Dr Basiukiewicz: Apeluję, aby zakończyć nakazową izolację i kwarantannę

Dr Basiukiewicz: Apeluję, aby zakończyć nakazową izolację i kwarantannę

Dodano: 220
Dr Paweł Basiukiewicz
Dr Paweł Basiukiewicz / Źródło: Archiwum prywatne
Podstawową rzeczą, która powinna przyświecać przy formułowaniu strategii to zasada dobrowolności. Nie możemy robić nic na siłę. Obecna taktyka, nie tylko w Polsce, jest niestety bardzo brutalna. Pod przymusem umieszcza się ludzi w domach, zamyka się ich firmy, dużo osób traci pracę – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl dr Paweł Basiukiewicz, internista i kardiolog.

W internecie pojawiła się petycja ws. zmiany polityki rządu wobec COVID-19. Czy czuje się Pan jednym z jej autorów?

Dr Paweł Basiukiewicz: Z tą inicjatywą zgłosił się pan Maciej Dierżanowski, były ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Zebrał on grupę osób, m.in. prof. Ryszarda Rutkowskiego z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prof. Piotra Kunę z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, dr hab. Agnieszkę Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej oraz innych specjalistów, nie tylko lekarzy.

Co ich łączy?

Wszystkim chodzi o to, aby zachować pewien balans pomiędzy zahamowaniem rozprzestrzeniania się wirusa a ochroną majątku, dobrobytu i zdrowia psychicznego Polaków. Trzeba zachować zdrowy rozsądek w postępowaniu. Należy pozbyć się narzuconego nam z góry przekonania, że musimy za wszelką cenę pozbyć się wirusa.

Czy uważa Pan, że w kwestii wprowadzania obostrzeń osobom decyzyjnym brakuje zdrowego rozsądku?

Nie używałbym tak mocnych słów. Wiem, jak trudno byłoby mi teraz podejmować decyzje. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w bardzo komfortowej sytuacji jako komentator z boku, praktycznie nie biorąc za to odpowiedzialności. Osoby, które podejmują te decyzje, robią to pod olbrzymią presją, patrząc jednocześnie na to, co robią inne kraje. W mojej opinii strategia, którą podąża Europa i świat, jest zła. Prędzej czy później doprowadzi nas do poważnych szkód społecznych i gospodarczych. Widać to już teraz. Dlatego trzeba tę strategię zmodyfikować, a być może nawet zawrócić o 180 stopni.

Czy to oznacza, że lekarstwo może być groźniejsze od samej choroby?

Tak, moim zdaniem doszliśmy właśnie do tego punktu. Każde lekarstwo ma działania niepożądane i jakieś dobroczynne skutki. Chodzi o to, aby liczba ofiar związanych z zastosowaniem lekarstwa nie przewyższała liczby osób, które uratowaliśmy stosując lek.

Jaki zatem należałoby przyjąć klucz w walce z COVID-19?

Podstawową rzeczą, która powinna przyświecać przy formułowaniu strategii to zasada dobrowolności. Nie możemy robić nic na siłę. Obecna taktyka, nie tylko w Polsce, jest niestety bardzo brutalna. Pod przymusem umieszcza się ludzi w domach, zamyka się ich firmy, dużo osób traci pracę. Wielu rodziców boryka się z nieefektywnym nauczaniem zdalnym ich dzieci. Skutkuje to nierzadko psychiczną traumą, jakiej doświadcza nie tylko młode pokolenie, ale także pokolenie ich rodziców.

Jak Pan odnosi się do liczb zakażonych publikowanych przez Ministerstwo Zdrowia? Co ma na nie największy wpływ?

Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć w prosty sposób. Świat jest na to zbyt skomplikowany. Jest kilka czynników wpływających na ilość wyników dodatnich. Po pierwsze, w sezonie jesienno-zimowym liczba zakażeń wirusami naturalnie rośnie. W tym roku ten wykładniczy wzrost dotyczy w widoczny sposób wirusa SARS-CoV-2. Po drugie, jeżeli robimy więcej testów, to w oczywisty sposób odnotowujemy więcej zakażeń. Po trzecie, im więcej testów antygenowych kosztem testów PCR będziemy stosować, tym mniej zakażeń odnotujemy, gdyż testy te wykrywają głównie moment najwyższej zakaźności, jednak przez to są mniej czułe. Po czwarte, pojawia się czynnik psychologiczny. Ludzie zaczęli unikać wykonywania testów i nie zgłaszają się do lekarza w obawie przed skierowaniem na test, gdyż jeżeli komuś wyjdzie wynik pozytywny testu, to wówczas wie on, że czeka go areszt domowy w postaci kwarantanny.

Gdyby miał Pan dzisiaj doradzać rządzącym, to od jakich pomysłów by Pan zaczął?

Od sierpnia apeluję, aby zakończyć nakazową izolację i kwarantannę. Jest to nieskuteczne, ponieważ izolujemy prawdopodobnie ok. 5-10 procent wszystkich osób zakażonych. W tym momencie w kwarantannie znajduje się ok. 260 tys. ludzi, a w szczytowym momencie było to ok. pół miliona osób. W dużej części są to osoby aktywne zawodowe. Pogłębiamy w ten sposób kryzys gospodarczy i czynimy duże szkody społeczne i psychologiczne, w bardzo niewielkim stopniu – jeśli w jakimkolwiek w ogóle – wpływając na przebieg krzywej epidemicznej.

W drugiej kolejności stworzyłbym zespół doradczy, który by sprecyzował bardzo dokładnie, kiedy mamy rozpoznawać aktywne zakażenie wirusem i kiedy taki pacjent wymaga izolacji od innych pacjentów, jeśli się znajdzie w warunkach szpitalnych. Obecnie szeroko korzystamy z testów PCR, a wiemy, że wynik dodatni niekoniecznie potwierdza, że mamy do czynienia z pacjentem chorym i zakażającym.

A co powiedziałby Pan osobom, które boją się ciężkiego przebiegu COVID-19? Przekaz płynący z wielu mediów dodatkowo rozbudza te obawy.

Moim zdaniem społeczeństwo wprowadza się w stan rozedrgania emocjonalnego i nieracjonalnych zachowań. Nie twierdzę, że mnie to zupełnie nie dotyczy. Moja intuicja podpowiada mi jednak, że koszty takich działań będą bardzo duże. Według metaanalizy prof. Ioannidisa ze Stanford University opublikowanej w biuletynie WHO, średnia śmiertelność osób zakażonych SARS-CoV-2 wynosi 2,3 promila. Oznacza to, że umierają z różnych powodów (nie tylko COVID-19) 23 osoby na 10 tysięcy zakażonych.

W internecie popularność zdobył również apel lekarzy o dobrowolność szczepień. Czy preparat robiony w tak szybkim tempie można nazwać eksperymentem?

Jeżeli preparat zostanie zarejestrowany, to w znaczeniu formalno-prawnym nie będzie to eksperyment. Natomiast taki nagły proces może niepokoić. W badaniach klinicznych tylko jedna z faz potrafi trwać latami. A nie zapominajmy o całym procesie koncepcyjnym, przedklinicznym, rejestracyjnym, produkcyjnym itp.

Czytaj też:
Szczepionka Pfizera zatwierdzona do użytku. Za kilka dni ruszają szczepienia

Źródło: DoRzeczy.pl
 220
Czytaj także