Olivier Bault (Ordo Iuris): Jest Pani liderką kolektywu Némésis. Kolektyw ten jest „prawicową” organizacją feministyczną. Czy to właściwa definicja?
Alice Cordier, Némésis: Tak, to prawda, chociaż wiele mediów twierdziło, że jesteśmy skrajnie prawicowe. Wynika to z faktu, że potępiamy przemoc wobec kobiet, ale przede wszystkim potępiamy nadmierną reprezentację obcokrajowców wśród sprawców napaści seksualnych i molestowania seksualnego w przestrzeni publicznej.
Ta nadmierna reprezentacja jest również widoczna w przypadku przemocy domowej. We Francji, gdy tylko porusza się temat konsekwencji migracji, natychmiast zostaje się uznanym za wroga, którego należy pokonać, za faszystę i rasistę. Tak właśnie stało się z naszym stowarzyszeniem.
Nasze metody działania są proste: organizujemy tzw. happeningi. Rozwijamy transparenty czy plakaty, czasami w reakcji na wydarzenia, czasami podczas feministycznych demonstracji lub podczas naszych własnych pochodów. Jesteśmy również bardzo obecne w mediach tradycyjnych i społecznościowych we Francji.
Czy była Pani obecna podczas happeningu w Lyonie 12 lutego, który zakończył się zabójstwem z rąk bojówki Antify młodego działacza katolickiego, którego media określiły również mianem narodowca?
Nie, nie byłam tam. Poparłam tę akcję, wiedziałam, że się odbędzie, ale nie byłam tam fizycznie.
Czy mogłaby Pani w kilku słowach opisać, na czym polegała ta akcja w wyższej szkole nauk politycznych Sciences Po, przeciwko przybyciu europosłanki skrajnie lewicowej partii Francja Niepokorna (LFI), Rimy Hassan?
We Francji funkcjonują wyższe szkoły nauk politycznych, znane jako Sciences Po – w tym jedna w Lyonie, która w zeszły czwartek gościła Rimę Hassan, osobę silnie zaangażowaną w kwestie palestyńskie. W okresie wojny między Izraelem a Palestyną wypowiadała się ona w sposób bardzo agresywny, posługując się przede wszystkim przemocą słowną wobec naszego stowarzyszenia, ale także wobec wszystkich osób sprzeciwiających się jej poglądom.
Nasza krytyka wobec Sciences Po dotyczy przede wszystkim tego, że uczelnia ta regularnie zaprasza osoby reprezentujące skrajną lewicę, podczas gdy przedstawiciele poglądów prawicowych w praktyce nie mają tam możliwości występowania. Konferencje o charakterze prawicowym są automatycznie odwoływane ze względu na ryzyko zakłócenia porządku publicznego, natomiast w przypadku osób o poglądach lewicowych takie wydarzenia nie są odwoływane. Chcemy, aby zarówno prawica, jak i lewica mogły swobodnie debatować na tej uczelni.
Istnieje jednak także drugi aspekt związany z osobą Rimy Hassan. Propaguje ona poglądy określane we Francji mianem „islamo-lewicowych”, które nie sprzyjają równouprawnieniu kobiet i mężczyzn. Uważamy również, że jest ona powiązana z osobami stosującymi przemoc oraz utrzymuje bliskie kontakty z grupami terrorystycznymi, co czyni ją osobą niebezpieczną.
Aby wyrazić sprzeciw wobec jej przyjazdu, zorganizowaliśmy niewielką akcję przed wejściem do Sciences Po. Nasze aktywistki stały na chodniku, poza terenem uczelni, trzymając transparent z napisem: „Islamo-lewicowcy precz z naszych uczelni”. W akcji uczestniczyło siedem działaczek Némésis, około dwudziestoletnich. W odległości około 50 metrów stało natomiast kilkunastu naszych kolegów i przyjaciół, którzy przyszli, by zapewnić im wsparcie w razie ewentualnych aktów przemocy. Pozostawali z boku, tak aby dziewczyny mogły spokojnie przeprowadzić akcję, jednak w przypadku zagrożenia mieli interweniować. Nie zdążyli jednak zareagować na czas.
Nasze działaczki zostały zaatakowane – jedna z nich była duszona, dwie inne zostały powalone na ziemię i pobite. Lekarze orzekli wobec nich, ze względu na odniesione obrażenia, odpowiednio osiem, pięć i dwa dni niezdolności do pracy. Mężczyźni nie mogli udzielić pomocy, ponieważ sami zostali zaatakowani przez około trzydziestu działaczy Antify, związanych ze skrajnie lewicowym ruchem La Jeune Garde (Młoda Gwardia). Napastnicy mieli znaczną przewagę liczebną, a ponadto byli wyposażeni w rękawice z twardymi wzmocnieniami w okolicy palców – zwykle używane do jazdy na motocyklu, lecz wykorzystywane do zadawania ciosów mogą powodować bardzo bolesne obrażenia.
