W 1999 r. Władimir Putin, jeszcze przed objęciem prezydenckiego fotela, obiecał, że w ciągu kolejnych 15 lat nie będzie podejmował żadnych prób cenzury Internetu. Ta informacja pojawiła się w nakręconym w 2019 r. serialu dokumentalnym w reżyserii Andrieja Łoszaka, poświęconym historii Runetu (tak nazywany jest rosyjski Internet). Słowa dotrzymał. Z czasem powoli zaczął wolność w sieci ograniczać. Wciąż jednak Runet pozostawał zaskakująco swobodną przestrzenią. Wręcz anarchistyczną.
W warunkach rosyjskich Internet wszedł w rolę odgrywaną niegdyś przez literaturę. Kultura Rosji jest tradycyjnie literaturocentryczna. Wsytuacji, gdy brakuje wolności politycznej, kluczowa staje się wolność słowa. Skoro nie można się zrzeszać i legalnie walczyć o władzę, to można chociaż słowem pisanym – mniej lub bardziej bezpośrednio – wyrażać swoje poglądy. Tak było wXIX w., kiedy trybunę dla debaty politycznej stanowiły czasopisma, kierowane przez charyzmatycznych i opozycyjnych krytyków literackich, takich jak Wissarion Bieliński czy Nikołaj Czernyszewski. Tak też było w późnych czasach sowieckich – w końcu jednym z moralnych gwoździ do trumny ZSRS okazał się "Archipelag GUŁag" Aleksandra Sołżenicyna. Czyli książka.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

