W nowy rok Ukraina weszła z imieniem Stepana Bandery na ustach. Jak co roku zresztą. 1 stycznia to w końcu data urodzin przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którego kult nad Dnieprem nie maleje, lecz rośnie. Tradycyjnie tego dnia ulicami wielu miast przechodziły marsze ku czci Bandery. Sytuację zmieniła inwazja rosyjska. Ale tylko pod względem technicznym. W Kijowie marsze nie odbywają się od 2023 r., z uwagi na przepisy o stanie wojennym, zakazujące organizacji masowych zgromadzeń. Inaczej jest na zachodzie kraju. Po pierwsze dlatego, że kult OUN-UPA ma tam dłuższą tradycję niż w innych regionach. Po drugie dlatego, że rosyjskie bomby spadają tam stosunkowo rzadko.
We Lwowie urodziny zbrodniarza po wybuchu wojny skromnie, ale jednak świętowano. 1 stycznia 2026 r. po raz drugi w formie tradycyjnego marszu z pochodniami. Ukraińskie media informowały o tym fakcie w sposób albo neutralny, albo pozytywny. „Idea tego marszu polega na tym, że my, ukraińscy nacjonaliści, pamiętamy, kim był Stepan Bandera, pamiętamy naszą historię i jego walkę wyzwoleńczą” – mówił w rozmowie z portalem Suspilne szef organizacji Ukraińska Samoobrona Ludowa Wołodymyr Fercowycz.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

