Bartosz Kopczyński, wiceprezes Instytutu Wiedzy Społecznej im. Krzysztofa Karonia, autor książek z cyklu „Poradnik świadomego narodu”.
Pierwsze, co przychodzi na myśl, to symbol oporu, ale nie biernego, lecz czynnego, realizującego się w walce. Ale nie takiej, do jakiej nas od 300 lat przyzwyczajono, czyli do walki bohaterskiej i beznadziejnej, z wrogiem przepotężnym, z którym nie da się wygrać, ale my, dzielni, bitni Polacy, zawsze pierwsi do walki, pokazujemy wszystkim narodom świata, jak się umiera dla idei wolności. Wiedziemy prym na barykadach całego świata, jako mesjasze i Winkelriedzy narodów, daniną krwi własnej i własnych dzieci kładąc fundament pod przyszłe szczęście ludzkości, ale nie dla nas, lecz dla jakichś enigmatycznych ludzi z odległej przyszłości. Walka, którą symbolizuje gaśnica Brauna, jest walką wyzwoleńczą, która ma wszelkie szanse powodzenia, a jego uzyskanie zależy nie od potęgi lub słabości wroga, ale od postawy nas samych, czyli tych, których walka dotyczy. A postawę tę można opisać za pomocą trzech par przeciwstawnych pojęć: walczy/nie walczy, walczy z wrogiem/walczy z sojusznikiem, walczy głupio/walczy mądrze. Mamy więc sześć rodzajów postaw, które zdecydują, czy odzyskamy niepodległość, czy przestaniemy istnieć, cierpiąc przy tym duchowo, psychicznie i fizycznie.
Wyobraźmy sobie akcję gaśniczą Brauna od strony tych, którym gwałtownie zgaszono imprezę. Stoją tam, radując się, w najważniejszym gmachu gojów, do taktu muzyczki, i już im ślinka cieknie na chanukowe przysmaki, czekające na tacach i półmiskach. Wtem jakby z nieba spada biały pył, spowijający wszystko, a spomiędzy jego kłębów nagle wyłania się heros z wielką, czerwoną gaśnicą, rozsiewający białość, duszącą płomienie. Po reakcjach uczestników widać było kompletne zaskoczenie. Nikt się tego nie mógł spodziewać, nikomu nawet przez myśl nie przeszła możliwość tak wielkiej profanacji. Oto odbywa się święty obrzęd, wyraz triumfu zdobywców nad podbitym ludem i jego terytorium, utwierdzonego służalczością elit zniewolonego narodu. Dzieje się to od lat w stolicach Zachodu; nikt dotąd nie protestował, nikt się nie skrzywił, nikt nie śmiał skrytykować. Przeciwnie, reprezentanci elit podbitych krajów poczytywali sobie za wielkie wyróżnienie i łaskę swoich panów, gdy byli dopuszczani do elitarnego grona szamaszy, czyli tych, którzy zapalają pierwszą świeczkę. A tu nagle w Sejmie RP taka bezczelność – tego dotąd świat nie widział.
Co pokazała gaśnica?
Znaczenie akcji Brauna nie zamknęło się w momencie samej akcji, ale objawiło się później, gdy uruchomiła się sekwencja wydarzeń pogaśniczych. Były one chaotyczne w tym sensie, że nieplanowane, co pozwoliło odkryć prawdziwe intencje i przekonania wielu ludzi. Po pierwsze, Polacy w ogóle dowiedzieli się, że takie obrzędy regularnie odbywają się w Sejmie, Pałacu Prezydenckim i w centrum Warszawy; dotąd większość tego nie wiedziała. Po drugie, poseł Grzegorz Braun z mównicy sejmowej oznajmił wszem i wobec, czym w istocie jest ten obrzęd. To, że pozwolono mu mówić, że nie wyłączono mikrofonu, należy złożyć na karb zaskoczenia, przez które słudzy wrogów nie wiedzieli, jak się zachować. Po trzecie, reakcje posłów bezpośrednio po akcji. Ten zgodny chór oburzenia ze strony obydwu podobno skonfliktowanych partii pokazał, co ich łączy ponad podziałami. Dowiedzieliśmy się wówczas od posłów, że nie pozwolą, aby w Sejmie RP były przerywane obrzędy religijne. To również obnażyło całe kłamstwo tzw. tolerancji i neutralności światopoglądowej, w imię której zdejmuje się krzyże ze ścian i usuwa symbole katolickie.
