W jego opinii odpowiedzialność za zaognienie sytuacji ponoszą różne strony sceny politycznej oraz uczestnicy dyplomatycznej wymiany zdań.
Bosak: Jestem gotów wszystkich skrytykować
– Ja jestem gotów skrytykować wszystkich, którzy uczestniczą w tej awanturze, tzn. pana ambasadora, marszałka Czarzastego, PiS i kogo tam jeszcze, dlatego, że uważam, że ta awantura po pierwsze ona nie leży w interesie państwa polskiego, po drugie, ona wybija poza skalę jakiegokolwiek rozsądku – powiedział polityk w radiowej Trójce. Zdaniem Bosaka sednem konfliktu była sprawa o stosunkowo niewielkim znaczeniu. – Sprawa jest w gruncie rzeczy błaha, chodziło o jakiś gest, drobny gest z zakresu dyplomacji parlamentarnej. Wydaje mi się, że otoczenie jakieś doradcze pana marszałka i jego zmysł polityczny tutaj zawiódł – stwierdził.
Polityk odniósł się również do roli marszałka Sejmu w relacjach międzynarodowych.
– Wydaje mi się, że pan marszałek być może nie rozumie jeszcze do końca znaczenia swojej funkcji, tzn. że to jest funkcja nie tylko w polskiej polityce wewnętrznej. Tak jest w ogóle na świecie, że marszałkowie sejmów […] oni odgrywają też rolę w dyplomacji parlamentarnej swoich państw – mówił. Bosak zwrócił także uwagę na znaczenie stylu komunikacji w dyplomacji. – Od samej treści czasem ważniejszy jest po prostu styl i sposób, jeżeli dostaje się prośbę o wsparcie jakichś starań, a odpowiada się taką dosyć frontalną krytyką, to trudno się dziwić, że atmosfera robi się nieprzyjemna – dodał.
Rose: Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim
"Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim ani okazywać braku szacunku prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który tak wiele uczynił dla Polski i narodu polskiego" – przekazał kilka dni temu w mediach społecznościowych ambasador USA w Polsce Thomas Rose. To była odpowiedź Stanów Zjednoczonych dla braku poparcia nominacji Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział wcześniej, że nie poprze tej kandydatury. W uzasadnieniu wskazywał m.in. na destabilizowanie sytuacji w organizacjach międzynarodowych, takich jak WHO, NATO, Unia Europejska czy ONZ, oraz prowadzenie polityki transakcyjnej opartej na użyciu siły.
Ambasador USA podkreślił, że Waszyngton ma prawo reagować na tego typu wypowiedzi. "Nie będziemy akceptowali czy tolerowali skandalicznych obelg wobec naszego prezydenta. Każdy Polak ma oczywiście prawo do dzielenia się swoimi opiniami. Ale my też mamy prawo na te opinie reagować" – powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Rose dodał także, że osobiste ataki na prezydenta USA nie są produktywne z punktu widzenia relacji międzynarodowych. Dopytywany o konkretne fragmenty wypowiedzi marszałka, które uznaje za osobisty atak, nie wskazał szczegółów, podkreślając, że jego stanowisko pozostaje niezmienne.
Czytaj też:
"Nasz postkomunista". Mentzen broni CzarzastegoCzytaj też:
Sikorski broni Czarzastego. "Marszałek Sejmu to w Polsce wiceprezydent"
