Jak stwierdził, oba kraje powinny skupić się na przyszłości i współpracy w ramach Unii Europejskiej i przy odbudowie Ukrainy. Skupianie się na historii – twierdzi – służy wyłącznie Rosji.
– Musimy zadać sobie pytanie: czego tak naprawdę chcemy? Czy chcemy zwycięstwa? Chcemy być sojusznikami, także w Unii Europejskiej? Chcemy, aby Polska była liderem Europy Środkowej i żeby polskie firmy mogły zarabiać na odbudowie Ukrainy? A może chcemy być wrogami? Jeśli tak, to dlaczego? Dlatego, że polscy i ukraińscy rolnicy będą ze sobą w przyszłości konkurować o unijne kwoty produkcyjne? A może z powodu kłótni polityków o to, co wydarzyło się 100 czy 80 lat temu? Jeśli zdecydujemy się być nieprzyjaciółmi, to zawsze znajdziemy jakiś powód. Problem w tym, że od tego, czy będziemy sojusznikami, czy pogrążymy się w tej "zimnej wojnie", zależy nasza przyszłość, bo przeszłości nie zmienimy – stwierdził w rozmowie z PAP.
Kniażycki dodaje, że spór między Polską a Ukrainą nie ma sensu. – Czy polscy politycy są zainteresowani tym, aby Ukraina była okupowana? Czy zależy im na tym, aby ukraińscy cywile ginęli od rosyjskich rakiet i dronów? Wydaje mi się, że w interesie Polski jest pomaganie armii ukraińskiej, choćby dlatego, że broni nie tylko swojego kraju, ale i Polski – stwierdził.
Antypolskie nastroje na Ukrainie
Polityk przekonuje, że nie należy skupiać się na historycznych sporach i dodaje, że Polacy podkreślają zbrodnie UPA, ale nie wspominają o restrykcyjnej polityce II RP wobec ukraińskiej mniejszości. Jego zdaniem obie strony powinny pamiętać, że wspólnym wrogiem pozostaje Rosja, a Kijów i Warszawa powinny wykonać jakiś gest pojednania.
Przyznaje też, że obecny kryzys napędza wzajemną niechęć między społeczeństwami. Deputowany stwierdza, że obserwuje wzrost antypolskich nastrojów na Ukrainie, jednak stara się im przeciwstawiać.
– Doskonale pamiętam to, co Polacy zrobili dla Ukraińców po pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. (...) Jeśli chodzi o Ukrainę, martwi mnie to, że tę niechęć wobec Polaków podsycają niektórzy politycy, zapewne z myślą o wyborach, które będziemy mieli, kiedy skończy się wojna. Trwa licytacja na to, kto będzie bardziej antypolski, bo takiego – w jego mniemaniu – przyszli wyborcy uznają za większego patriotę. Zbijanie kapitału na resentymencie wobec Polski uważam za błąd, zaś patriotyzmem nie jest granie antypolską kartą, tylko praca na rzecz zwycięstwa z Rosją – podkreśla.
Czytaj też:
Prowokacja Lwowa. Chcą roku UPA, Szuchewycza i Ołżycza Czytaj też:
Dziennikarka Kanału Zero nie wytrzymała. "Już nie jestem w stanie tego bronić" Czytaj też:
Pierwsze spotkanie Nawrocki-Zełenski po odebraniu orderu. "Europa nie może akceptować"