Akcja Brauna ujawniła, że robi się to nie po to, aby szanować poglądy wszystkich, ale by uwolnić przestrzeń dla jednej tylko religii i jej praktyk, i że Sejm ma być tego głównym ośrodkiem. Pokazali też swój charakter posłowie Konfederacji WiN, którzy wówczas formalnie byli z Grzegorzem Braunem. Władze ugrupowania, którego współzałożycielem był Grzegorz Braun, zawiesiły go w prawach członka klubu parlamentarnego i zakazały wystąpień z mównicy sejmowej. Nikt z polityków ówczesnej Konfederacji nie stanął w obronie Grzegorza Brauna; woleli się od niego zdystansować, czym pokazali, że w kwestiach zasadniczych są teoretyczni, acz bezobjawowi. Dwa dni po akcji gaśniczej odbyło się ponowne, tym razem ekspiacyjne zapalenie świecznika, na którym, oprócz posłów, obecni byli także członkowie rządu i prezydent Andrzej Duda. Akcja gaśnicza Brauna pokazała więc procesy, mechanizmy i ludzi, a jej skutki w obszarze świadomości są dalekosiężne:
- ujawnienie Polakom, jakie obrzędy jakich ludzi odbywają się w ośrodkach władzy w Polsce;
- ujawnienie Polakom, jaki jest charakter tych obrzędów;
- ujawnienie się szabesgojów w strukturach władzy;
- ujawnienie, komu służą elity władzy III RP;
- ujawnienie powiązań wszystkich destrukcyjnych polityk III RP i UE z kwestią małoczapeczkową.
Wydarzenie to jest momentem przełomowym nie tylko w historii III RP, ale w ogóle w nowożytnej historii Polski, uruchomiło bowiem długotrwały i długofalowy proces w umysłach Polaków, dzięki któremu zaczynają oni dostrzegać szabesgojstwo i rozpoznawać je w praktyce politycznej. Proces ten nałożył się na szersze procesy w skali globalnej, których punktem centralnym jest małe państwo na Bliskim Wschodzie oraz wpływ ludzi tego plemienia na sprawy świata, w szczególności na polityków, media i biznes. Wcześniej te wpływy również istniały, ale wydawały się czymś naturalnym, odkąd zaś jak królik z kapelusza pojawiło się to małe państwo, bieg spraw światowych nie tylko przyspieszył, ale również ujawnili się animatorzy różnorodnych działań.
Uderzenie w religię Holokaustu
Akcja gaśnicza Brauna nie była jednak ostatnim aktem uświadamiania. Grzegorz Braun, nie zważając na gromy antysemityzmu, ciskane na jego głowę, poważył się na coś równie strasznego w szabesgojskim uniwersum. Latem 2025 r. uderzył w samo centrum wiary szabesgojów, we współczesną wersję religii Noachitów, stworzoną przez mędrców dla światowego zasobu „ludów ziemi” (jedno z określeń Talmudu na ludzi innych niż samowybrani przez siebie). Taką rolę odgrywa religia Holocaustu. Wyznawcy noachickiej wiary są uznani za „sprawiedliwych gojów” i pozwala im się funkcjonować, oczywiście uwzględniając wszelkie inne przepisy Talmudu. Uderzenie Brauna w centrum tej wiary spowodowało zamęt w głowach wcześniej potulnych akumów (kolejne określenie talmudyczne) i stawianie niezręcznych pytań. Starsi i mądrzejsi dużo wcześniej zabezpieczyli się przed takimi pytaniami, penalizując samo ich stawianie, stąd byli pewni, że nie znajdzie się już nikt na tyle zuchwały, aby je zadać.
