Prokurator generalny Waldemar Żurek przekazał we wtorek (2 czerwca) do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli wniosek o uchylenie immunitetu europosłowi PiS Patrykowi Jakiemu oraz wyrażenie zgody na jego ewentualne zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie.
Śledczy z Prokuratury Regionalnej w Poznaniu zarzucają Jakiemu, że jako wiceminister sprawiedliwości wydał dyrektorowi generalnemu Służby Więziennej polecenie, którego wykonanie realizowało znamiona przestępstwa przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków.
Jaki: takich awansów jest kilka tysięcy
Europoseł Prawa i Sprawiedliwości nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów, a wręcz uważa je za absurdalne. Patryk Jaki podkreśla, że wszelkie podejmowane przez niego decyzji były zgodne z prawem, a podobne działania są od wielu lat praktyką w Służbie Więziennej.
– Co do zasady wszystko powinniśmy wyjaśniać, ale w tym wypadku, o czym my mówimy? Mówimy o sytuacji takiej, że ja miałem się zgodzić na to, że jakiś urzędnik został przeniesiony na równoległe stanowisko. Oni twierdzą, że to jest awans. W Służbie Więziennej rocznie jest kilka tysięcy tego typu "awansów" – stwierdził Jaki na antenie Polsatu News.
– Oni mi zarzucają, że ja kogoś awansowałem, mimo że miałem do tego podstawę prawną, ale ich zdaniem to nie było dla dobra państwa, jak napisali w komunikacie. I mówią to ludzie, którzy sami bez ustawy się awansowali w Prokuraturze Krajowej i nawet przyznali, że oni Prokuraturę Krajową zajęli, dlatego, że co prawda nie ma podstawy prawnej, ale ich zdaniem powinna być – mówił dalej europoseł.
Jaki skwitował stawiane mu zarzuty stwierdzeniem, że jest to "śmiech na sali". Dodał też, że " w każdej firmie jest tak, że kogoś się awansuje, czasem decyzje są dobre, czasem są złe".
Czytaj też:
Jaki: Tusk i jego ludzie to psychopaciCzytaj też:
Ziobro grzmi po ruchu Żurka w sprawie Jakiego. "To kliniczny objaw szaleństwa"
