Tragedia na Woli. "Nasza klatka uchodziła za najspokojniejszą"

Tragedia na Woli. "Nasza klatka uchodziła za najspokojniejszą"

Dodano: 
Funkcjonariusz policji
Funkcjonariusz policji Źródło: PAP / Marian Zubrzycki
W jednym z mieszkań na warszawskiej Woli policjanci znaleźli ciało kobiety. W sprawie zatrzymano mężczyznę.

We wtorek po południu, w jednym z mieszkań na warszawskiej Woli, odkryto ciało 67-letniej kobiety. W lokalu był także 69-letni mężczyzna, który zabarykadował się w łazience z nożem. Wezwani na miejsce policjanci obezwładnili go przy użyciu gazu i tarcz. – Doszło do zdarzenia o charakterze kryminalnym. Policjanci zatrzymali osobę podejrzaną o zabójstwo kobiety. Do późnych godzin na miejscu pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora. Zabezpieczano ślady, przeprowadzono również oględziny –poinformowała nadkomisarz Marta Sulowska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV. Materiały sprawy zostały przekazane do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola. Trwa badanie okoliczności tragedii.

"Super Express" dotarł do sąsiadów pary. Podkreślają, że nic nie zwiastowało tragedii. − Nigdy nie było żadnej policji, nic. Nasza klatka uchodziła za najspokojniejszą − opowiada jedna z mieszkanek bloku przy ul. Jana Olbrachta. Sąsiadka pamięta swoje ostatnie spotkanie z panią Ewą − To było w poniedziałek, około trzynastej. Wynosiłam śmieci. Ewa była po operacji biodra, o kulach, wsiadała do samochodu. Syn jej pomagał − wspomina.

"Widziałam ją, odbierała wnuczkę ze szkoły"

"Między sąsiadami doszło wtedy do krótkiej wymiany zdań, były nawet żarty. Jak podkreśla, rodzina sprawiała wrażenie bardzo spokojnej" – czytamy. − Te dzieci były nadzwyczaj spokojne. Syn zawsze mówił "dzień dobry", kulturalny człowiek. Córka też bezproblemowa. Nic złego się tutaj nie działo − relacjonuje. Jak mówi, jeszcze tydzień wcześniej 67-latka zajmowała się wnuczką. − Widziałam, jak odbierała ją ze szkoły, bo często to robiła. Ona jeszcze pracowała, mimo że ja już jestem na emeryturze − dodaje sąsiadka.

Interwencja policji odbiła się na osiedlu szerokim echem.− Było słychać karetkę i policję. Potem krzyczeli: "Proszę otworzyć drzwi, policja!". A później weszli ci z tarczą − wspomina rozmówczyni "SE". Wiadomo, żeo kilku minutach policjanci wyprowadzili mężczyznę z mieszkania. Miał całą twarz we krwi. – Położyli go na nosze i przypięli pasami. Widziałam też córkę, która podała mu jakieś ubranie − relacjonuje kobieta.

Najgorsza wiadomość przyszła w środę rano. − Sąsiadka zapukała do drzwi i krzyczy: "Sąsiadko, zabójstwo!". Ja nie mogłam uwierzyć. Mówię panu, jeszcze się trzęsę − kończy mieszkanka bloku.

Źródło: se.pl / TVN24
Czytaj także