Brak politycznej woli
Relacje międzynarodowe to nie wolna amerykanka, choć ostatnio wiele przykładów z praktyki państw może uzasadniać akurat odwrotne twierdzenie. Relacje te opierają się o standardy i reguły nazywane prawem międzynarodowym, które istnieje także wtedy, kiedy są one łamane. Nie znikają, ale w takim przypadku uruchamia się specjalny reżim tego prawa nazywany odpowiedzialnością prawnomiędzynarodową.
Długo zastanawiałem się, czy o tej odpowiedzialności napisać. I to właśnie na tle toczącej się w Polsce dyskusji o zbrodniach UPA i zachowaniu prezydenta Żeleńskiego. Powód był prozaiczny. Odpowiedzialność prawnomiędzynarodowa to chyba jeden z najbardziej skomplikowanych obszarów prawa międzynarodowego. Nie dosyć, że trudny i politycznie drażliwy, to jeszcze w interesującym mnie zakresie (odpowiedzialność Niemiec i Ukrainy wobec Polski) oparty o reguły zwyczajowe, nieliczne orzecznictwo międzynarodowe i opinie doktryny. Przedstawienie go w formie publicystycznej to poważne wyzwanie.
Postanowiłem jednak spróbować. Skoro dyskusja na ten temat spadła już do żenującego poziomu, czas popchnąć ją na właściwe tory. Tym bardziej, że zgadzam się z twierdzeniem, że V kolumna ukraińska, jak i niemiecka cały czas działa. Dlatego oba te kraje zachowują się w temacie zbrodni popełnionych na Polakach bardzo arogancko. A polscy politycy powtarzają bzdury. Nawet Premier każe dogadywać się z Prezydentem Żeleńskim i coś wyjaśniać. Tu nie ma nic do wyjaśniania. Sprawa jest jednoznaczna. Ukraińcy tak samo jak Niemcy popełnili w przeszłości szereg zbrodni na Polsce i Polakach. I to obecne państwa, tak Ukraina, jak i Niemcy, za te zbrodnie odpowiadają. Prawnie, a nie moralnie. Powtarzam – prawnie. I tylko brak politycznej woli kolejnych polskich rządów, nie pozwala na rozwiązanie tych spraw.
Krótki wykład o odpowiedzialności
Zacznę od kilku ogólnych zdań nt. odpowiedzialności państw za złamanie prawa międzynarodowego. Kiedy państwo złamie to prawo, uruchamia się jego odpowiedzialność. To konsekwencja tego, że jego czyn jest międzynarodowo bezprawny. Taki czyn powoduje, że między zainteresowanymi państwami, sprawcą i ofiarą, powstaje nowy stosunek prawny. I jest to dla sprawcy stosunek przymusowy. Nie może się od niego samodzielnie uwolnić.
Odpowiedzialność w prawie międzynarodowym jest całkiem inna niż w prawie krajowym. Jej istnienie determinują dwa warunki: przypisanie czynu państwu i bezprawność czynu. Muszą one istnieć kumulatywnie. Pod pojęciem państwa rozumie się z zasady działanie jego organów, urzędników, wojskowych itp. Są też w tym zakresie sytuacje szczególne, ale o tym później.
Tak rozumianą odpowiedzialność potwierdza liczne orzecznictwo trybunałów międzynarodowych. Zainteresowanych odsyłam do lektury orzecznictwa STSM i MTS, w takich sprawach jak np. niemieckich interesów na Górnym Śląsku (1926), fosfatów w Maroku (1938), zakładników amerykańskich w Teheranie (1980).
I teraz ktoś mi powie, ale w czasie II wojny światowej nie było państwa ukraińskiego. Skoro Ukraina wtedy nie istniała, to jak jej przypisać odpowiedzialność za zbrodnie UPA?
Mógłbym tu odpowiedzieć przykładem. Państwo Izrael też nie istniało w czasie II wojny światowej, a otrzymało reparacje (3,5 mld marek) za zbrodnie niemieckie (Umowa z 1952 r.). Ale taka odpowiedź nie wyjaśnia istoty problemu. Pokazuje tylko, że logika prawa międzynarodowego nie jest prosta. Owszem, Ukrainy jako państwa nie było. Ale zbrodnie UPA przypisać jej można. Właśnie współczesnej Ukrainie, a nie Niemcom, choć pod formalnym zwierzchnictwem Niemiec te terytoria w czasie zbrodni wołyńskiej pozostawały (okupacja). Aczkolwiek ten ostatni wątek warto by pogłębić. Tym bardziej, że Niemcy chyba się o to proszą, skoro się w tę sprawę wtrącają, realatywizując zbrodnie UPA. A tak poważnie, to ja tej współodpowiedzialności niemieckiej bym tu wcale nie wykluczał. Z przyczyn obiektywnych.
