Jeszcze niedawno mogło się wydawać, że elity polityczne Europy zmądrzały. Chodzi o podjęcie przez nie rewizji ich strategii migracyjnych. Słynna niemiecka Willkommenskultur bowiem zbankrutowała, a i wcześniej przecież do polityków głównego nurtu w Europie docierało już, że konflikty społeczne w niej wywołane masowym napływem ludności spoza Starego Kontynentu są faktem. Można tu przypomnieć, że w roku 2005 Nicolas Sarkozy jako minister spraw wewnętrznych Francji – a więc zanim w 2007 r. wygrał wyścig do Pałacu Elizejskiego – wziął się za śniado- i czarnolicych zadymiarzy, którzy wywołali zamieszki w jego kraju.
Ostatnie wydarzenia w Ceucie pokazały, że jednak za wcześnie ogłaszać jednoznaczny odwrót od polityki otwartych drzwi. Hiszpania pod władzą socjalistów jest tym państwem, które to potwierdza. Wdraża ona ideę inkluzywności na całego. Ze względu na kurs obrany przez rząd Pedra Sáncheza stała się ziemią obiecaną dla wielu mieszkańców Afryki. Gabinet ten bowiem wprowadził na początku br. rozwiązania ułatwiające legalizację pobytu obcokrajowcom przebywającym w Hiszpanii nielegalnie (wystarczy mieszkać w niej od co najmniej pięciu miesięcy i nie mieć zatargów z prawem).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
