Przed posiedzeniem rządu, zorganizowanym 13 sierpnia br., premier Donald Tusk poinformował, że Maciej Berek przestanie pełnić funkcję ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. – Ustaliliśmy wspólnie z panem ministrem, że przejdzie do innych zadań. W związku z tym zwrócił się do mnie o zwolnienie z obowiązków, jakie pełnił – mówił szef rządu.
– Był moją prawą ręką, nadal tak jest, jeśli chodzi o egzekwowanie naszych planów, priorytetów rządowych. (...) Prawie każda i każdy z was, jak zaczyna mówić o tym, co zrobił, przygotował, to zaczyna od podziękowań pod adresem ministra Berka i to jest absolutnie zrozumiałe – stwierdził Tusk, zwracając się do ministrów.
Ruch ze strony premiera spotkał się z negatywnymi opiniami, również ze strony osób, które do tej pory stroniły od wyraźnej krytyki obozu władzy.
Żurek: Widziałem tego człowieka w akcji
Do sprawy odniósł się w czwartek, podczas panelu organizowanego w ramach Campusu Polska, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
– Ja myślę, że panu Berkowi zrobiono wielką krzywdę, prezentując go jako jakiegoś znajomego czy prawą rękę bardzo ważnego polityka czy ważnych polityków – powiedział prokurator generalny.
– Widziałem tego człowieka w akcji. Potrafi wytknąć każdemu błędy prawne, jest gigantem prawa. Nigdy nie należał do żadnej partii i nie ważne, czy ktoś jest z jakiejś partii na rządzie ważnej, mniej ważnej, jeżeli pan Berek widział, że prawo jest źle tworzone, to on potrafił to powiedzieć głośno, jeszcze z wysoką kulturą osobistą. Uważam, że to jest człowiek, który ma sędziowski charakter – zapewniał Żurek.
Minister sprawiedliwości: Twórcy przepisu myśleli o Pawłowicz i Piotrowiczu
Jak podkreślił minister sprawiedliwości, odnosząc się do Macieja Berka, "jeżeli chodzi o jego umiejętności, predyspozycje, to może być jeden z najlepszych sędziów, jakich Trybunał zobaczy".
Jednocześnie Waldemar Żurek przyznał, że obecny obóz władzy obiecywał w czasie kampanii wyborczej wprowadzenie karencji dla czynnych polityków, którzy chcieliby zostać sędziami TK. – Nawet jest taki zapis w tej ustawie, która nie stała się prawem, bo została wysłana gdzieś tam do kosza – zauważył prokurator generalny.
– Tam było tak, że jest karencja 4 lata dla kogoś, kto był w rządzie. Ale jestem absolutnie przekonany, że ci, którzy tworzyli ten przepis, myśleli w kategoriach takiego rasowego polityka jak była pani Pawłowicz, panu Piotrowiczu, którzy byli posłami, należeli do partii i wola partii była dla nas najważniejsza – stwierdził Żurek.
Czytaj też:
Przecieki w prokuraturze. Żurek: Robią sobie polisy bezpieczeństwa Czytaj też:
Sondaż: Polacy przeciwko pomysłowi Tuska