Dlaczego Ukrainie? Otóż w reżimie odpowiedzialności międzynarodowej istnieje wiele sytuacji szczególnych, kiedy państwo bezpośrednio nie popełniło czynu bezprawnego, a ma przypisaną odpowiedzialność. Są to m.in. działanie organu obcego państwa, jeśli został on przekazany do dyspozycji innemu państwu, działania pod nieobecność lub przy braku oficjalnych władz (okupacja, państwo upadłe), działania osób prywatnych kierowane lub kontrolowane przez państwo. Wreszcie coś, co można śmiało przypisać obecnej Ukrainie – działania powstańców, secesjonistów czy rewolucjonistów na rzecz tworzenia własnego państwa. A przecież nikt mi nie powie, że UPA to były dla Ukrainy jakieś zbrojne bandy. Przecież to ukraińscy powstańcy i bohaterowie. Mordowali Polaków z hasłem „samostijna Ukrajina” na ustach. Taki wzorzec walki o suwerenność i państwowość sobie wypracowali. A skoro w prawie międzynarodowym walka o państwo, czy rewolucja stanowi przejaw zmieniającej się woli narodu (zob. sprawa Bolivar Railway Company UK/Wenezuela, 1903 r.) to jak już państwo powstało, to odpowiada za czyny swoich bojowników. Dlatego nie będę już przytaczał kolejnej przesłanki, zgodnie z którą państwo odpowiada za czyny, które uznaje za swoje i akceptuje. A Ukraina akceptuje czyny UPA, bo po pierwsze, traktuje je jako walkę o swoją państwowość; po drugie, gloryfikuje tą organizację, jej czyny zbrojne, stawia pomniki, muzea, a członków traktuje jak bohaterów narodowych. Ostatnie zachowanie prezydenta Żeleńskiego jest tego najlepszym dowodem.
Odpowiedzialność Niemiec
Natomiast sprawa odpowiedzialności współczesnych Niemiec za II wojnę światową jest oczywista. Nie będę o tym dużo pisał, bo i tak wiele na ten temat w życiu już napisałem. Podkreślę tylko kilka faktów: Niemcy – agresor, Polska – ofiara. Efektem agresji jest zniszczenie państwa, miliony mordów. Możemy z tego wybierać co tylko chcemy, aby zbudować swoje roszczenia. Nikt temu nie zaprzecza. Nie wolno nam tylko słuchać tych głodnych kawałków o rzekomej rezygnacji z reparacji, które wciskają nam sami Niemcy i ich V kolumna w Polsce.
W tym jednak kontekście chcę wskazać na inny, niedostrzegalny szerzej aspekt. Chodzi mi o grzech pierworodny jaki legł i podstawy dotychczasowych rozliczeń za wojnę i zbrodnie we współczesnych relacjach niemiecko-polskich. Otóż kiedy w latach 90. XX w. rząd premiera Bieleckiego, a więc rząd Kongresu Liberalno-Demokratycznego, w prostej linii protoplasty obecnej Koalicji Obywatelskiej, uzgodnił, że Niemcy wypłacą ofiarom zbrodni w Polsce swe świadczenia ex gratia. Nota bene świadczenia na żebraczym poziomie (najwyższe wynosiło 30 tys. zł za pobyt w obozie koncentracyjnym), to rząd Bieleckiego pozwolił na bardzo ciekawe zdefiniowanie pojęcia ofiary. Otóż ofiarą niemieckich zbrodni była osoba, która przeżyła prześladowanie i dożyła tzw. kluczowej daty. Był to dzień powołania Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.
Efekt był prosty. Ofiarami zostały osoby, które Bóg uratował z niemieckich łap. A miliony zamordowanych, takimi ofiarami dla Niemców nie były. Tak samo jak rodziny pomordowanych Polaków, szczególnie dzieci, którym odebranie ojca lub matki, dziadka lub babki, zburzyło na zawsze perspektywę życiową. A do tego katalog tak zdefiniowanych ofiar dodatkowo ograniczono w praktyce procesu wypłat.
I dziś Niemcy nam mówią, że nie dadzą pieniędzy nawet dla tych resztek ofiar, które dotychczas nie umarły. A tak naprawdę, to powinny wypłacać miesięczne zadośćuczynienie praktycznie prawie każdemu Polakowi do końca życia. I odbudować nam cała infrastrukturę gospodarczą.
