Rumuńska eurodeputowana: Większość pieniędzy w UE płynie ze Wschodu na Zachód

Rumuńska eurodeputowana: Większość pieniędzy w UE płynie ze Wschodu na Zachód

Dodano: 32
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Marcin Obara
W kontekście negocjacji unijnego budżetu widać, jak państwa tzw. starej Unii korzystają ze swojej pozycji kosztem krajów, które do wspólnoty przystąpiły później – tak brzmi główna teza tekstu, jaki ukazał się w serwisie POLITICO.

"Historia, którą opowiadają bogate kraje Europy Zachodniej, jest przyjemna: są hojnymi filantropami pomagającymi biedniejszym wschodnim sąsiadom, którzy polegają na unijnych dotacjach i dobrej woli unijnych tak zwanych „płatników netto”. Państwa zachodniej UE lubią też przedstawiać kraje wschodniej UE jako niewdzięcznych odbiorców pomocy, wskazując na eurosceptyczną retorykę liderów, takich jak premier Węgier Viktor Orbán i polski lider Jarosław Kaczyński" – zwraca uwagę Clotilde Armand, rumuńska eurodeputowana, członkini komisji ds. budżetu w PE.

Tymczasem szersza perspektywa makroekonomiczna przedstawia zupełnie inny obraz. "Wbrew powszechnej opinii większość pieniędzy w Europie płynie ze Wschodu na Zachód, a nie na odwrót" – czytamy. "Firmy z Europy Zachodniej zarabiają duże pieniądze na finansowanych przez UE zamówieniach publicznych w Europie Wschodniej. Gdy kraje Europy Wschodniej zaczęły przystępować do Unii Europejskiej, zawarto umowę. Rządy wschodnie zgodziły się usunąć bariery handlowe, aby zachodnie firmy miały dostęp do ogromnej puli konsumentów niecierpliwych, aby w pełni wykorzystać swój nowy kapitalistyczny styl życia. W zamian zachodnie rządy obiecały przekazać pieniądze UE na wschód, aby były blok radziecki mógł zbudować infrastrukturę, której rozpaczliwie potrzebował" – opisuje Armand.

Cały proces okrzyknięto sukcesem. "Polityka spójności UE miała swój urok. Wschód zaczął doganiać resztę klubu. Ale największymi "zwycięzcami" tego rozwoju były kraje Europy Zachodniej, z których część zamyka teraz swoje portfele twierdząc, że nie mogą już zapłacić znacznie więcej na rzecz UE, niż wrócimy. W rzeczywistości pieniądze wysyłane przez kraje zachodnie do Europy Wschodniej za pośrednictwem budżetu UE, są niewielkie w porównaniu zyskami zachodnich firm z inwestycji na Wschodzie" – zwraca uwagę rumuńska europarlamentarzystka.

Dalej czytamy: "W latach 2010–2016 Węgry, Polska, Republika Czeska oraz Słowacja otrzymały równowartość 2–4% ich PKB w środkach unijnych. Ale przepływ kapitału opuszczającego te kraje w tym samym okresie wynosił od 4 procent do blisko 8 procent PKB. Firmy z Europy Zachodniej również zarabiają duże pieniądze na finansowanych przez UE zamówieniach publicznych w Europie Wschodniej. Pierwsza linia kolei dużych prędkości przekraczająca Bałtyk jest projektowana przez hiszpańskie, niemieckie i francuskie firmy. Pierwszy duży kontrakt na budowę został udzielony belgijskiej firmie".

Czytaj też:
"Kłamała świadomie". Mazurek kontra Olejnik. Dziennikarka zmienia tekst
Czytaj też:
"Wracacie, nie ma Mikołaja". Paczki dla Polaków na Ukrainie uznano za kontrabandę

Źródło: politico.eu
 32
Czytaj także