Od 1 wrześnie ub.r. do szkół weszła edukacja zdrowotna, która zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie. Przedmiot jest jednak nieobowiązkowy, a według ministerialnych statystyk uczęszcza na niego tylko ok. 30 proc. uczniów.
– Ja uważałam cały czas, żeby przedmiot miał sens, powinien być obowiązkowy. Młodzież powinna wiedzieć, jak się badać, jak zadbać o swoje zdrowie psychiczne, jak się zdrowo odżywiać – powiedziała w lutym br. na antenie Polsat News minister edukacji narodowej Barbara Nowacka.
Nowe lekcje wywołują jednak kontrowersje ze względu na sposób przedstawienia zagadnień związanych z ludzką seksualnością. "Kompromis mógłby polegać na wyłączeniu z programu edukacji zdrowotnej tematów dotyczących zdrowia seksualnego albo na nieobowiązkowym udziale w lekcjach poświęconych edukacji seksualnej. O to drugie rozwiązanie zaapelowała zresztą do premiera Donalda Tuska koalicja SOS dla Edukacji zrzeszająca 40 organizacji pozarządowych" – podaje Radio Zet.
Ekspert: I tak poszliśmy na duże kompromisy
– Międzyresortowy zespół, którym kierowałem, i tak poszedł na duże kompromisy, układając propozycję podstawy programowej z edukacji zdrowotnej – tak zapowiedzi zmian komentuje w rozmowie z radiem prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog, przewodniczący zespołu, który przewodniczył zespołowi przygotowującemu założenia nowego przedmiotu.
Jak podkreśla prof. Izdebski: "nie można oderwać zdrowia fizycznego od psychicznego, a psychicznego od seksualnego".
– To tak jakbyśmy powiedzieli uczniom: wchodzicie do klasy, ale tylko ze swoim zdrowiem fizycznym, a waszą płciowość zostawiacie za drzwiami. To niemożliwe. To się wszystko łączy – dodaje.
Konsultant krajowa: Byłabym w stanie zgodzić się na taki kompromis
Z kolei dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, która również uczestniczyła w pracach zespołu przygotowującego program edukacji zdrowotnej, widzi możliwość dojścia do porozumienia w tej kwestii.
– (…) jeżeli miałaby wybierać, że stracę te 30 proc., które obecnie chodzi na edukację zdrowotną, ale zyskam 70 proc., czyli przedmiot stanie się obowiązkowy i wszyscy mieliby równe szanse uczyć się z rzetelnych źródeł o ważnych obszarach życia, to byłabym w stanie zgodzić się na taki kompromis – mówi dr Lewandowska w rozmowie z Radiem Zet.
Konsultant krajowa przyznaje, iż w tej sytuacji liczyłaby na to, że "może za dwa, trzy lata – jak dorośli będą na to gotowi – metodą drobnych kroków uda nam się wprowadzić ponownie do przedmiotu również zdrowie seksualne jako element, który jest tak samo ważny jak pozostałe moduły".
Czytaj też:
Szkolenie dla nauczycieli edukacji zdrowotnej nt tranzycji płci. Eksperci alarmująCzytaj też:
Wiceminister: Mam nadzieję, że pójdziemy w kierunku obowiązku edukacji zdrowotnej
