to niezależnie od tego, czy Orange Polska osiąga zyski czy przynosi stratę. Kasa za opłaty licencyjne zawsze będzie płynąć poza granice naszego kraju. A wszystko zaczęło się od nieprzemyślanej decyzji polityków o pseudoprywatyzacji polegającej na sprzedaży monopolisty innemu państwowemu monopoliście, tylko że z zagranicy.
          Dodaj odpowiedź 8 2
            Odpowiedzi: 0
          • stracone miliardy IP
            Wyprzedawali polski majątek za śmieszne pieniądze. Dziś są elitą eurokratów w Brukseli

            Donald Tusk w sierpniu 1993 r. powiedział: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Okazało się, że czołobitnym realizatorem tych słów w pierwszej połowie lat 90-tych był nie kto inny, jak Janusz Lewandowski. "Kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom" - zastosowanie tej przynoszącej gigantyczne zyski zasady przez Jana Kulczyka w stosunku do np. Browarów Wielkopolskich było możliwe tylko dlatego, że Lewandowski pełnił wówczas funkcję ministra ds. przekształceń własnościowych.

            Janusz Lewandowski to niezwykle kontrowersyjna postać w historii III RP. Szczególnie jeśli spojrzymy na jego dokonania w zakresie przekształceń własnościowych z początku lat 90-tych. Funkcje ministra przekształceń własnościowych pełnił dwukrotnie - pierwszy raz w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991), a drugi raz w rządzie Hanny Suchockiej (1992 - 1993).

            To za kadencji Lewandowskiego dochodziło do budzących duże wątpliwości prywatyzacji polskich przedsiębiorstw, które według dzisiaj obowiązujących standardów mogłyby być przez niektórych uznane za działania o charakterze kryminalnym. Przypomnijmy, że w 1992 roku doszło do głośnej prywatyzacji należących do Skarbu Państwa Zakładów Celulozowo-Papierniczych w Kwidzynie. Zakłady te zostały wielkimi nakładami zmodernizowane i na początku lat 90-tych stanowiły prawdziwą perłę wśród wszystkich zakładów produkcyjnych w Polsce. Lewandowski zgodził się je sprywatyzować za 120 mln USD, mimo iż niektóre szacunki mówiły, iż są warte dwukrotnie więcej.

            Innym przykładem jest prywatyzacja Browarów Wielkopolskich z 1993 roku. Nabywcą w tym przypadku okazał się być Jan Kulczyk, który w tym przypadku chyba po raz pierwszy o zastosował zasadę: kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom. Za pakiet 40 proc. akcji zapłacił wówczas 20 mln zł. Na transakcję zgodził się Janusz Lewandowski, który później tłumaczył się, że sądził, iż sprzedaje browary kapitałowi polskiemu. Kulczyk jednak do kooperacji zaprosił South African Breweries International (później SABMiller). Kiedy spadkobiercy Kulczyka w 2016 roku żegnali się ostatecznie z przemysłem browarniczym, zainkasowali łącznie na sprzedaży posiadanych przez siebie akcji SABMillera ok. 10,5 mld zł. To, że akcje światowego giganta produkcji piwa trafiły do Kulczyka, to w linii prostej konsekwencja przejęcia Browarów Wielkopolskich za śmieszne 20 mln zł.

            Wszystko w myśl tego, co powiedział swego czasu Donald Tusk, że: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Wyprzedaż zakładów w Kwidzynie i Browarów w Poznaniu, to tylko dwa z wielu przykładów tego jak wyglądała "dzika" prywatyzacja w latach 90-tych. Aby była jasność - nie mam nic przeciwko inwestorom, którzy wykorzystując okazje postanowili wyłożyć określone środki finansowe, by przejąć dany biznes i zarabiać na nim pieniądze. Pretensje (i to uzasadnione) można mieć za to do neoliberalnych polityków, którzy uznali, że jedną szansą dla polskiej gospodarki jest jej wyprzedaż poniżej rzeczywistej wartości odpowiadającej potencjałowi i mocom wytwórczym.
            Dodaj odpowiedź 8 2
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także