Wyprzedaż niepodległości
  • Rafał A. ZiemkiewiczAutor:Rafał A. Ziemkiewicz

Wyprzedaż niepodległości

Dodano: 31
Premier Mateusz Morawiecki, szefowa KE Ursula Von den Leyen
Premier Mateusz Morawiecki, szefowa KE Ursula Von den Leyen Źródło: PAP/EPA / PASCAL ROSSIGNOL / POOL
Rząd PiS dokonał zdumiewającej wolty, kompletnie zaprzeczając wszystkiemu, co głosił, z czym szedł do władzy i w imię czego jego wyborcy wybaczają od lat oczywiste niedostatki sanacyjnego modelu sprawowania władzy. Krajowy Plan Odbudowy to kapitulacja!

W zamian za mglistą obietnicę odblokowania Polsce dostępu do 57 mld euro z budżetu UE i ze wspólnego długu, zaciąganego (także i pod nasze gwarancje) w ramach tzw. mechanizmu NGEU, polski rząd zobowiązał się do spełnienia ponad 160 bardzo szczegółowych żądań Komisji Europejskiej. Dotyczą one bardzo wielu dziedzin funkcjonowania państwa, od regulaminów prac rządu i parlamentu do prawa pracy i służby zdrowia. Większość zobowiązań – i to te najbardziej brzemienne w skutki – dotyczy jednak źródeł i cen energii. Wszystkie mają jeden mianownik: prowadzą do obniżenia konkurencyjności polskiej gospodarki, dramatycznego obniżenia poziomu życia Polaków, utraty możliwości samodzielnego podejmowania przez nich kluczowych decyzji dotyczących własnego kraju oraz unifikacji w ramach uporczywie forsowanego przez europejskie mocarstwa i eurokrację planu budowy europejskiego państwa federalnego. Większość narzucanych przez Unię zmian mamy wprowadzić w terminie trzech–czterech lat.

Mimo że blokowanie polskiego KPO oraz związane z tym targi ciągnęły się ponad 13 miesięcy, finał wszystkich zaskoczył. Większość Polaków, nawet członków opiniotwórczych i politycznych elit, była przekonana, że spór dotyczy organizacji wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem w momencie triumfalnego ogłoszenia przez rząd, że miliardy – dawno już przez premiera obiecane i nawet już publicznie rozdzielone między konkretne fabryki kiełbasy wyborczej – wreszcie do nas trafią (pomińmy fakt, że entuzjazm ten natychmiast zgasiła przewodnicząca von der Leyen, bardzo surowo sprowadzając naszych prezydenta i premiera na ziemię), okazało się, że warunków do spełnienia jest ponad 160 (nie umiem wyjaśnić, dlaczego akurat 116 z nich nazwano „kamieniami milowymi”, a pozostałych nie) i jedynie trzy dotyczą tzw. praworządności.

Żadna z owych zmian, poza kwestią Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, nie była przedmiotem publicznej dyskusji, w żadnej nie próbowano nawet uruchamiać mechanizmów społecznej konsultacji. Nie wiemy, kto właściwie, z czyjego upoważnienia, negocjował szczegółowe zapisy, jaka była w tym rola resortów. Ogłoszenie tak wielkiej liczby „kamieni milowych” było zaskoczeniem, którego większość Polaków chyba jeszcze nie zdążyła przetrawić i ogarnąć. Tym większym, że PiS nagle wpasował się w retorykę „totalnej opozycji”, którą sam wielokrotnie nazywał zdradą narodową, sam zaczął posługiwać się jej dotychczasową logiką, w której to Europa jest motorem naszego rozwoju i źródłem cywilizacji, przede wszystkim zaś zaprzeczając całkowicie własnym wieloletnim zapewnieniom o budowaniu „Europy ojczyzn”, poszedł w poświęcaniu polskiej suwerenności na rzecz „pogłębionej integracji europejskiej” dalej, niż kiedykolwiek postulowała to „proeuropejska” opozycja.

Opozycja ograna

Ta ostatnia istotnie została ograna. Sprawa „praworządności” okazała się dla Unii tylko argumentem przetargowym, a poparcie dla opozycji i „sędziowskiego Ługańska” – jak pozwoliłem sobie nazwać separatystyczne i zbuntowane przeciwko Polsce prawnicze państwo w państwie – jedynie taktyką wymuszania na Polsce ustępstw.

Cały artykuł dostępny jest w 24/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 31
Czytaj także