Spiskowe teorie uchodzą powszechnie za domenę prawicy. Przywodzą bowiem na myśl opowieści o tym, jak to Żydzi, masoni, lewica, globaliści w imię nowoczesności i postępu wysadzają w powietrze stary świat, w którym liczą się tradycyjne wartości moralne oraz tożsamości narodowe. Takie przewidywalnie szablonowe oskarżenia formułowane na prawicy są przedmiotem łatwych szyderstw ze strony ludzi podkreślających konieczność racjonalnego oglądu rzeczywistości wymykającej się prostym schematom. Jeśli ktoś sugeruje, że za rozmaitymi rewolucyjnymi zmianami w świecie stoją knowania jakichś zakulisowo działających grup – a więc skądinąd coś, co nie powinno się wydawać czymś nadzwyczajnym – to naraża się na zarzut, że powoduje nim niczym nieuzasadniona podejrzliwość.
Dlatego intrygująca jest sytuacja odwrotna – taka, w której to kręgi lewicowe upatrują w prawicy siły wywrotowej – tyle że gotowej sięgnąć po metody rewolucyjne po to, żeby zawrócić bieg dziejów – i węszą prawicowe spiski. A w tych kategoriach można interpretować inicjatywę wydania po polsku książki brytyjskiego historyka Marka Sedgwicka zatytułowanej „Przeciw nowoczesnemu światu. Tradycjonalizm i sekretna historia intelektualna XX wieku” (w oryginale opublikowanej w roku 2004). Polski przekład tej opasłej pozycji ukazał się nakładem Instytutu Narutowicza – instytucji powołanej w roku 2024 przez rząd „uśmiechniętych demokratów” do tego, żeby m.in. prowadzić badania naukowe nad „skrajną prawicą”, aby rzecz jasna dawać jej odpór w walce o władzę nad umysłami Polaków.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
