Dziennikarz Wirtualnej Polski napisał, że były minister sprawiedliwości przed końcem rządów PiS chciał zabezpieczyć dokumenty, które miały pomóc Przemysławowi Kralowi i Zondacrypto. Polityk PiS stanowczo temu zaprzecza. "Nigdy nie miałem w ręku akt związanych z Kralem czy Zondacryptą i nigdy o nie nie występowałem" – oświadczył.
Zbigniew Ziobro opublikował w mediach społecznościowych obszerny wpis, w którym ostro skrytykował dziennikarza Wirtualnej Polski Szymona Jadczaka. Poszło o interpretację jednej z wiadomości byłego szefa Ministerstwa Sprawiedliwości. Jak wynika z wpisu Ziobry, Jadczak zarzucił mu na platformie X, że "przed końcem rządów PiS chciał zabezpieczyć w Ministerstwie Sprawiedliwości dokumenty, które miały pomóc Kralowi i Zondacrypto".
Były minister zdecydowanie odrzucił takie twierdzenie.
"SzJadczak nie waha się pisać nieprawdę, byle wykonać zadanie. Zarzucił mi na X, że "Ziobro przed końcem rządów PiS chciał zabezpieczyć w Ministerstwie Sprawiedliwości dokumenty, które miały pomóc Kralowi i Zondacrypto" – to bezczelne kłamstwo, i to rzucone na rympał!" – napisał Ziobro.
Polityk PiS zapewnił, że nie miał dostępu do akt dotyczących Przemysława Krala ani Zondacrypto: "Nigdy nie miałem w ręku akt związanych z Kralem czy Zondacryptą i nigdy o nie nie występowałem, co jasno wynikało z moich odpowiedzi. Wyraźnie i jednoznacznie wytłumaczyłem to dziennikarzowi".
Ziobro tłumaczy swoją wiadomość
Spór dotyczy wiadomości, w której były szef MS miał napisać: "Niestety choroba w końcowym okresie naszych rządów spowodowała, że nie zabezpieczyłem dokumentów, które byłyby wczoraj zdecydowanie pomocne".
Ziobro wyjaśnił, że wiadomość wysłał do Artura Chodzińskiego, byłego oficera CBA, a jej treść miała dotyczyć jego przesłuchania przed komisją śledczą ds. Pegasusa, którą polityk PiS określa mianem "pseudokomisji".
Według relacji byłego ministra przed odejściem z resortu chciał on, na podstawie przepisów Kodeksu postępowania karnego, uzyskać możliwość wykorzystania odpisów akt kilku spraw. Wymienił m.in. postępowania dotyczące Sławomira Nowaka, Polnordu oraz rodziny Brejzów. Jak tłumaczy, chciał mieć możliwość legalnego posługiwania się tymi materiałami podczas ewentualnych przyszłych komisji śledczych.
Plan ten – według Ziobry – nie został zrealizowany ze względu na gwałtowne pogorszenie jego stanu zdrowia i chorobę nowotworową. "Do dziś tego żałuję, ponieważ podczas późniejszych przesłuchań musiałem opierać się przede wszystkim na własnej pamięci, podczas gdy przesłuchujący dysponowali dokumentami" – napisał.
"To już nie pomyłka"
Ziobro przekonuje, że przed publikacją dokładnie wyjaśnił Jadczakowi zarówno znaczenie swojej wiadomości, jak i to, jakich dokumentów miała ona dotyczyć. W jego ocenie dziennikarz WP mimo otrzymanych wyjaśnień przedstawił sprawę w sposób niezgodny z prawdą.
"Takie jasne odpowiedzi dostał red. Jadczak. Mimo to zdecydował się skłamać – to już nie pomyłka, tylko przemyślana manipulacja" – podsumował były minister.
Czytaj też:
Zeznania Krala pogrążą polityka PiS? Prokuratura bada inwestycję Stawiarskiego
