Mateusz Morawiecki odkrywa, co to znaczy stanąć na czele własnej partii i – od pierwszej chwili takiej samodzielności – odczuwa, jak smakuje zderzyć się z polemiką rywali. Dotąd bowiem znał ataki na premiera rządu, ale kuksańce od konkurentów, gdy się jest liderem ugrupowania, to jednak coś innego. Teraz jest już na swoim. I za wszystko odpowiada sam, bo wcześniej dostał premierostwo na tacy od Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy był politykiem, który przyszedł ze świata biznesu do już ukształtowanej i sprawnie zarządzanej partii. Obecnie wszystko trzeba robić od podstaw.
Przez długie lata, gdy Morawiecki był premierem, wszyscy widzieli w nim raczej „pana od ekonomii”. A za naturalne uznawali, że w wielu innych kwestiach decydować będzie Jarosław Kaczyński. Dlatego nikt nie pytał go o kwestie obyczajowe, stosunek do relacji państwo – Kościół czy też np. pewnych kwestii w polityce zagranicznej. Teraz jednak jest już na swoim i musi sobie radzić z całą paletą pytań. Jak pod tym względem wypadł pierwszy tydzień życia w warunkach osobnej formacji Rozwój Plus?
Efektowny start
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
