Słoneczny patrol
  • Joanna BojańczykAutor:Joanna Bojańczyk

Słoneczny patrol

Dodano: 
Upał, zdjęcie ilustracyjne
Upał, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / Domena publiczna
Nasz romans ze słońcem był burzliwy. Przez dwadzieścia wieków zaciekle się przed nim broniliśmy. Dobre strony słonecznego przeciwnika dostrzegliśmy dopiero 100 lat temu.

Rzuciliśmy się na nie z entuzjazmem, ale szybko okazało się, że korzystając z jego łask, umiar jest jak najbardziej wskazany. Dziś rozumiemy złożoną naturę słońca i potrafimy je poskromić. Wiemy, że chroni przed jednymi chorobami, ale powoduje inne. Gospodarujemy nim rozsądnie, bardzo go potrzebujemy, tęsknimy za nim przez długie zimowe miesiące. Podróżujemy daleko, żeby go złapać jak najwięcej. Ale gdy już je mamy, boimy się, czy nam nie zaszkodzi… Rak skóry czyha. Czy nie za dużo się opalaliśmy?

„Od początków chrześcijaństwa, czyli przez ponad 2000 lat, ludzie Zachodu traktowali słońce nie jako dobroczyńcę, ale jako agresora” – pisze francuski historyk Pascal Ory, autor książki „Wynalazek opalenizny” (Wydawnictwo Champs/Flammarion). Powody ku temu były dwojakie. Po pierwsze: kobiety z wyższych klas chciały białą skórą odróżnić się od wieśniaczek pracujących w polu. Po drugie: w religii obraz czystości kobiety, model Maryi kojarzony jest z bielą.

W literaturze wysokiej i popularnej, w malarstwie, w podręcznikach urody motyw był jeden: piękno kobiety jest synonimiczne z bladością jej skóry. Białogłowy, bladolice... Nie było mowy, żeby beztrosko rzucić się w objęcia boga Ra. Pod koniec XIX w. potrzebny był cały system zabezpieczeń: kapelusz, parasolka, woalka, wybielacze do skóry.

Pierwsze sygnały zmian pojawiają się na początku XX w., dając początek długotrwałej i prawdziwie gorącej relacji ludzi ze słońcem. W latach 20. lekarze dochodzą do wniosku, że słońce, woda i powietrze są dobre dla zdrowia, że leczą choroby, szczególnie gruźlicę.

Właśnie gruźlica zapewnia popularność Zakopanemu, które na początku XX w. staje się ulubionym kurortem kaszlących bladawców. I nie tylko gruźlików. W Zakopanem instaluje się na dłużej czy na krócej bohema artystyczna: Szymanowski, Witkacy, Malinowski, Żeromski, Schulz, Nałkowska, Kasprowicz, Gombrowicz. Gruźlica i romanse... W rodzimej „czarodziejskiej górze” na mocne wysokogórskie słońce wystawiają się blade twarze osłabionych mieszczuchów. Zamożniejsi sezon zimowy spędzają na Lazurowym Wybrzeżu. Lekarze zalecają łagodny klimat „dla zdrowotności”.

Całość dostępna jest w 27/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 0
Czytaj także