Skoro wasza organizacja poprosiła grupę młodych mężczyzn o towarzyszenie wam podczas akcji, czy oznacza to, że nie był to pierwszy przypadek ataku na wasze aktywistki w trakcie pokojowych działań?
Dokładnie tak – nie jest to pierwszy raz, kiedy spotykamy się z agresją, mimo że nasze działania mają zawsze charakter pokojowy. Sprzeciwiamy się przemocy i same jej nie stosujemy. Jesteśmy ruchem aktywistek, które działają zdecydowanie, ale zawsze w granicach prawa. Faktem jest jednak, że nasze działaczki były już wielokrotnie brutalnie atakowane, dlatego tym razem zdecydowałyśmy się na obecność kilkunastu mężczyzn, którzy mieli zapewnić im bezpieczeństwo. Chcę podkreślić, że ich rolą nie było podejmowanie walki z aktywistami Antify, lecz wyłącznie ochrona dziewczyn.
Pani sama wielokrotnie była ofiarą przemocy, a przynajmniej gróźb – w tym gróźb śmierci ze strony posła LFI, czyż nie?
Rzeczywiście, nie jest to odosobniony przypadek. Skrajnie lewicowe bojówki, o których mówimy, są powiązane z partią skrajnej lewicy, która ma dziś licznych przedstawicieli w Zgromadzeniu Narodowym. Jednym z nich jest Raphaël Arnault, wybrany dwa lata temu, były współzałożyciel tej samej bojówki, czyli Jeune Garde.
To właśnie członkowie tej organizacji zaatakowali jednego z młodych mężczyzn, którzy przyszli zapewnić nam bezpieczeństwo. Został powalony na ziemię i brutalnie pobity, zwłaszcza w głowę. Uderzenia doprowadziły do złamania czaszki i krwotoku wewnętrznego. Zmarł w piątek rano w wyniku odniesionych obrażeń. W praktyce już w momencie zakończenia linczu jego los był przesądzony – lekarze stwierdzili, że obrażenia były nieodwracalne i śmiertelne.
A zatem osoby odpowiedzialne za śmierć 23-letniego Quentina należały do organizacji Jeune Garde, współzałożonej przez Raphaëla Arnaulda, któremu partia La France Insoumise umożliwiła start w wyborach, doceniając jego działalność „antyfaszystowską”. Istnieją więc wyraźne powiązania między tą skrajnie lewicową, agresywną organizacją a partią La France Insoumise. Co więcej, ugrupowanie to do dziś nie odcina się od Jeune Garde, a sam Arnault nadal pełni swoją funkcję – mimo że jego asystent parlamentarny był obecny podczas linczu i, według zeznań, brał w nim udział.
Widziałem nagrania i trudno mieć wątpliwości, co do intencji morderców Quentina. We Francji działa zatem skrajna lewica, która atakuje ludzi w przewadze liczebnej za ich poglądy, a także dopuszcza się przemocy wobec kobiet, narażając je na utratę zdrowia, a nawet życia. Widziałem między innymi nagranie, na którym Anaïs, wasza rzeczniczka – którą miałem okazję spotkać podczas konferencji CPAC w Budapeszcie – jest brutalnie ciągnięta za włosy i zrzucana głową w dół na betonowe schody.
Organizacja Némésis istnieje od sześciu lat i przez cały ten czas jesteśmy ofiarami przemocy psychicznej, werbalnej i fizycznej ze strony skrajnie lewicowych aktywistów. Współzakładałam to stowarzyszenie w październiku 2019 roku i już w czerwcu 2020 roku zostałam zaatakowana. Miałam wtedy 22 lata. Napastniczki czekały na mnie przy wyjściu z dworca w mieście, w którym miałam wygłosić wykład. Było ich około dziesięciu. Zostałam uderzona w twarz i tylko interwencja właścicieli pobliskich restauracji zapobiegła dalszej eskalacji przemocy.
Podobna sytuacja spotkała naszą rzeczniczkę Anaïs – została złapana za włosy i brutalnie pociągnięta do tyłu przez kobietę. Sprawcami przemocy nie są bowiem wyłącznie mężczyźni. Zdarzenie to miało miejsce we wrześniu ubiegłego roku, dzień przed zabójstwem Charliego Kirka w Stanach Zjednoczonych.
