Nie jest też rozwiązaniem jakiegokolwiek ważnego problemu czy gwarantem podjęcia wyzwań stojących przed Polską. Stanowi jedynie odbicie establishmentu III RP ukazane w krzywym zwierciadle, wyrzut sumienia systemu, który przestał dowozić, krytyczny błąd w Matrixie
Rok 2025 z całą pewnością należał do Grzegorza Brauna. Polityk uważany przez mainstream za króla szurów, foliarzy i zwolenników teorii spiskowych nie tylko odniósł spektakularny sukces w wyborach prezydenckich, lecz także stał się trwałym elementem polskiej sceny politycznej, którego nie da się już lekceważyć. Wyjaśniam, że za sukces w wyborach prezydenckich nie uważam bynajmniej zdobycia przez Brauna 6,34 proc. głosów, co przekłada się na ponad 1,2 mln wyborców. Rzecz w tym, że to dzięki Grzegorzowi Braunowi wybory wygrał Karol Nawrocki, co nie byłoby możliwe, gdyby lider Konfederacji Korony Polskiej w zdecydowany sposób nie poparł obecnego prezydenta przed II turą wyborów.
Braun, jako czystej wody antysystemowiec, miał pole manewru. Nie musiał wskazywać na Karola Nawrockiego. Mentzen, którego Konfederacja stała się w tym czasie częścią systemu politycznego III RP, wybrał formułę dopasowania, ostatecznie zawarł z Nawrockim porozumienie programowe w postaci deklaracji toruńskiej, dzięki czemu większość jego wyborców zagłosowała przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu. Ale Braun częścią systemu się nie stał. Z punktu widzenia wyborców prawicy zachował się odpowiedzialnie, budując jednocześnie autonomię i sprawdzając własną siłę polityczną. Przy różnicy nieco ponad 350 tys. głosów w II turze wyborów okazało się, że to Braun stał się kingmakerem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
