System emerytalny. Czy młodzi wiedzą?

System emerytalny. Czy młodzi wiedzą?

Dodano: 5
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / Domena publiczna
Dziennik Zarazy | Wpis nr 577 || Gdy człowiek się starzeje, to coraz częściej myśli o emeryturze.

Zazwyczaj wtedy zaczyna sobie pluć w brodę, że nie odkładał, że konsumował, ba – ryzykownie inwestował, kosztem odkładania na późniejsze czasy, kiedy siłka siądzie i skończą się możliwości. Ja jestem na tyle młody duchem, że pamiętam to co jeszcze wypierają ze świadomości dzisiejsi młodzieniaszkowie. Że gdzie tam, panie, to jeszcze tyle lat, pomartwimy się potem. A w rezultacie się okazuje, że latka szybko zleciały, zaś nie ma żadnego POTEM, bo wychodzi, że nie ma dobrego czasu na oszczędzanie na przyszłość. Za młodu się hula (często za rodziców kasę), potem jak sobie coś człowiek młody zarobi, to właśnie po to, by wreszcie sobie pożyć, a więc konsumuje, potem przychodzi rodzina i dzieci i niekończąca się pętla, często bezzwrotnych inwestycji. Człek goni swój codzienny ogon i dalej nie ma kiedy odłożyć. Często w tej desperacji chwyta się wybiegów optymalizacji podatkowych w granicach prawa, np. robi na liniowym. A to oznacza, że dostaje więcej na rękę, ale – znów – nie po to, by odkładać.

Wtedy wpada na ścianę systemu emerytalnego. A tu okazuje się słabiutko. Dług został zaciągnięty jeszcze za PRL, kiedy wielu z przyszłych „beneficjentów” systemu jeszcze nie żyła. Nie było żadnego ZUSu, gdzie odkładały się nasze pinionżki. To był po prostu podatek, emerytury zaś pochodziły ze środków publicznych. I kiedy się zmieniła władza w 1989 roku, to z kieszeni systemu emerytalnego wypadły tylko łuski. A więc, by wypłacać emerytury w próbie urealnienia systemu, płacono je ze składek aktualnie pracujących, by wypełnić pustą kasę, to znaczy, że znowu nic się nie odkładało dla płatników, tylko przerzucało się tę kasę na uczestników zbankrutowanego systemu.

Ten układ szybko stał się rozwierającymi nożycami. Bo z powodów demograficznych liczba emerytów rosła, zaś liczba płacących „na nich” do systemu spadała. Trzeba więc było coraz bardziej wspierać system środkami publicznymi, by było na emerytury. I w takim systemie żyjemy do dziś, co zresztą dokładniej opisał u mnie w wywiadzie profesor Robert Gwiazdowski.

Co z emeryturami?

Czy można było inaczej? Pewnie. Najbardziej podobał mi się pomysł redaktora Stanisława Michalkiewicza ze środowiska Korwina-Mikke. Panowie zaraz na początku transformacji zaproponowali, by wesprzeć upadły fundusz emerytalny odpisem z prywatyzacji. Ta wtedy hulała i odłożenie z każdej takiej transakcji 20 procent na wsparcie podjumanej emerytalnej kasy, do dziś zapełniłoby ją w całości i mielibyśmy inny układ. Każdy rzeczywiście pracowałby na własne konto emerytalne. Ale to nie były pomysły na takie czasy. Byliśmy my, u zarania III RP, jak ten student co to myśli, że gdzie tam panie czekać tyle lat, jakoś to będzie, a teraz rzucamy się w objęcia, odłożonej przez czasy PRL-u, konsumpcji. I nic z tych propozycji nie wyszło. A przecież jak się patrzy na proces naszej prywatyzacji i ówczesne jej ceny, to lekko można byłoby dopisać te 20% do transakcji i żaden kupiec nawet by nie kwiknął. Zresztą, jak zmierzyć na co poszły „zarobione” na prywatyzacji pieniądze, to ciężko byłoby znaleźć lepsze i bardziej dalekosiężne cele, niż ten emerytalne.

