"Kiedy myślimy o Napoleonie, widzimy obrazy Jacques’aLouisa Davida” – napisał jeden z krytyków sztuki. To prawda. Młody Bonaparte spinający do skoku konia na alpejskiej przełęczy, „Bóg wojny” rozdający swoim wiernym żołnierzom orły na ich sztandary bojowe czy cesarz podający sobie koronę na głowę w czasie koronacji w Notre Dame – w wypadku wszystkich tych obrazów patrzymy na epokę napoleońską poprzez dzieła Davida. Ale równie dobry był ten geniusz pędzla jako malarz uwznioślający bohaterów rewolucji. Jego „Śmierć Marata” wprowadziła rewolucyjnego trybuna do wizualnej zbiorowej świadomości większości świata.
Dwieście lat temu zmarł malarz, który oddał swój kunszt polityce i z racji tejże polityki zmarł na wygnaniu. Z tej okazji paryski Luwr uczcił twórcę wielką wystawą. To hołd dla mistrza neoklasycyzmu. Człowieka, który niezwykle unowocześnił malarstwo. Przeżył sześć reżimów – od rządów Ludwika XVI, poprzez rewolucję, terror epoki Robespierre’a, dyrektoriat, epokę konsulatu, cesarstwo Napoleona aż po powrót monarchii Burbonów. Za każdym razem wyczuwał świetnie wstrząsy swojej epoki i służył aktualnym władcom swoją sztuką.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
