Kilka godzin po wydarzeniu Komenda Stołeczna Policji opublikowała obszerny komunikat dotyczący serii fałszywych zgłoszeń o zagrożeniach w Warszawie. Przyznała w nim, że od dłuższego czasu służby mierzą się z falą masowo rozsyłanych fałszywych alarmów, które mają destabilizować pracę instytucji i wywoływać społeczną panikę.
"Informacje kaskadowe"
W opublikowanym komunikacie KSP poinformowała, że do różnych instytucji i firm w Warszawie regularnie trafiają wiadomości o rzekomych zagrożeniach bezpieczeństwa. Jak podkreślono, tego typu zgłoszenia mają często charakter masowy i są rozsyłane równolegle do wielu odbiorców, co określane jest mianem informacji kaskadowych.
Funkcjonariusze zapewniają, że każde zgłoszenie jest sprawdzane bez względu na to, kogo dotyczy. KSP wskazała, że podobne interwencje w ostatnich dniach dotyczyły m.in. biurowca przy Placu Bankowym 2 (główna siedziba Telewizji Republika) oraz mieszkania przy ul. Wiktorskiej. Według relacji prezentowanej na antenie Telewizja Republika, policjanci mieli siłą wejść do mieszkania Tomasza Sakiewicza i skuć jego asystentkę. – Powiedzieli, żeby się wylegitymowała, ale to nie było możliwe, bo była skuta. Próbowali ją wyprowadzić – relacjonował Sakiewicz.
Dziennikarz twierdził, że funkcjonariusze nie przedstawili się i nie pokazali żadnego nakazu. Według Sakiewicza funkcjonariusze mieli informować, że w mieszkaniu znajduje się "jakieś dziecko w zagrożeniu". Szef Republiki określił działania policjantów jako "bandycki napad".
KSP odpowiada na zarzuty
W komunikacie stołeczna policja podkreśla, że zgłoszenie dotyczyło "realnego zagrożenia życia". Jak przekazano, wiadomość miała najpierw trafić do biura Rzecznika Praw Dziecka, a dopiero później została przesłana policji. "Dziecko lub osoba podająca się za dziecko informowała, że w jednym z mieszkań znajduje się osoba wymagająca natychmiastowej pomocy" – podała KSP.
Policja tłumaczy, że sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji. "Nasza reakcja była zdecydowana, ale jednocześnie w pełni adekwatna do możliwego zagrożenia" – napisano. "Funkcjonariusze mając na względzie bardzo istotny w takich sytuacjach upływ czasu zdecydowali o wejściu do mieszkania" – czytamy w komunikacie.
Kajdanki dla asystentki
KSP potwierdziła również użycie kajdanek wobec kobiety znajdującej się w mieszkaniu. Według policji kobieta "nie chciała się przedstawić i nie współpracowała z policjantami w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich okoliczności tego zdarzenia". "Mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" – przekazała policja.
Ostatecznie alarm okazał się fałszywy. Policjanci nie znaleźli osoby wymagającej pomocy, a interwencję zakończono bez zatrzymań. "Zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa" – podała KSP.
Czytaj też:
Policja w domu Sakiewicza. "Sparaliżowanie naszej pracy i zastraszenie rodzin"Czytaj też:
Kierwiński zapytany o akcję policji w domu Sakiewicza. Oto, co powiedział
