W rumuńskim mieście Gałacz doszło do incydentu z rosyjskim dronem. Maszyna rozbiła się o budynek mieszkalny, powodując eksplozję i pożar. Lokalny Inspektorat ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (ISU) przekazał, że obrażenia odniosły dwie osoby: kobieta doznała oparzeń pierwszego stopnia, a u 14-letniego chłopca doszło do ostrej reakcji stresowej. Z budynku ewakuowano ok. 70 osób.
Prezydent Rumunii Nicușor Dan zapowiedział ostrą i "proporcjonalną" reakcję na incydent. Zwołał także posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Z kolei Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało do siebie rosyjskiego ambasadora.
– To, co wydarzyło się dzisiaj w Gałaczu, jest bezpośrednią konsekwencją agresywnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, nieodpowiedzialnego i bezpardonowego użycia przez Moskwę tych systemów uzbrojenia w pobliżu granic NATO oraz systematycznego lekceważenia prawa międzynarodowego. Nie ma wątpliwości co do sprawcy ani przyczyny tej agresji – powiedział rumuński prezydent.
Reaguje polska armia
Oświadczenie w sprawie incydentu z rosyjskim dronem zamieściło Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych. Stanowczo potępiono w nim "naruszenie przestrzeni powietrznej Rumunii".
"Wyrażamy pełną solidarność z Rumunią po tym bezprecedensowym incydencie, w wyniku którego ucierpieli cywile. Fakt, że skutki rosyjskiego ataku po raz kolejny dotknęły terytorium państwa członkowskiego NATO, stanowi niebezpieczną i niedopuszczalną eskalację działań Rosji w bezpośrednim sąsiedztwie Sojuszu. Każde zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli państw NATO wymaga jedności, determinacji i wspólnej odpowiedzi. Bezpieczeństwo jednego sojusznika jest bezpieczeństwem nas wszystkich. Nasze myśli są z poszkodowanymi, ich rodzinami oraz wszystkimi obywatelami Rumunii" – napisano.
Czytaj też:
Rosyjski dron uderzył w rumuńskie miasto. Powściągliwa reakcja NATO
