„Papierowe” NATO?
  • Jacek PrzybylskiAutor:Jacek Przybylski

„Papierowe” NATO?

Dodano: 
Donald Trump, prezydent USA
Donald Trump, prezydent USA Źródło: Wikimedia Commons
Po przegranej w wojnie z Iranem Donald Trump nie ukrywa rozczarowania brakiem wsparcia ze strony NATO, zapominając, że to sojusz obronny, a nie ofensywny. Według nieoficjalnych informacji Biały Dom ma rozważać ukaranie części sojuszników i przeniesienie baz z Hiszpanii, Niemiec lub Włoch do krajów na wschodniej flance, takich jak Polska.

Czy to już koniec NATO? To pytanie w ubiegłym tygodniu wielokrotnie padało na łamach poczytnych gazet i w studiach największych telewizji. Zarówno w Europie, jak i w Turcji czy w samych Stanach Zjednoczonych eksperci zastanawiali się nad przyszłością „najsilniejszego obronnego sojuszu militarnego w historii”, który miał szansę, aby stać się jeszcze potężniejszy, bo Europejczycy wreszcie się przebudzili i coraz więcej inwestują we własne uzbrojenie.

Pytania o koniec sojuszu padały nie tylko dlatego, że amerykański przywódca – mimo publicznie wyrażonego marzenia, by cieśnina Ormuz nosiła jego imię, i wielu buńczucznych wypowiedzi, z których część zawierała groźby popełnienia zbrodni wojennych – musiał de facto zgodzić się na kapitulację w wojnie z Iranem. Ameryka nie zdołała zmienić reżimu w Teheranie. Ajatollahowie pokazali zaś, że nawet bez broni nuklearnej potrafią tygodniami bronić się przed agresją potężnych sił amerykańskich i izraelskich. Amerykanom udało się wprawdzie zniszczyć irańską flotę wojenną, ale nie udało się „zrównać z ziemią” irańskiego potencjału rakietowego. Prezydentowi Trumpowi nie udało się też zastraszyć europejskich sojuszników i zmusić ich do przyłączenia się do nielegalnej napaści na Iran. Teheran nie tylko uderzył w globalną gospodarkę, lecz także zmusił bliskowschodnich sojuszników USA – którzy ponieśli duże straty przez nie swoją wojnę – do ponownego przemyślenia swych strategicznych wyborów.

Donald Trump nie tylko zlekceważył zdanie sojuszniczych krajów arabskich w kwestii nielegalnej napaści na Iran, lecz także zdążył obrazić bliskowschodnich przyjaciół Ameryki (np. publicznie deklarując na konferencji prasowej, że saudyjski książę Muhammad ibn Salman nawet nie myślał, iż będzie Trumpa „całował w tyłek”). I chociaż Trump uważa, że następca tronu Arabii Saudyjskiej „musi być dla niego miły”, to w krajach Bliskiego Wschodu słowne zniewagi mogą być trudniejsze do wybaczenia niż złośliwe uwagi rzucane pod adresem prezydenta Francji Emmanuela Macrona (o tym, że śmiesznie wygląda w okularach przeciwsłonecznych lub że bije go własna żona).

„Tchórze”

Wyjątkowo aroganckie podejście Donalda Trumpa do europejskich sojuszników wpędziło NATO w najpotężniejszy kryzys od lat. I nie chodzi tylko o publiczne nazwanie ich „tchórzami” za to, że nie pomogli w ponownym otwarciu cieśniny Ormuz, lecz także o ignorowanie podstawowych zasad współpracy. To właśnie dlatego Włochy odmówiły amerykańskim samolotom wojskowym dostępu do bazy Sigonella na Sycylii – jak wyjaśniał w rzymskim parlamencie minister obrony Guido Crosetto, Amerykanie poprosili o zgodę na lądowanie, gdy maszyny były już w powietrzu, a tymczasem według obowiązujących procedur rząd może takiej zgody udzielić wyłącznie w porozumieniu z parlamentem.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także