Węgierskie wybory obserwowano w Polsce z takim napięciem, jakby miał od nich zależeć skład polskiego Sejmu. Miało to swoje wizerunkowe uzasadnienie – Viktor Orbán był postacią symboliczną dla światowej, a także polskiej polityki. Polaryzował ją bardzo skutecznie, tak jak Donald Trump. Był to jeden z jego największych sukcesów: premier państwa obiektywnie przecież znacznie mniej znaczącego niż Polska umiał grać grubo ponad własne możliwości i sprawił, że był uznawany w Europie za figurę nie mniej znaczącą, a nawet bardziej, niż najważniejsi polscy politycy. Działo się tak m.in. dlatego, że w przeciwieństwie do głównego polskiego politycznego nurtu Orbán rozgrywał szachy na kilku planszach, balansując między Waszyngtonem, Pekinem i Moskwą.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
