Trudnowski: PiS mówi o tym od wielu lat, ale niespecjalnie cokolwiek zrobił

Trudnowski: PiS mówi o tym od wielu lat, ale niespecjalnie cokolwiek zrobił

Dodano: 63
Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński
Premier Mateusz Morawiecki i prezes PiS Jarosław Kaczyński / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Repolonizacja mediów i podatek cyfrowy to dwie sprawy, o których obóz Zjednoczonej Prawicy mówi od wielu lat, ale dotychczas niespecjalnie cokolwiek zrobił – mówi DoRzeczy.pl Piotr Trudnowski, szef Klubu Jagiellońskiego.

Damian Cygan: Rząd chce nałożyć na media podatek reklamowy. Po co i dlaczego sięga do ich kieszeni akurat w kryzysie wywołanym pandemią?

Piotr Trudnowski: Moim zdaniem sprawa podatku od reklam i cała dyskusja wokół tego to jest gonienie króliczka i że żadnego podatku nie będzie. Nie widzę szans, żeby projekt w tej formie trafił nawet do Sejmu, bo wydaje się oczywiste, że on tam przepadnie. Być może dojdzie do bardzo głębokich zmian w tej koncepcji, ale wtedy nie powinno to być już tak mocno kontrowersyjne, bo musiałoby oznaczać jakąś formę podatku cyfrowego, choć swoją drogą wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne.

Dlaczego?

Z dwóch powodów. To są sprawy, o których obóz Zjednoczonej Prawicy mówi od wielu lat, ale dotychczas niespecjalnie cokolwiek zrobił. Po pierwsze, repolonizacja czy też dekoncentracja mediów. Zapowiedzi było wiele, projekt podobno trzymano w szufladzie, a gdy pojawiał się tweet ambasador Mosbacher, temat znikał. Druga sprawa to właśnie podatek cyfrowy, który jest bardzo trudny, z którym ma problem cała Unia Europejska i być może zbliża się moment, żeby ten problem uregulować. Sądzę jednak, że propozycja, która została przedstawiona, niespecjalnie ten problem rozwiązuje.

Natomiast jestem jak najdalszy od takiej narracji, że oto jest projekt, który uderza w wolność słowa, pluralizm itp. Oczywiście wydawcy mają prawo się bronić, natomiast retoryka, którą przyjęli, jest przesadzona i tak naprawdę nie tyczy się sedna tego projektu. Jednocześnie nie wykluczam, że w obozie rządzącym są tacy politycy, którzy rzeczywiście chcą mocnego przykręcenia śruby mediom i którzy – albo z głupoty, albo z ignorancji, albo z cynizmu – naprawdę marzą o scenariuszu węgierskim w Polsce.

Porozumienie Jarosława Gowina oświadczyło, że nie poprze tego podatku. Czy to oznacza, że projekt definitywnie wyląduje w koszu, czy może PiS będzie próbował zmienić go tak, żeby był akceptowalny dla koalicjanta?

Jeżeli to by była propozycja skierowana w pierwszej kolejności do rynku internetowego i wielkich gigantów technologicznych, i przy okazji – na sprawiedliwych zasadach – wiązałaby się z opodatkowaniem największych korporacji medialnych, to wtedy kontrowersje na pewno byłyby o wiele mniejsze. Część mediów na pewno dalej by protestowała, ale już ta narracja mówiąca o tym, że chodzi o globalne koncerny, byłaby uprawniona i dużo trudniej byłoby ten projekt krytykować w czambuł.

Natomiast na ten moment projekt jest bardzo skomplikowany, zawiera osiem różnych stawek podatkowych i sytuacja, w której media działające w kraju mają zapłacić wyższy podatek niż zagraniczni giganci, jest niezrozumiała. Z tego powodu szansa na wejście takiego projektu w życie już wcześniej była bardzo mała, a teraz wydaje się niemal oczywiste, że to się po prostu nie stanie. Jeżeli ta dyskusja wróci, to myślę, że w formie przedstawionej – na poważnie – propozycji podatku cyfrowego. Ale wtedy wielkie korporacje też podejmą zabiegi, żeby uniemożliwić wprowadzenie takich regulacji.

W Porozumieniu doszło do poważnego konfliktu wewnętrznego. Kto będzie jego największym przegranym – Adam Bielan, Jarosław Gowin czy może cała Zjednoczona Prawica?

Tego typu konflikty szkodzą przede wszystkim całemu obozowi władzy. Nie ma nic gorszego dla zwykłego obywatela, żeby w momencie, w którym wszyscy wiemy, że czekają nas poważne kłopoty i kiedy ludzie są zmęczeni pandemią, dochodziło do jakichś kabaretowych historii o dwuwładzy w małej partii, w której drugorzędny polityk ogłasza się nagle jej szefem i powołuje równoległe struktury. To jest po prostu coś, co nie dodaje powagi całej Zjednoczonej Prawicy.

Prof. Jarosław Flis użył niedawno takiego sformułowania, że są tacy politycy, którzy politykę sprowadzają do harcowania i w takich warunkach, kiedy nie ma wyborów i trzeba się zająć ciężką pracą, oni zajmują się tylko budowaniem swojej pozycji. I to jest w dużym stopniu geneza tego sporu. Co więcej, w każdej frakcji – i Zjednoczonej Prawicy, i Porozumienia – są osoby, które tę grę podjęły. Finalnie to wszystko odbije się negatywnie na ocenie pracy rządu i całego obozu ZP.

Czytaj też:
Libicki: Kaczyński chce zrealizować swoje marzenie

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 63
Czytaj także