Według tajlandzkiego Departamentu Zapobiegania Katastrofom i Łagodzenia ich Skutków (DDPM) powódź dotknęła ponad 2,6 mln osób i około 940 tys. gospodarstw domowych. W niektórych regionach poziom wody nadal rośnie.
Szczególnie trudna sytuacja wystąpiła w Bangkoku, gdzie w ciągu trzech dni spadło około 320 mm deszczu – niemal tyle, ile stolica zwykle otrzymuje przez cały wrzesień.
Woda zalała ulice i dzielnice położone w pobliżu kanałów. Władze miasta zdecydowały o czasowym przekształceniu części szkół w miejsca zakwaterowania dla ewakuowanych.
Tajlandia pod wodą. Powódź, ewakuacje i krokodyle na ulicach
Wraz z wodą na zalane tereny przedostały się dzikie zwierzęta. Mieszkańcy i służby informowali o pojawianiu się węży, w tym dużych pytonów, a także krokodyli.
Zwierzęta mogły wydostać się zarówno z naturalnych siedlisk, jak i z zalanych hodowli. Władze apelują do mieszkańców, by nie zbliżali się do napotkanych gadów i zgłaszali ich obecność służbom.
Powódź poważnie utrudniła również funkcjonowanie lotniska Suvarnabhumi. Choć port pozostawał otwarty, problemy z dojazdem pracowników i zalania doprowadziły do zakłóceń operacyjnych.
Linie lotnicze Thai Airways informowały o tysiącach opóźnionych lub nieodebranych bagaży oraz planowanych ograniczeniach liczby połączeń.
Rządowa pomoc dla poszkodowanych
Tajlandzki rząd zatwierdził ponad 4 mld bahtów (około 119 mln dolarów) na pomoc dla poszkodowanych. Premier Anutin Charnvirakul zapowiedział także realizację wartego 160 mld bahtów (ok. 4,8 mld dolarów) wieloletniego projektu poprawy systemu odprowadzania wód w Bangkoku i centralnej części kraju.
Sytuacja w stolicy zaczęła się częściowo poprawiać. We wtorek (29 września) władze zniosły status obszaru katastrofy w 21 z 50 dzielnic Bangkoku. W pozostałych 29 nadal obowiązywały działania związane z usuwaniem skutków powodzi.
Czytaj też:
Lotniskowiec USA zacumował w Tajlandii. Akcja władz przeciwko prostytucji
