W Wielki Czwartek w krakowskiej Bazylice św. Floriana abp Marek Jędraszewski wygłosił homilię, która wybrzmiała jak stanowczy głos wiary wobec współczesnych kryzysów i apel o powrót do istoty chrześcijaństwa: Eucharystii, miłości i wierności Jezusowi aż do końca.
Msza Wieczerzy Pańskiej, rozpoczynająca Triduum Paschalne, stała się nie tylko liturgicznym wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy, ale także mocnym przypomnieniem, czym naprawdę żyje Kościół. Jak podkreślił były metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski: „Kościół żyje Eucharystią, czyli tą pamięcią o miłości Chrystusa aż do końca, bo do końca nas umiłował. Kościół żyje nieustannie tą pamięcią. O miłości, która każe kochać Boga całym sercem, całą duszą, ze wszystkich swoich sił. O miłości, która każe kochać drugiego na wzór samego Chrystusa. W tę miłość trzeba wierzyć. Tę miłość trzeba wyznawać. Zwłaszcza że nie jest to łatwa miłość. Zwłaszcza że jest to miłość będąca wyzwaniem dla świata, zatracającego się w egoizmie i w tak zwanej realizacji samego siebie”.
W tych słowach wybrzmiała wyraźna diagnoza współczesności – świata, który odrzuca ofiarę i służbę, a w ich miejsce stawia egoizm i samorealizację. Tym bardziej – jak wskazywał arcybiskup – Eucharystia pozostaje centrum życia Kościoła, bo przypomina o miłości, która nie cofa się nawet przed cierpieniem i zdradą.
Były metropolita krakowski przypomniał także dramat nocy w Getsemani – moment, w którym nawet najbliżsi uczniowie opuszczają Chrystusa. „A Pan Jezus im odpowiedział: ‘Teraz wierzycie. Oto nadchodzi godzina, nawet już nadeszła, że się rozproszycie, każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego’. Między ustanowieniem Najświętszego Sakramentu w Wieczerniku a chwilą aresztowania Pana Jezusa w ogrodzie i ucieczki apostołów upłynęło zaledwie kilka godzin. Zostanie sam. Niekiedy Chrystusowa miłość do końca, jest dotykana zdradą. Ale na koniec jest ta miłość, która w ludzkich sercach triumfuje”.
To właśnie ten dramat – zdrady, słabości i rozproszenia – został ukazany nie jako powód rozpaczy, lecz jako przestrzeń, w której ostatecznie zwycięża miłość Chrystusa. I to ona, a nie ludzka niewierność, jest fundamentem Kościoła.
Na zakończenie arcybiskup przypomniał postać św. Piotra – tego, który upadł, ale się podniósł i pozostał wierny aż do końca: „I Piotr odtąd szedł już wiernie za Chrystusem, gdziekolwiek go powołał, aż po Rzym, po stolicę ówczesnego, wspaniałego, ale też pogańskiego imperium. I tam, skazany na śmierć, prosił oprawców tylko o jedno, żeby mógł być ukrzyżowany głową w dół, bo nie czuł się godny umierać tak jak jego ukochany Pan i Mistrz. Kościół żyje nadzieją powrotu, triumfalnego powrotu Chrystusa, Jego Paruzji. Kościół żyje tą nadzieją, którą określił sam Pan Jezus, mówiąc w Wieczerniku do apostołów: ‘Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną, ale wy także nie jesteście sami, bo Ja jestem z wami. Powiedziałem to wam, abyście mieli pokój. Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi – Ja zwyciężyłem świat’”.
To przesłanie – o wierności mimo upadków, o nadziei mimo ucisku i o zwycięstwie Chrystusa nad światem – wybrzmiało w Krakowie jako mocne przypomnienie, że Kościół nie żyje kompromisem, lecz prawdą i nadzieją.
