Dwóch Muhammadów kontra Joe
  • Witold RepetowiczAutor:Witold Repetowicz

Dwóch Muhammadów kontra Joe

Dodano: 
Szejk Muhammad bin Zajid (z prawej)
i saudyjski następca tronu Muhammad
bin Salman, Zjednoczone Emiraty
Arabskie, 24 listopada 2018 r
Szejk Muhammad bin Zajid (z prawej) i saudyjski następca tronu Muhammad bin Salman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, 24 listopada 2018 r Źródło:BALKIS PRESS/ABACA/PAP
Kolejne decyzje OPEC+ dotyczące obniżenia produkcji ropy, podjęte wbrew naciskom USA na jej zwiększenie, to niejedyne dowody na przesuwanie się dotychczasowych arabskich partnerów Ameryki w kierunku Chin i Rosji.

W ciągu dwóch ostatnich lat geopolityczny układ na Bliskim Wschodzie uległ poważnemu przeobrażeniu. Kwestią otwartą jest jednak to, na ile te zmiany są trwałe. Jeszcze we wrześniu 2020 r., gdy Izrael podpisywał ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem i kilkoma innymi państwami arabskimi Porozumienia Abrahamowe, normalizując stosunki, wydawało się, że wszystko zmierza ku stworzeniu izraelsko-arabskiej koalicji antyirańskiej pod patronatem USA. Pierwsze próby jej tworzenia miały zresztą miejsce w Warszawie – na nieszczęsnej „konferencji bliskowschodniej” w 2019 r. Region przecinały wówczas też różne inne linie konfliktu, m.in. między Turcją i Katarem a innymi państwami arabskimi, a po wycofaniu się Trumpa z porozumienia w sprawie irańskiego programu nuklearnego (tzw. JCPOA) narastała perspektywa konfrontacji z Iranem. Duże znaczenie miało przy tym to, że poprzedni prezydent USA łatwiej dogadywał się z autokratami typu Erdoğan czy Netanjahu i despotami takimi jak Muhammad bin Salman niż z przywódcami świata demokratycznego. W tym kontekście wybór Joe Bidena był złą wiadomością dla wielu bliskowschodnich liderów.

Ciemny chmury

Za początek przegrupowania sił na Bliskim Wschodzie można uznać normalizację między Arabią Saudyjską i ZEA a Katarem na początku 2021 r. Jednocześnie zaczęło dochodzić do ociepleni w relacjach arabsko-tureckich. To jeszcze nie była zła wiadomość dla nowej ekipy w Waszyngtonie, gdyż wszystko odbywało się w obrębie państw uznawanych przez USA za sojuszników lub partnerów. Ciemne chmury nad relacjami między USA a głównymi rozgrywającymi w regionie widać było jednak wyraźnie.

Całość dostępna jest w 19/2023 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także