Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dał wiele dowodów życzliwości wobec polskich „proeuropejskich”, lewicowo-liberalnych elit. Gdy np. na długich osiem lat zostały one odsunięte od władzy, TSUE, prawem kaduka, nie przyjął do swego składu sędziego delegowanego przez „niesłuszną” polską władzę, nadal uznając za swego członka prof. Marka Safjana, choć jego kadencja dawno już upłynęła. Uzurpując sobie kompetencje, których traktaty mu nie dają, przysyłał też w sukurs polskiej opozycji różne orzeczenia do propagandowego wykorzystania przeciwko „prawicowemu” rządowi. Nikt więc nie może członkom TSUE zarzucić braku poczucia kastowej solidarności i odpowiedzialności za utrzymanie w Unii Europejskiej władzy przez „proeuropejskie” elity oraz utrwalenia kursu na „pogłębienie integracji”.
Ale każda uprzejmość ma swoje granice. Oczekiwanie ze strony liderów sędziowskiego rokoszu, że TSUE „klepnie” ich narrację o „neosędziach”, których wszystkie wyroki są „nieistniejące”, było jej przekroczeniem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