Wielokrotnie uczestniczyłyśmy także w demonstracjach przeciwko przemocy wobec kobiet, zwłaszcza 8 marca. Jako organizacja feministyczna uważamy, że mamy tam swoje miejsce. Niestety, niemal każdorazowo kończyło się to dla nas agresją ze strony zamaskowanych osób, których tożsamości nigdy nie ustalono. Zdarzało się, że mówiłam napastniczkom: „Czy zdajecie sobie sprawę, że atakujecie kobiety podczas demonstracji przeciwko przemocy wobec kobiet?”. Odpowiadały, że nie biją kobiet, lecz „faszystów”.
Od czasów Lenina i Stalina w ideologii skrajnej lewicy obecne jest zjawisko odczłowieczania przeciwnika, które ma usprawiedliwiać przemoc. Jeśli przeciwnika uzna się za „nazistę”, można – w tej logice – zrobić mu wszystko. Tego rodzaju narracja wciąż funkcjonuje i prowadzi do eskalacji przemocy.
Istnieje także drugi problem – funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Kilka miesięcy temu zostałyśmy zaatakowane wraz z dziennikarzami tygodnika „Valeurs Actuelles”. Zarejestrowałyśmy moment, w którym byli oni bici. Policja zatrzymała głównego sprawcę na gorącym uczynku. Funkcjonariusze zeznali w sądzie, że widzieli, jak atakował dziennikarzy i nasz filmik był też w dyspozycji sądu. Mimo to został skazany jedynie na miesiąc pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz dwuletni zakaz udziału w demonstracjach. Co więcej, ponieważ złożył apelację, zakaz ten nie był jeszcze prawomocny – i kilka tygodni później ponownie widziałyśmy go na demonstracji skrajnej lewicy.
We Francji istnieje problem pobłażliwości wobec przemocy ze strony skrajnie lewicowych aktywistów – zarówno w części środowiska sędziowskiego, jak i w mediach, które nierzadko przedstawiają takich działaczy w pozytywnym świetle. To poczucie bezkarności sprzyja eskalacji przemocy i, naszym zdaniem, przyczyniło się również do tragicznej śmierci Quentina.
Czy w tej sytuacji czujecie się chronione przez państwo francuskie? Czy zwracałyście się o ochronę policyjną – dla waszych działaczek lub dla Pani, skoro Pani sama doświadczyła gróźb śmierci?
Istnieje wiele środowisk prawicowych i aktywistów tożsamościowych, którzy wnioskują o ochronę, lecz jej nie otrzymują. Nawet w sytuacjach, gdy ktoś doświadcza licznych gróźb w mediach społecznościowych, bywa to niewystarczające, aby uzyskać realną ochronę. Do dziś bagatelizuje się przemoc ze strony działaczy Antify.
Jeszcze wczoraj Jean-Luc Mélenchon, lider LFI, zorganizował konferencję prasową, podczas której w bardzo bezpośredni sposób zaatakował nas słownie. Wymienił naszą grupę Némésis i stwierdził, że jesteśmy agresywne, niebezpieczne oraz że należy nas zwalczać. Po tym, co spotkało młodego człowieka w Lyonie, który był tam, by zapewnić nam bezpieczeństwo, Mélenchon nadal podburza lewicowych aktywistów do ataków na nas. Wczoraj wieczorem poprosiłyśmy o ochronę policyjną, jednak do tej pory nie otrzymałyśmy żadnej odpowiedzi ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Nasze działaczki są atakowane w swoich dzielnicach przez aktywistów Antify. Na ich domach pojawiają się napisy w rodzaju: „Tu mieszka faszystka”. Skrzynki pocztowe są niszczone i oznaczane hasłami: „Tu mieszka faszystka z Némésis”. Mamy młode dziewczyny uczęszczające do szkół, których nazwiska są publicznie oznaczane jako „faszystki”. Szczególnie nasiliło się to w Rennes. Twarze naszych działaczek były rozpoznawane i fotografowane przez członków Antify. Następnie wydrukowano ich wizerunki wraz z informacjami o miejscu pracy i rozwieszono je na przystankach autobusowych w Rennes. Mamy więc do czynienia z realną przemocą i rzeczywistym zagrożeniem, a mimo to nie podejmuje się działań, by zapewnić nam ochronę.
Walczycie nie tylko z lewicą, ale także z tzw. islamo-lewicą. Na waszej stronie internetowej widnieje hasło: „Jesteśmy pokoleniem Kolonii”. Kolektyw Némésis powstał po wydarzeniach sylwestrowych w Kolonii w 2015 roku, kiedy setki kobiet padły ofiarą napaści seksualnych ze strony migrantów. Czy jesteście również atakowane przez islamistów i radykalnych muzułmanów, czy tylko przez skrajną lewicę?