Za co jeszcze odpowiada Ukraina
Z Ukrainą problem jest jeszcze bardziej skomplikowany niż tylko ludobójstwo wołyńskie. Ukraina ma u nas otwarty katalog odpowiedzialności także za współczesne zachowanie. Poruszę tu tylko dwa przypadki. Pierwszy to ukraińskie drony i rakiety spadające na Polskę, w tym odpowiedzialność za przypadek śmierci dwóch Polaków w Przewodowie w wyniku wybuchu ukraińskiej rakiety. Drugi to właśnie obecne zachowanie Żeleńskiego. Gloryfikowanie zbrodniarzy, a więc i zbrodni popełnionych na Polakach. Tak, proszę państwa, tego rodzaju zachowanie to nie tylko głupota, czy „zwykła” polityka. To także łamanie standardów międzynarodowych, naruszanie godności drugiego narodu i honoru państwa. Takie standardy prawne też istnieją, choć może są dziś zapominane.
To ja je teraz przypomnę. Przez wieki państwa posługiwały się pojęciem honoru państwowego. A jeszcze sto lat temu naruszenie honoru państwa było przez prawo międzynarodowe bardziej penalizowane niż jakiekolwiek inne łamanie prawa, nawet bardziej niż agresja. Za naruszenie honoru państwa można było prowadzić wojnę bez żadnej dyskusji. I to w czasie, kiedy stosowanie siły prawnie ograniczano lub jego możliwość warunkowano wcześniejszymi rokowaniami politycznymi, albo obowiązkowym sądowym rozstrzygnięciem sporu. Czytamy o tym w Pakcie Ligi Narodów, gdzie otworzono dwie drogi rozstrzygania potencjalnego konfliktu: postępowanie przed STSM (sprawy prawne) i na forum Rady Ligi (sprawy polityczne). Strony Paktu zobowiązały się do nie uciekania się do wojny „przed upływem trzech miesięcy od decyzji rozjemczej lub sądowej albo sprawozdania Rady. (…)”. Istniała przy tym grupa spraw „honorowych”, które na wniosek zainteresowanego państwa Rada zostawiała bez zalecenia rozwiązania. Obrażone państwo miało pełne pole do uzewnętrznienia swego niezadowolenia.
Ja oczywiście nie namawiam do wojny z Ukrainą za działania Żeleńskiego. Ale reżim odpowiedzialności reguluje także dziś takie sytuację. Odzwierciedla to katalog form naprawiania szkód powstałych w wyniku czynów bezprawnych. Jest nią tzw. satysfakcja za naruszenie godności innego państwa. Chodzi tu o przeprosiny za np. naruszenie nietykalności misji dyplomatycznej, znieważenie flagi, godła, obrazę głowy państwa, czy obrazę samego państwa lub narodu. A z tym ostatnim mamy do czynienia w gloryfikacji sprawców ludobójstwa na Polakach. Jakie są formy satysfakcji w prawie międzynarodowym? To oficjalne przeprosiny i wyrażenie żalu, ukaranie sprawców, czy inne – symboliczne gesty (odegranie hymnu państwowego, wciągniecie flagi). Ale przede wszystkim wycofanie się z obraźliwych działań.
I żeby było jasne. Satysfakcja nie dotyczy Niemców. Choć akurat oni działań o charakterze satysfakcji nam nie żałują. Kajają się przy każdej okazji. Aż mdło się robi od tej dwulicowości. Przepraszają, choć już coraz rzadziej. Podkreślają polityczną i moralną odpowiedzialność. A ponoszą odpowiedzialność prawną. I na tej płaszczyźnie odnoszą się do nich dwie pozostałe formy reparacyjne: restytucja i kompensacja.
Restytucja nie zaciera wszelkich skutków czynu bezprawnego. To z reguły działanie dodatkowe. Chodzi o takie działania jak zwrot zagrabionych rzeczy, odbudowa rzeczy zniszczonych, oddanie rzeczy równoważnych ze zniszczonymi (tzw. restytucja zastępcza) itp.
Ale przede wszystkim od Niemiec należy nam się kompensacja, czyli odszkodowanie pieniężne. Tę stosuje się, gdy restytucja jest niemożliwa lub nie pokrywa całej szkody. Kompensacja może objąć też utratę ewentualnych zysków. W praktyce jest najczęściej stosowana (zob. orzeczenie MTS w sprawie cieśniny Korfu). Wypłaca się ją w walucie, która gwarantowałaby zaspokojenie roszczeń, w pełnej wysokości.
Rakiety w Przewodowie
I ostatnia sprawa. Te rakiety ukraińskie, które latają nad Polską, jak i nad innymi ukraińskimi sąsiadami. Skutki są różne. Śmiać mi się chciało jak Kijów zakomunikował, że rakieta (lub dron), która spadła w rumuńskim mieście nie spowodowała strat, bo uległa samozniszczeniu. Naprawdę sukces.
