Brak dokumentu będzie oznaczał ryzyko utraty prawa wykonywania zawodu. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna", przepisy mają uporządkować system, który przez kilka lat funkcjonował z poważnymi lukami.
Lekarze muszą znać język polski
Chodzi o rozwiązania wprowadzone w czasie pandemii COVID-19, a następnie utrzymane po wybuchu wojny na Ukrainie. Pozwalały one lekarzom spoza Unii Europejskiej podjąć pracę bez nostryfikacji dyplomu, zdawania państwowych egzaminów i bez realnej weryfikacji znajomości języka polskiego.
W uproszczonym trybie dopuszczono do pracy ok. 7 tys. lekarzy. Według danych przywoływanych przez "DGP", izby lekarskie odmówiły prawa wykonywania zawodu 10–15 proc. kandydatów, głównie z powodu niewystarczającej znajomości języka. Jednocześnie – jak wynika z szacunków samorządu – po 1 maja problem z dostarczeniem wymaganych dokumentów może mieć jeszcze kilkuset lekarzy już pracujących w systemie. Nowe przepisy różnicują sytuację lekarzy. Ci, którzy składali wnioski po 24 października 2024 r., muszą mieć dokument językowy już na etapie ubiegania się o prawo wykonywania zawodu. Pozostali – czyli ci, którzy weszli do systemu wcześniej – mają czas do 1 maja 2026 r.
Znajomość języka na poziomie B1
Poziom B1 oznacza znajomość języka na poziomie średnio zaawansowanym. W praktyce pozwala na podstawową komunikację – rozmowę, zadanie prostych pytań, funkcjonowanie w codziennych sytuacjach. Zdaniem samorządu lekarskiego to za mało. Lekarz musi nie tylko zapytać "co boli", ale zrozumieć dokumentację, wyniki badań, opisy obrazowe, prowadzić szczegółowy wywiad i komunikować się z zespołem medycznym. Dlatego środowisko postuluje podniesienie wymogu do poziomu B2, a docelowo nawet C1.
Jak opisuje "Dziennik Gazeta Prawna", problemem pozostaje też sam sposób potwierdzania znajomości języka. Lista akceptowanych dokumentów jest szeroka, a na wykazie podmiotów uprawnionych do organizowania egzaminów znajduje się już ponad 100 instytucji, co budzi wątpliwości co do jednolitości standardów.
Zdarzały się już błędy w diagnozie
Bariera językowa miała już swoje konsekwencje. Jak wynika z relacji środowiska lekarskiego przywoływanych przez „DGP”, część spraw trafiła do sądów i dotyczyła m.in. błędów w diagnozie czy problemów z komunikacją na oddziałach ratunkowych.
Równolegle trwa spór prawny o to, kto ma prawo weryfikować znajomość języka. W ponad 300 przypadkach sądy administracyjne uchylały decyzje samorządu lekarskiego, który próbował uzależniać dopuszczenie do zawodu od kompetencji językowych. Sądy wskazywały, że kluczowa jest decyzja ministra zdrowia.
Czytaj też:
"Nie chcą wpisać do ustawy". Bosak uderza w rząd ws. języka lekarzyCzytaj też:
Czarnek zapowiada szczyt medyczny. "Przedstawimy konkretne propozycje"
