"Hamnet” to film o rzeczy najważniejszej dla pokolenia płatków śniegu: o traumie. Trauma – jak wiadomo – to dziś słowo klucz. Nie można zrobić ani powiedzieć niczego, bo wywołuje traumę. Zatem dziecku nie wolno powiedzieć, że powinno się bardziej starać, dorosłemu – że coś spaprał. Kobiecie – że ładnie wygląda. Mężczyźnie – że cymbał. Wyborcy – że się myli. Bo jeszcze doznają traumy. I co wtedy? Świat się zawali. Nie mówiąc już o tak traumatycznych przeżyciach, jak jedzenie mięsa, które – jak wiadomo – pochodzi z rzeźni. Tyle że dziś, zdaje się, nawet nie można użyć słowa „rzeźnia”, gdyż wywołuje to traumę.
Zbójeckie prawo pisarza
Film Chloé Zhao, skądinąd bardzo sprawnie nakręcony, nieźle napisany, dobrze zagrany i pięknie opowiedziany obrazem (zdjęcia: Łukasz Żal, znany ze „Strefy interesów”), posuwa się jeszcze dalej. Trauma nie tylko jest najważniejsza; jest również głównym wytłumaczeniem wszystkiego, łącznie z fenomenem twórczości Williama Szekspira. Co oczywiście jest bzdurą, bo każdy, kto czyta Szekspira, wie, z czego powstały jego nieśmiertelne dramaty i komedie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