Rzeczywiście, problem nie dotyczy wyłącznie skrajnej lewicy. Jesteśmy piętnowane za naszą walkę z islamizmem, który stanowi realne wyzwanie we Francji. Krytykujemy niektóre szkoły i meczety o charakterze salafickim. Sprzeciwiamy się noszeniu muzułmańskiej chusty oraz zasłanianiu dziewcząt. Tak – jesteśmy również silnie atakowane przez część społeczności muzułmańskiej, która staje się coraz młodsza i bardziej radykalna. Młodzi muzułmanie z mojego pokolenia różnią się znacząco od pokolenia moich dziadków – są bardziej skłonni do ścisłego przestrzegania zasad szariatu. Badania wskazują, że znaczna część młodych muzułmanów we Francji uważa, iż szariat stoi ponad prawem Republiki.
Najgorsze jest to, że Francję przedstawia się jako kraj praw człowieka, wolności opinii i debaty. W rzeczywistości jednak, gdy jesteś osobą o poglądach prawicowych i potępiasz przemoc związaną z imigracją, stajesz się celem ataków skrajnej lewicy. Gdy jako kobieta sprzeciwiasz się wpływowi islamizmu, jesteś narażona na groźby ze strony islamistów. W praktyce wolność słowa we Francji jest poważnie ograniczona. Istnieją środowiska – zarówno skrajnie lewicowe, jak i islamistyczne – które dążą do zastraszania, a czasem nawet fizycznej eliminacji swoich przeciwników.
Nie tylko islamistom i skrajnej lewicy zależy na demonizowaniu was. W głównych mediach, w tym „umiarkowanej” lewicy czy centroprawicy, a nawet w wypowiedziach niektórych polityków, którzy nie są skrajną lewicą i nie są islamistami, jesteście regularnie określane mianem „skrajnej prawicy”, ponieważ bronicie praw kobiet przed szariatem, który stopniowo narzuca się w dzielnicach muzułmańskich, oraz przed atakami skrajnej lewicy, a także dlatego, że po prostu bronicie swojego prawa do równości między mężczyznami i kobietami oraz prawa do bezpieczeństwa osobistego jako Francuzki.
Zgadzam się – we Francji istnieje także zjawisko, które nazywamy „skrajnym centrum”. To ono współodpowiada za demonizowanie zarówno naszych aktywistek, jak i osób, które nas chronią. Taka narracja prowadzi do usprawiedliwiania przemocy wobec nas – co doprowadziło do zbiorowego zabójstwa Quentina przez bojówkę Antify Jeune Garde podczas naszej akcji protestacyjnej przed wyższą szkołą nauk politycznych Sciences Po, 12 lutego w Lyonie. Problem polega również na tym, że wielu ludzi nie chce dostrzec rzeczywistości. To ci sami ludzie, którzy jeszcze dziesięć lat temu twierdzili, że nie ma żadnego problemu z imigracją, że wszystko jest w porządku, że należy otworzyć granice. Dzisiaj ci ludzie ze skrajnego centrum próbują przedstawiać się jako pierwsi obrońcy bezpieczeństwa.
A jeśli dziś znajdujemy się w takiej sytuacji, to właśnie z ich winy. Nie jest to wina Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen. To centrum ponosi za to odpowiedzialność. Ci ludzie są odpowiedzialni również dlatego, że demonizując partie prawicowe i skrajnie prawicowe, to oni sprowadzili aktywistów lewicy do Zgromadzenia Narodowego. Zbyt często o tym zapominamy. W okręgach wyborczych, gdzie można było wybierać między posłem RN a posłem skrajnej lewicy z LFI, partie skrajnocentrowe, jak coraz częściej nazywamy obecny obóz prezydencki we Francji, wezwały do głosowania na skrajną lewicę. To oni wysłali do Zgromadzenia Narodowego ludzi takich jak Raphaël Arnault, współzałożyciel Jeune Garde. To oni wysłali tam tych „antyfaszystów” i to oni obdarzyli ich zaufaniem i bezkarnością, dzięki czemu dziś ci „antyfaszyści” całkowicie zdominowali przestrzeń publiczną.
Wydaje mi się, że powinniśmy mówić raczej o Antifie, która jest nazwą własną pewnego ruchu, niż o „antyfaszystach”, ponieważ ci ludzie nie walczą z faszystami. Osobiście nie znam żadnych faszystów we Francji. Wyobrażam, że może ich być parę, ale na pewno nie ma ich zbyt wielu.