A tak co mamy? Do 2040 roku średnia emerytura to będzie już tylko 40% średniego wynagrodzenia, a nie jak dzisiaj, i tak smutne, 53%. Do tego dojdzie inflacja i będzie biedniutko. No i demografia. Ta szoruje po dnie, coraz więcej nas umiera i to nie tylko z powodu kowida, ale głównie w wyniku strategii walki z nim. Rodzi się też coraz mniej, bo w takich czasach wybrać się z nowym potomkiem na świat, to trzeba się albo bardzo kochać, albo mieć świętą misję. A więc coraz mniej będzie pracować na dług emerytalny. Co prawda, z wyżej wymienionych powodów, po stronie biorców emerytury może się „polepszyć”, bo ilość emerytów też zacznie spadać. Niektórzy spiskowo-teoryjni twierdzą, że świat Zachodu specjalnie sprokurował, lub co najmniej skorzystał na kowidowym żniwie, śmiertelnym szczególnie w gronie emeryckim. Bo inaczej systemy emerytalne (a miały one podobne tendencje, głównie demograficzne) padłyby w skali globalnej. Ale pomińmy to i popatrzmy się na to, co nas na bank czeka. Dług będzie narastał, emerytury będą głodowe, zacznie się społeczna pauperyzacja starszych pokoleń. Po stronie płatników też nie będzie najlepiej. Jak patrzę na przyszłą alternatywę pracy dzisiejszej młodzieży, to widzę dwie ścieżki „kariery”: praca na państwowym, a co najmniej publicznym, albo korpo.

Widmo przyszłości

Obie te wersje nie wróżą dobrze. Ta pierwsza żyje bowiem z podatków, a te będą spadać (w sensie przychodów z nich, bo pomysły jak „łupnąć obywatela” będę się mnożyły), zaś zadania państwa będą rosły. Będzie co prawda coraz więcej urzędników, ale coraz mniej zarabiających. Zaś korporacje, no cóż – będą się coraz bardziej koszarować. Też będą zatrudniać, ale również po coraz mniejszych stawkach. Kto więc będzie miał zasilać fundusz emerytalny, nawet już nie dla siebie, to dla oszukanych rodziców? Warto się równocześnie przyjrzeć, że marzeniem wielu (głównie lewaczących) młodych jest podstawowy dochód gwarantowany. I z tego mają być składki na emeryturę? Czyli nie dość, że symboliczne to i tak ze środków publicznych, a nie składek odkładanych z wypłat.

Może to marzenie młodych o stałym dochodzie umożliwiającym przeżycie (to pewne?) zasadza się na tym, że to dla nich kasa za friko, do której sobie „dorobią” gdziesik w korpo i razem się to zepnie? Ale to będzie raczej tak jak z emerytami, czyli skandalicznie. Bo emeryt, nie dość, że odkładał całe życie płacąc, jak się okazało, na emeryturę starszego kolegi, nie dość, że miał tę emeryturę dwukrotnie opodatkowaną, to jeszcze nie mógł sobie dorobić. Właściwie nie wiadomo dlaczego. No bo i tak emerytura należała mu się jak psu zupa, a więc dlaczego, jak ma siłę i ochotę, nie mógłby sobie dorobić do emerytury? Tak samo pewnie będzie z wymarzonym dochodem gwarantowanym. Oby się młodzi nie zdziwili jak wraz z kasą za żywota pójdzie zakaz dorabiania, bo przecież nie po to państwo daje takiemu tę kasę, żeby miał bezpieczną bazę egzystencjalną do bogacenia się.

Na razie przed młodymi nieciekawa, a może nieuświadomiona, perspektywa robienia na nasze, dziadersów emerytury. I znowu, tym razem w przypadku już III RP, w bilansie otwarcia każdej z przyszłych emerytur dziś młodych i ambitnych, w kieszeni systemu nie będzie pieniędzy. Ciekawe tylko co z nich wypadnie – za komuny były to łuski po nabojach. W przypadku III RP będą to pewnie stare zdjęcia z plemiennej wojny polsko-polskiej i kwity za skandaliczną prywatyzację.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Czytaj też:
To już jest schizofrenia. Albo cynizm – do wyboru
Czytaj też:
Totalizator Szczepionkowy. Finał

Źródło: dziennikzarazy.pl
 5
Czytaj także