Dlatego frontalny atak Brauna na hagadę wywołał osłupienie, a zaraz potem ciąg rytualnych, emocjonalnych reakcji. Tak oto do oskarżeń o antysemityzm doszły oskarżenia o negacjonizm. Dotąd wystarczało samo użycie tej mentalnej broni atomowej, aby skutecznie zakneblować usta. Nieposłuszeństwo hagadzie kończyło się zawsze gwałtownym przerwaniem kariery z wilczym biletem, a nawet śmiercią cywilną. W skrajnych przypadkach można było trafić do więzienia, jak w przypadku brytyjskiego historyka Davida Irvinga, lub zostać znalezionym martwym, jak w przypadku polskiego historyka Dariusza Ratajczaka. Wydawało się więc, że na tym polu wszystko już zostało załatwione i nie trzeba niczego więcej. Normy prawne zostały ustanowione, a lokalni szabesgoje pilnują spraw na miejscu. Wystąpienie Grzegorza Brauna, powiązane z kolejnymi obchodami dezinformacji jedwabieńskiej, miało ten sam skutek co akcja gaśnicza. Najpierw szok, a potem odruchowa reakcja, odkrywająca prawdziwe intencje i przynależności.
Kampanię Brauna latem 2025 r. można więc uznać za drugą gaśnicę, podobny miała bowiem skutek dla ujawnienia afiliacji osób i długofalowych procesów budowania świadomości Polaków. Reakcje polityków były przewidywalne i ani trochę nie zawiedli oni oczekiwań; po pierwszej gaśnicy Brauna wiadomo już, kto jest szabesgojem. Druga gaśnica Brauna ujawniła innych jeszcze ludzi, zaangażowanych po stronie starszych i mądrzejszych, a dotąd niepodejrzewanych przez Polaków. Ujawniła też inną jeszcze praktykę. Polega ona na kupowaniu polskich dziennikarzy, pisarzy i innych ludzi wybitnych, mających wpływ na opinię publiczną w Polsce. Dostają oni angaże, zamówienia, zlecenia, nagrody i inne apanaże w zamian za przyjęcie określonego profilu twórczości. Skuszeni fruktami lub zmuszeni okolicznościami sprzedają swoje talenty za szekle. Na co dzień nie muszą afiszować się wprost – wystarczy, że nie wspominają o pewnych sprawach, delikatnie przekierowując uwagę na tematy równoległe, zastępcze lub poboczne. Nie muszą wcale kłamać i zwykle tego nie robią, muszą bowiem zachować wiarygodność w oczach Polaków, dla których są autorytetami. Wystarczy, że nie mówią całej prawdy.
Szabesgoizm jako cnota „prawicy”
Jednak sytuacja z drugą gaśnicą Brauna była tak ekstremalna, że talmudyczne siły globalne uruchomiły wszystkie swoje aktywa w Polsce, aby natychmiast rytualnie złożyć zuchwalca w ofierze. Obok tradycyjnych szabesgojów, znanych już wcześniej, ujawniły się zasoby talmudystów po prawackiej stronie, kształtujące opinię Polaków, uciekających przed lewackim mainstreamem. Druga gaśnica Brauna zmusiła tych ludzi do ujawnienia swoich afiliacji i przynależności, odkrywając przy tym praktykę szabesgoizmu, czyli przedstawiania szabesgojstwa jako cnoty patriotycznej. Szabesgoizm jest typowy dla strony tzw. prawicowej, gdyż ludzie czynni tam nie chcą wprost uchodzić za szabesgojów. Dla strony lewackiej bycie szabesgojem to minimalny standard, bo tam brylują ludzie niebędący w ogóle gojami lub bardzo niechcący nimi być.