Zgadza się – termin „faszysta” jest dziś używany jako narzędzie do demonizowania przeciwnika i usprawiedliwiania przemocy wobec niego i faszyzm zaczyna się dla nich od Emmanuela Macrona.
Ryzykujecie swoje zdrowie i życie, aby prowadzić swoją działalność dlatego, że jako kobiety we Francji, w związku z masową imigracją, która ma miejsce we Francji od dziesięcioleci, czują się Panie zagrożone w swoich prawach, a także w swoim bezpieczeństwie, w swoim codziennym życiu. Czy bycie kobietą we Francji Emmanuela Macrona jest naprawdę niebezpieczne i trudne?
Tak – i właśnie dlatego podejmujemy to ryzyko. Poziom niepewności i agresji w przestrzeni publicznej jest bardzo wysoki. Bezpieczeństwo we Francji wyraźnie się pogarsza. Dzisiaj turyści otrzymują mapy niebezpiecznych dzielnic Paryża, aby wiedzieć, do których dzielnic można się udać, a których należy unikać. Codzienne życie kobiet stało się nie do zniesienia. Istnieją całe dzielnice, do których kobiety nie chodzą, do których nie mogą się udać, jeśli nie zasłaniają się na modłę islamską, ponieważ w przeciwnym razie są narażone na molestowanie. Niektóre kobiety decydują się nie wychodzić z domu, aby uniknąć napaści. Coraz mniej kobiet wychodzi wieczorem. Niektóre kobiety mają ze sobą ubrania na zmianę, aby wrócić do domu w dresie. Kobiety noszą małe spraye z gazem łzawiącym, mimo że we Francji posiadanie ich w miejscach publicznych jest zabronione. Ale dziś prawie wszystkie kobiety je mają, ponieważ jeśli zostaniesz zaatakowana, to tylko to ci pozostaje. Liczba zestawów do samoobrony sprzedawanych obecnie w Internecie jest ogromna. Mamy też kieszonkowe alarmy.
To przerażające, widzieć te wszystkie rodzaje małej broni, które kobiety są zmuszone nosić przy sobie, aby potencjalnie móc się obronić. Kluby samoobrony i sportów walki przeżywają prawdziwy boom, jeśli chodzi o liczbę kobiet, które się do nich zapisują. To katastrofa, ponieważ oznacza to, że obecnie kobiety nie czują się bezpieczne w swoim codziennym życiu. I właśnie dlatego nie zamierzamy przestać. Nie możemy zaprzestać naszej walki. Być może będziemy działać inaczej, ale nasze stowarzyszenie nie zamierza przestać, ponieważ chodzi po prostu o przyszłość naszych dzieci.
Z tego, co słyszeliśmy w mediach, Quentin, młody mężczyzna zamordowany przez bojowników Antify, zbliżył się do ruchu tożsamościowego w związku z nawróceniem się na wiarę katolicką. Czy w waszym kolektywie jest również wielu katolików lub chrześcijan i czy ma to wpływ na waszą odwagę, na wasze zaangażowanie pomimo ryzyka? Czy ma to znaczenie dla Pani osobiście?
Tak, jeśli chodzi o mnie, wiara odgrywa ogromną rolę w moim życiu, w mojej działalności społecznej, ponieważ to ona pozwala mi wierzyć, kontynuować, stać na nogach, ponieważ kiedy czynisz dobro na Ziemi, obiecane ci jest dobro gdzie indziej.
Wiara pozwoliła mi nauczyć się służyć innym, prowadzić sensowne życie w służbie sprawy, która mnie przerasta. To wiara sprawia, że trzymam się mimo trudności, ponieważ to, co Panu opowiedziano i co ja Panu opowiedziałam o przemocy wobec nas, to zaledwie jedna dziesiąta tego, czego doświadczamy na co dzień. Doświadczamy przemocy na wielu poziomach – fizycznej, medialnej i administracyjnej. Nawet codzienne sprawy, jak znalezienie mieszkania, bywają dla nas utrudnione. Ale ponieważ wierzę w Boga, nigdy nie przestanę robić tego, co robię. Wierzę w Boga, ale wierzę też w przyszłość moich dzieci, wierzę w przyszłość Francji, a przede wszystkim Europy.
Korzystam z okazji, aby skierować apel do Polaków: dbajcie o siebie, dbajcie o swój kraj, nie pozwólcie lewicowym politykom wmówić wam, że trzeba otworzyć granice, że trzeba wpuszczać tylu ludzi. Dbajcie o swoją tożsamość i to silne poczucie przynależności, dzięki któremu dziś wasz naród jest wciąż bezpieczny – w przeciwieństwie do naszego.
