Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną autorstwa Ministerstwa Cyfryzacji. Resort chce wdrożyć w Polsce regulacje unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA), dotyczącego m.in. blokowania treści w internecie. Projekt ma szeroki zakres przedmiotowy. Część rozwiązań nie budzi wątpliwości, jednak część w praktyce wprowadzi możliwość stosowania cenzury politycznej poprzez zablokowanie treści niewygodnych dla tego, czy innego rządu.
Już w styczniu "Dziennik Gazeta Prawna" informował, że resort chce, by prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej bez udziału sądu wydawał nakazy blokowania niektórych treści w internecie. To właśnie prezesowi UKE ma przypaść główny nadzór nad stosowaniem regulacji. W zakresie platform wideo kompetencję ma zyskać Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT), a Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) ma sprawować nadzór nad platformami handlowymi oraz innymi sprawami dotyczącymi ochrony konsumentów.
Urzędnik zdecyduje o wszystkim?
Krzysztof Bosak w nagraniu opublikowanym na Kanale Zero przekonuje, że to, co robi rząd, to jest próba wprowadzenia cenzury administracyjnej. – To znaczy, że jakiś urzędnik będzie decydował, co ma zniknąć z internetu - powiedział.
- Odbywa się to pod pretekstem wdrożenia unijnych przepisów, konkretnie Aktu o Usługach Cyfrowych, znanych jako DSA. Wymieniają cały szereg artykułów, na podstawie których definiuje się, jakie treści są legalne, jakie nielegalne i chcą stworzyć procedurę, w której urzędnik będzie mógł nakazać operatorom serwisów, serwerów, żeby dane treści w trybie natychmiastowym zdjął. I urzędnik, po odpowiednim donosie, ma podejmować taką decyzję – kontynuował.
Kto będzie składał donosy?
Jak dalej mówił, "donosy" mają składać prokuratura, policja, Krajowa Administracja Skarbowa, ale także usługobiorca. – Więc być może po prostu każdy użytkownik internetu i – uwaga – zaufany podmiot sygnalizujący. Jestem bardzo ciekaw, kto będzie w gronie zaufanych podmiotów sygnalizujących – stwierdził lider Konfederacji.
- Ma to działać w ten sposób, że ma być składany wniosek, ta władza cenzury prewencyjnej ma być włożona w ręce prezesa […] Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W tej chwili jesteśmy tuż przed tym, jak ma być wybierany nowy prezes UKE. To jest bardzo ważne stanowisko, o którym się mało mówi i ten człowiek może dostać władzę decydowania o tym, co możecie powiedzieć, napisać lub opublikować w internecie - wskazał lider Konfederacji.
Cenzura w internecie?
Bosak wskazał, że obecnie to sąd w drodze normalnego dwuinstancyjnego postępowania decyduje, czy coś, co zostało opublikowane było legalne czy nielegalne. – A to ma się zmienić w ten sposób, że po prostu w trybie pilnym jacyś urzędnicy będą przygotowywać opinie i prezes UKE będzie klikał w jakieś formularze czy dawał podpis: zdjąć, nie zdjąć… – mówił dalej.
– To jest odtworzenie, na wniosek Unii Europejskiej co ciekawe, ale przez nasze państwo, de facto urzędu cenzorskiego. […] To ma później podlegać kontroli sądowej, natomiast jeżeli ta kontrola będzie działać tak jak w tej chwili działa kontrola sądowa decyzji administracyjnej, to to jest na zasadzie "piszcie sobie na Berdyczów" – zakończył.
Czytaj też:
"Cenzor zdecyduje". Polityk ostrzega przed projektemCzytaj też:
Cenzura internetu w Polsce? Na rządzie projekt o blokowaniu "nielegalnych treści"
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
