Politolog Siergiej Karaganow należy do czołowych antyzachodnich „jastrzębi” rosyjskiego życia publicznego. Niedawno udzielił on wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi. Dużą część tego, co w tej rozmowie powiedział, należy interpretować w kategoriach charakterystycznej dla propagandy Kremla, buńczucznej retoryki wojennej. Chodzi zwłaszcza o straszenie Europejczyków gotowością użycia przez Federację Rosyjską broni jądrowej, m.in. w kierunku Poznania (skądinąd owe pogróżki to stały element w repertuarze Karaganowa).
Z przekazu werbalnego, który płynął z ust Rosjanina, wyzierała pewność siebie. To, czy jednak była ona autentyczna czy też stanowiła maskę mającą zasłonić coś zgoła przeciwnego, chyba dającego o sobie znać w mowie ciała politologa, pozostaje sprawą otwartą.
Ale w wywiadzie Carlsona z Karaganowem warto zwrócić uwagę na co innego. Chodzi o ten wątek rozmowy, który można potraktować jako ilustrację istotnej zmiany, która zaszła w myśleniu rosyjskich elit politycznych o globalnej architekturze.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
