Miszalski przestraszył się referendum? "Tonący brzytwy się chwyta"

Miszalski przestraszył się referendum? "Tonący brzytwy się chwyta"

Dodano: 
Aleksander Miszalski i Bartosz Bocheńczak
Aleksander Miszalski i Bartosz Bocheńczak Źródło: PAP
"Tonący brzytwy się chwyta" – tak wycofywanie się Aleksandra Miszalskiego ze swoich wcześniejszych decyzji, ocenił Bartosz Bocheńczak z Konfederacji. Prezydentowi Krakowa grozi referendum w sprawie odwołania.

Komitet referendalny poinformował w piątek, że udało się zebrać już ponad 67 tys. podpisów mieszkańców Krakowa pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. W przypadku Krakowa pod wnioskiem musi się podpisać 58 355 osób.

Wiadomo też, że referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i rady miasta może odbyć się już w maju.

Referendum w Krakowie w sprawie odwołania Miszalskiego niemal pewne

Bartosz Bocheńczak, polityk Konfederacji, prezes krakowskiego oddziału Nowej Nadziei, w rozmowie z DoRzeczy.pl powiedział, że zbiórka podpisów pod referendum o odwołanie Aleksandra Miszalkiego „idzie bardzo dobrze, te wymagane są już zebrane”.

– Wiadomo, że będą pewnie bardzo skrupulatnie sprawdzane, czy się wszystko zgadza, dlatego trzeba zebrać z odpowiednią górką. Już jest przeszło 70 tys. podpisów mieszkańców. Jesteśmy w Krakowie już w zasadzie gotowi do tego, żeby składać podpisy do odpowiednich organów, natomiast chcemy zebrać z górką – powiedział.

Dodał, że na zbiórkę podpisów jest czas do końca marca. – Liczymy więc, że przekroczymy barierę 100 tys. podpisów bardzo szybko – mówił.

Miszalski wycofuje się ze swoich decyzji. "Tonący brzytwy się chwyta"

Na uwagę, że Aleksander Miszalski wycofuje się z niektórych swoich decyzji, jak np. chce wprowadzić korektę do Strefy Czystego Transportu czy podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej i jak ocenia te ruchy prezydenta Krakowa, Bartosz Bocheńczak odpowiedział, że „tonący brzytwy się chwyta”.

– Można powiedzieć, że referendum już odniosło swój skutek, bo wzbudziło jakąś refleksję u prezydenta Miszalskiego, że pewne rzeczy były złe. Natomiast to naprawdę nie powstrzyma już gniewu zbuntowanych krakowian przeciwko arogancji władzy prezydenta Miszalskiego – ocenił.

Zdaniem Bartosza Bocheńczaka „to nic nie da”.

– Wprawdzie to są dobre ruchy, natomiast one już nic nie wniosą. Za chwilę prezydent Miszalski utraci jakąkolwiek wiarygodność, bo przed wyborami zapowiadał wiele rzeczy i nie dotrzymał słowa. Gdyby tylko widmo referendum zniknęło, to wróciłby do swojej starej polityki – ocenił.

Jeśli referendum w Krakowie się odbędzie, to aby było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze prezydenta miasta, czyli 158 555 osób. O wyniku referendum decyduje większość głosów „za” lub „przeciw” odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji.

Czytaj też:
Losy Miszalskiego "są już przesądzone". "Do referendum na pewno dojdzie"
Czytaj też:
Miszalski przestraszył się referendum? "Skorygujemy decyzję"

Opracowała: Lidia Lemaniak
Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także