POCZYTANKI | Trochę kryminał, trochę komedia, trochę powieść rozrachunkowa, ale przede wszystkim gawęda o PRL.
Przy okazji Marek Ławrynowicz kpi sobie ze struktury fabularnej „Człowieka z żelaza”. Jego przodownik pracy nie nazywa się Birkut, lecz Łyczuk; nie buduje domów, lecz jest traktorzystą, ale też nie cierpią go towarzysze pracy; też szczerze wierzy w socjalizm i jego żywot też stanie się paliwem dla socjalistycznej propagandy (zadba o to sam towarzysz Jakub Berman).
Łyczuka poznajemy w chwili, gdy już nie żyje, w dodatku padł ofiarą morderstwa. Komu mogło zależeć na śmierci niepozornego emeryta, kim właściwie był denat: to na scenę wkracza niejaki Sieniawski, nauczyciel, poeta i dziennikarz gminnego biuletynu „Głosu Podleśnej”.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.