Natomiast po stronie tzw. prawicowej taka postawa nie uchodzi, chyba że się jest prominentnym politykiem – wówczas nieznani przełożeni wprost domagają się deklaracji szabesgojskiej. Dla zachowania pozorów bezstronności reszta prawackiego mainstreamu nie musi i nie powinna składać deklaracji wprost, ale za to musi unikać określonej wiedzy. Ci więc, którzy są zależni przez finanse lub kompromaty, uprawiają szabesgoizm, co różni się od szabesgojstwa tym, że nie jest działaniem czynnym, tylko biernym. Po odpaleniu drugiej gaśnicy Brauna zostali jednak zmuszeni do działań czynnych i wówczas okazało się, że mainstream jest nie tylko lewacki, ale również prawacki. Druga gaśnica Brauna ujawniła więc szabesgoizm na tzw. prawicy i główny nurt prawackiego mainstreamu. W ten sposób Polacy dostali wykrywacz szabesgoizmu i zarazem detektor patriotycznej prawicy. Dziś wiadomo już, że kto nie mówi o małoczapeczkowych wpływach lub mówi, że są dobre, ten nie jest patriotyczną prawicą, uprawia bowiem szabesgoizm. Teraz zaś nadszedł czas trzeciej gaśnicy Brauna.
Pierwsze dwie gaśnice miały charakter nagły i dla przeciwników niespodziewany. Trzecia zaś gaśnica jest wnoszona na scenę i przygotowywana do odpalenia jawnie i stopniowo. Jej zapowiedzią było wezwanie Grzegorza Brauna do patriotycznego, prawicowego paktu senackiego. Niektórzy sympatycy Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej, szczególnie ci, którzy wciąż pozostają poza Szerokim Frontem Gaśnicowym, odczuli niepokój, czy Grzegorz Braun nie próbuje wkupić się w mainstream i pójść tą drogą, co Konfederacja WiN – integracji z systemem. Tak jednak mogą myśleć ci, którzy nie analizują dotychczasowych posunięć liderów KKP. Nawet jeśli jakieś działanie wydaje się z początku szalone lub nieprzemyślane, okazuje się później częścią zaplanowanej i konsekwentnej strategii. Tak też jest z trzecią gaśnicą Brauna. Pierwsza dostarczyła wiedzy, że istnieją wpływy małoczapeczkowe i są one odpowiedzialne za destrukcyjną politykę III RP. Druga gaśnica dostarczyła wykrywacz szabesgoizmu i detektor patriotycznej prawicy. Trzecia gaśnica będzie wielkim, pokerowym „sprawdzam”.
Czas na trzecią gaśnicę
Nie jest dla Brauna i KKP problemem wejść we współpracę z każdym, kto dąży do niepodległości Polski. Problemem jest dla szabesgojów i zwolenników likwidacji Polski, którzy na co dzień oszukują Polaków, zmienić swoją dotychczasową praktykę i podjąć współpracę z ludźmi, których chcą zdelegalizować. Trzecia gaśnica Brauna ujawni więc, kto jest zwolennikiem niepodległości Polski, a kto działa dla jej likwidacji. Liderzy ugrupowań politycznych, deklarujących się jako prawicowe, zostaną więc zmuszeni do opowiedzenia się po konkretnej stronie. Albo przystąpią do prawicowego paktu senackiego, i tym samym dołączą do Szerokiego Frontu Gaśnicowego, albo potwierdzą swój szabesgozim.
Nie jest to niczym nowym dla ludzi uświadomionych, a tacy popierają Konfederację Korony Polskiej. Jest jednak większość Polaków wciąż nieświadomych, myślących, że ci, którzy nazywają się prawicą i patriotami, są tymi, za którymi się podają. Na skutek odpalenia trzeciej gaśnicy Brauna albo będą musieli przystąpić do obozu patriotycznej prawicy, albo przed swoimi wyborcami odkryją karty swojego szabesgoizmu. Tak czy siak, będzie ciekawie, odkrywczo i przełomowo.
Więcej takich analiz znajdą szanowni Czytelnicy w „Poradniku świadomego narodu”. Dotąd wyszły dwie księgi: „Historia debilizacji” i „Rewolucja bachantek”. Polecam obie w celu zrozumienia rzeczywistości i jej zmiany na lepszą dla Polaków.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