Ale z Polską jest gorzej. Mamy przecież przypadek śmierci dwóch Polaków. I tu pojawia się proste pytanie, gdzie jest rząd? Co polskie władze zrobiły w tej sprawie? Czy Kijów już przeprosił i wypłacił parę milionów euro odszkodowania dla rodzin i za zniszczenia materialne? Świat tak nie funkcjonuje, że można sobie strzelać, narobić bałaganu na terytorium sąsiada, nawet zabić mu obywateli i schować głowę w piasek.
I ktoś mi zaraz powie, że Ukraina walczy z Rosją, a to był nieszczęśliwy wypadek. A winę za wojnę ma Rosja. Na takie dictum odpowiem, że odpowiedzialność międzynarodowa nie opiera się na zasadzie winy. Odpowiedzialność międzynarodowa bazuje na skutku, ew. na samym naruszeniu prawa. To nie są moje pomysły. Zainteresowany może znaleźć potwierdzenie w komentarzu Komisji Prawa Międzynarodowego ONZ do Draft articles on Responsibility of States for Internationally Wrongful Acts (2001). A skutki wybuchu w Przewodowie są: szkody materialne, dwóch zabitych Polaków. I naruszenie prawa także. Chodzi tu o standard (zasadę) dobrego sąsiedztwa, nadużycie prawa do obrony, zabójstwo obcych obywateli. I wiele innych. A w sprawie wypadku w Przewodowie, który miał miejsce (przypomnę) 15 listopada 2022 r., nikt Żeleńskiemu nie powiedział, że wypadałoby się zachować godnie. Nikt – ani ówczesny rząd PiS, ani dzisiejszy rząd koalicji 13 grudnia. Nie słyszałem tego upomnienia też od ówczesnego Prezydenta, ani obecnego. Za to czytam w internecie, że była to konsekwencja zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę. I to była rakieta wystrzelona w ramach działań obronnych. Tak wykazało polskie śledztwo. Dlatego pytam, co dalej?
Owszem. Współczuję Ukraińcom bardzo. Ale obrona przed Rosją nie usprawiedliwia ich działania obciążonego negatywnymi skutkami w Polsce. Wypadek czy nie wypadek, obrona czy pomyłka, i tak ukraińskie działanie jest w świetle prawa międzynarodowego bezprawne. A skoro jest przypisane Ukrainie, to konsekwencją jest odpowiedzialność. Reżim odpowiedzialności międzynarodowej jasno mówi, kiedy mamy do czynienia z wyłączeniem bezprawności czynu, czyli zwolnieniem państwa popełniającego czyn bezprawny z odpowiedzialności. Do przesłanek tych zaliczamy: siłę wyższą, stan wyższej konieczności, zgodę państwa zainteresowanego, środki odwetowe, działania związane z koniecznością ochrony życia ludzkiego, samoobrona. Żadna z nich nie ma w tym przypadku miejsca. Pierwsze dwa po prostu nie wchodzą w rachubę ze swej istoty, a pozostałe dotyczą relacji Ukrainy z Rosją. I żeby nikogo nie kusiło wyjaśnię, że wyłączenie bezprawności działań z tytułu samoobrony dotyczy relacji między atakującym (agresorem) a broniącym się państwem. Negatywne konsekwencje samoobrony dla państw i podmiotów trzecich pociągają odpowiedzialność, bo są poza przedmiotową relacją. Samoobrona zwalnia Ukrainę z odpowiedzialności za straty i szkody spowodowane Rosji, a nie straty poniesione przez Polskę, czy śmierć Polaków, bo rakieta zabłądziła. My możemy jedynie zrozumieć skomplikowaną sytuację, przyjąć przeprosiny i odszkodowanie. Bo satysfakcja i kompensacja się należy, tak państwu, jak i ofiarom, a włąściwie rodzinom ofiar wybuchu. I możemy nie podejmować bardziej stanowczych działań.
Rozgadałem się, bo to ciekawy, choć trudny temat. Ale czas na puentę. Odpowiedzialność państwa to stosunek przymusowy. Ani Niemcy, ani Ukraina nie zwolnią się z niej wyłącznie własnym działaniem. Co więcej, za tego rodzaju czyny, które tu opisuję, odpowiedzialność się nie przedawnia. Kiedyś w Polsce pojawi się rząd, który nie jest “sługą” ani Ukrainy, ani Niemiec. I o tę odpowiedzialność zapyta. Bo nie zbuduje się przyszłości na zamiataniu przeszłości pod dywan.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
