Najmocniej w tej sprawie wypowiedział się były premier Mateusz Morawiecki. „Mamy ogromną szansę, dzięki działaniom prezydenta Nawrockiego, na utworzenie stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce […]. Otwiera się wyjątkowe okienko, wyjątkowa szansa na utworzenie stałej bazy wojsk amerykańskich, stałej dywizji. 5 tys. z Niemiec, dodając do naszych 10 tys. i jeszcze 5 tys. z USA i mamy już niepełną dywizję amerykańską, uzbrojoną po zęby” – powiedział były premier. I dalej w podobnym duchu: „To wiekopomny moment. Obecny premier popełnia coś więcej niż zbrodnię, popełnia błąd w tym sensie, że zamiast robić wszystko, aby przyciągnąć tych żołnierzy amerykańskich do Polski, z Niemiec, Hiszpanii, jakiegokolwiek kraju, to on woli malutki punkcik zarobić u naszego zachodniego sąsiada, który myślę, że patrząc na wypowiedź polskiego premiera, z jednej strony śmieje się, z drugiej strony gardzi nim” – to oczywiście krytyka pod adresem Donalda Tuska, który do pomysłu przenosin Amerykanów do Polski podchodzi sceptycznie. Pominę tę rozgrywkę Morawieckiego i Tuska, ważniejsze jest uzasadnienie, które podaje były premier. Otóż według niego pojawienie się żołnierzy USA w Polsce to „gigantyczna” szansa na „zmianę układu geopolitycznego w naszym regionie”. W jej wyniku Polska może być „naprawdę bezpieczna”. „Możemy podnieść nasz poziom bezpieczeństwa o dwa piętra wyżej” – twierdzi Morawiecki.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

