Miejska Komisja Wyborcza uznała wcześniej za prawidłowe 2878 podpisów poparcia. Po odwołaniu kandydata Konfederacji i kolejnej weryfikacji zostało ich 2745. Komisarz wyborczy odrzucił odwołanie.
Ponowne liczenie pogorszyło wynik
Bartosz Bocheńczak nie wystartuje w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa. Komisarz Wyborczy w Krakowie uznał jego odwołanie od decyzji Miejskiej Komisji Wyborczej za nieuzasadnione. Ponowne sprawdzenie list poparcia nie tylko nie pozwoliło politykowi przekroczyć wymaganego progu 3 tys. podpisów. Wykazało, że prawidłowych podpisów jest o 133 mniej, niż ustalono wcześniej.
Miejska Komisja Wyborcza sprawdziła wcześniej 5033 podpisy. Za prawidłowe uznano 2878, a 2155 zakwestionowano. Bocheńczakowi brakowało wówczas 122 podpisów do rejestracji. Krakowska delegatura Krajowego Biura Wyborczego podała po kolejnej weryfikacji, że sprawdzono 5034 podpisy. Tym razem za prawidłowe uznano 2745, a 2289 za nieprawidłowe. Tym samym dystans do wymaganego minimum zwiększył się ze 122 do 255
Dlaczego odrzucono ponad 2 tys. podpisów?
Najwięcej zakwestionowanych podpisów – 686 – dotyczyło sytuacji, w których adres zamieszkania podany przez wyborcę różnił się od adresu jego ujęcia w Centralnym Rejestrze Wyborców. W 588 przypadkach powodem był brak praw wyborczych, a w 336 – błędny, niepełny lub nieczytelny numer PESEL.
Weryfikujący stwierdzili ponadto 178 przypadków wielokrotnego udzielenia poparcia. W 137 przypadkach problemem było inne nazwisko lub imię, w 110 nieczytelny bądź niepełny adres, a w 97 nieczytelne lub niepełne nazwisko albo imię. W 93 przypadkach wyborcy nie znaleziono w Centralnym Rejestrze Wyborców. Na 31 listach zabrakło daty udzielenia poparcia.
Najpierw miało brakować tylko 50
7 września, gdy okazało się, że zarówno kandydat Konfederacji, jak i były prezes NIK Marian Banaś nie będą mogli startować w wyborach na prezydenta Krakowa, sytuacja wyglądała inaczej. Bocheńczak informował wówczas, że jego komitet złożył 4960 podpisów. Według pierwszych nieoficjalnych ustaleń za prawidłowe miało zostać uznanych około 2950. Do rejestracji brakowałoby więc zaledwie 50.
Kandydat Konfederacji zapowiadał wówczas sprawdzenie sposobu weryfikacji list. – Nie daję wiary w to, że ponad 40 procent podpisów byłoby niewłaściwych – stwierdził Bocheńczak. – Wykorzystamy całą dostępną drogę prawną, żeby spróbować dojść prawdy, skąd to się wzięło. Sytuacja jest co najmniej bardzo dziwna – zapowiadał.
"Zawaliłem`'
Tego samego dnia Bocheńczak opublikował oświadczenie, w którym wziął na siebie odpowiedzialność za problemy z rejestracją. – Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się – napisał w mediach społecznościowych.
Sławomir Mentzen odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego. Zawiesił również osoby pełniące funkcje w krakowskich strukturach i skierował ich sprawy do sądu partyjnego. – Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę – przekazał Mentzen.
Czytaj też:
Tomczyk drwi z Konfederacji po porażce w Krakowie: Absolutne dno Czytaj też:
Ponad połowa podpisów zakwestionowana. Banaś żąda ponownej weryfikacji
