Rynek negatywnie zareagował na deklaracje premiera Donald Tusk, który zapowiedział możliwość wykorzystania dostępnych instrumentów – w tym marż rafineryjnych – w celu ograniczenia wzrostu cen paliw dla krajowych odbiorców.
W efekcie notowania spółki dynamicznie zniżkują, choć na światowych rynkach surowiec drożeje pod wpływem napięć na Bliskim Wschodzie związanych z atakiem USA na Iran. Akcje Orlenu oddały wszystkie wcześniejsze zwyżki, które pojawiły się, gdy inwestorzy zaczęli uwzględniać w wycenach weekendowe ataki w regionie.
Premier Donald Tusk podczas posiedzenia rządu odniósł się do pojawiających się – jak to określił – "paskudnych" sygnałów i narracji części polityków dotyczących rzekomych braków paliwa. Zaznaczył, że są to próby wywołania paniki, a historia pokazuje, iż tego typu mechanizm potrafi działać.
Donald Tusk: Orlen użyje dostępnych narzędzi
Premier zaznaczył również, że rząd nie ma wpływu na ceny ropy i gazu na światowych giełdach. Wskazał jednak, że Orlen jest świadomy sytuacji i dysponuje narzędziami, w tym finansowymi, związanymi m.in. z marżą.
– My oczywiście o cenie ropy naftowej i gazu ziemnego na giełdach światowych nie będziemy decydowali, ale Orlen jako główny aktor na tej scenie jest w pełni świadomy, jeszcze dzisiaj o tym rozmawialiśmy z ministrem aktywów państwowych, Orlen użyje narzędzi dostępnych dla niego, też narzędzi powiedziałbym finansowych, na przykład związanych z marżą tak, aby ewentualne skoki cen ropy na giełdach światowych nie odbiły się w sposób masywny i bardzo dokuczliwy na cenach paliwa w Polsce – stwierdził premier.
Szef rządu zapewnił ponadto, że "jeśli chodzi o ceny, zrobimy wszystko, by konsekwencje wojny nie były zbyt bolesne".
Czytaj też:
"Paskudna narracja". Tusk oskarża PiSCzytaj też:
Padają pytania o kryzys paliwowy. Grabiec: Płacą wam w rublach?
