Desperacja Rosji. Kreml szuka ludzi na front

Desperacja Rosji. Kreml szuka ludzi na front

Dodano: 
Rosyjscy żołnierze podczas inwazji na Ukrainę, której symbolem stała się używana przez okupantów litera "Z"
Rosyjscy żołnierze podczas inwazji na Ukrainę, której symbolem stała się używana przez okupantów litera "Z" Źródło: Wikimedia Commons
Moskwa ma poważny problem z topniejącymi szeregami frontowymi na Ukrainie. W Rosji właśnie ruszył program "Poleć znajomego do armii" – za każdego zwerbowanego żołnierza można dostać pieniądze.

Blogerzy zajmujący się tematem wojskowości, których teksty przywołuje "Rzeczpospolita", relacjonują, że za każdego kolegę, który podpisze kontrakt wojskowy, można otrzymać nawet 100 tys. rubli (ok. 4,5 tys. zł). W niektórych przypadkach stawka jest jeszcze większa, co ma pomóc "zrobić coś dla kraju, ale i zarobić".

W Rosji bowiem coraz trudniej znaleźć chętnych do służby. Do armii zgłasza się mniej osób, a na froncie każdego miesiąca ginie kilka tysięcy żołnierzy.

Rosja nie ma pieniędzy na żołnierzy

Jak przypomina serwis polsatnews.pl, do tej pory rekrutacja była wspierana przez regionalne programy finansowe. W ich ramach żołnierze otrzymywali równowartość średnio 90 tys. zł, a w niektórych regionach nawet 130-170 tys. zł.

Obecnie budżety lokalne świecą pustkami, a w wielu miastach – jak choćby w Petersburgu – premie obcięto lub w ogóle cofnięto. W reakcji na sytuację, rosyjski parlament bardzo szybko przyjął projekt w sprawie "wiecznego poboru".

Według nowych przepisów komisje rekrutacyjne mogą działać przez cały rok, ale pobór odbywa się tradycyjnie o dwóch porach – wiosną i jesienią. W ramach tego drugiego, który potrwa do końca grudnia, przyjętych ma zostać 135 tys. poborowych, co stanowi rekord.

Dezercje w rosyjskiej armii

Ponad 25 tys. rosyjskich żołnierzy i oficerów porzuciło jednostki w Centralnym Okręgu Wojskowym – podał w październiku Wywiad Wojskowy Ukrainy. Akty dezercji miały miejsce w okresie od listopada 2024 r. do lipca tego roku.

Ukraiński wywiad wojskowy (HUR) przekazał na swoim oficjalnym profilu na portalu Telegram, że zaledwie w ciągu dziewięciu miesięcy "ponad 25 tys. żołnierzy i oficerów Centralnego Okręgu Wojskowego – jednego z pięciu działających w strukturach armii okupacyjnej – samodzielnie opuściło swoje jednostki".

Akty dezercji miały różny charakter. Część wojskowych porzuciła swoje pozycje na polu bitwy, inni opuścili stałe punkty rozmieszczenia, a jeszcze inna grupa nie wróciła z leczenia lub urlopów.

Ukraiński wywiad wskazuje, że do dezercji dochodzi w bazach rozlokowanych na różnych odcinkach frontu. Odnotowano również przypadki ucieczki żołnierza z bronią czy też całym sprzętem bojowym. W latach 2024-2025 miało miejsce ponad 30 takich sytuacji.

Czytaj też:
Generał okłamał Putina. Zdemaskowali go Rosjanie
Czytaj też:
Wywiad USA: Rosja ma cztery słabości, które doprowadzą do porażki na Ukrainie


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Opracował: Aleksander Majewski
Źródło: polsatnews.pl / Rzeczpospolita, Interia.pl, BBC, DoRzeczy.pl
Czytaj także