„Nie może być powtórki z tamtej niedobrej polityki, która nie tylko uzależniała od Rosji, ale także dawała środki na to, żeby Putin i Rosja mogli budować swój arsenał wojenny i zaatakować sąsiadów”, powiedział w marcu Mateusz Morawiecki. Rosyjska agresja na Ukrainę jest bowiem w dużej mierze finansowana ze sprzedaży węgla, ropy i gazu, które zasilają 30-40 proc. budżetu państwa. Od początku wojny państwa Unii Europejskiej wydały przeszło 42 mld euro (ponad 195 miliardów złotych) na rosyjskie paliwa.
Premier podkreślił też, że odejście od paliw kopalnych przyczynia się zarówno do ochrony klimatu, ale też umożliwia uniezależnienie się od drogich surowców. Nie tylko z Rosji. Derusyfikacja polskiej gospodarki nie może oznaczać uzależnienia energetycznego od innego państwa. W naszym interesie narodowym leży niezależność energetyczna, która jest możliwa, ale musimy zwiększyć ambicje w zakresie inwestycji w Odnawialne Źródła Energii. A za słowami polityków muszą pójść czyny.
Węgiel z Australii, gaz z Norwegii?
W Polsce wciąż często myśli się o węglu jako surowcu strategicznym. Jednak prawda jest taka, że już od lat importujemy coraz więcej tego paliwa z zagranicy, w tym nawet 70% z Rosji. W 2020 roku Polska była drugim największym importerem w Europie i kupiła 13,2 mln ton węgla kamiennego (9,5 mln ton z Rosji). Bardziej opłaca nam się sprowadzać węgiel, niż go wydobywać. Przyczyną jest niska efektywność polskich kopalń oraz kurczące się zasoby. Sektor węglowy staje się coraz większym obciążeniem dla polskiej gospodarki, a węgiel bardziej opłaca się sprowadzać niż wydobywać.
Jeśli zrezygnujemy z dostaw rosyjskich, będziemy musieli zacząć sprowadzać więcej węgla z innych państw. Do tej pory kupowaliśmy go m.in. z Czech, Kazachstanu, Mozambiku, Australii, Kolumbii, Republiki Południowej Afryki czy Stanów Zjednoczonych.
Odejście od rosyjskiego gazu będzie natomiast oznaczać konieczność sprowadzania go z Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Inwestycje w energetykę opartą na gazie są też nieopłacalne ekonomicznie – napędzane drogim paliwem z zagranicy elektrownie i tak trzeba będzie wyłączyć. Zamiast zasilać budżety bogatych państw i uzależniać się od obcych, powinniśmy przyspieszyć inwestycje w rozwój polskiej niezależnej energetyki z wiatru i słońca.
Polski wiatr i słońce
Odnawialne Źródła Energii stają się coraz tańsze i bardziej dostępne, a cena energii z OZE będzie wciąż spadać. Mamy ogromny potencjał do rozwoju. Możliwe jest osiągnięcie ponad 70 proc. udziału OZE w produkcji energii elektrycznej w 2030 r., co pozwoli zrealizować cele klimatyczne. Inwestycje w OZE pozwolą także wygenerować przeszło 80 tys. nowych miejsc pracy. W dłuższej perspektywie Odnawialne Źródła Energii mogą całkowicie pokryć nasze zapotrzebowanie na prąd, jeśli energia będzie magazynowana, np. przy pomocy zielonego wodoru.
Aby OZE mogło się w Polsce rozwijać, nieodzowna jest jednak pilna, od dawna obiecywana, zmiana prawa, która pozwoli na odblokowanie rozwoju energetyki wiatrowej na lądzie. To konieczność wynikająca z potrzeby ochrony klimatu, ale także niepowtarzalna szansa dla naszej gospodarki.
Nauka zgodna z polskim interesem
W kolejnych raportach Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) naukowcy podkreślają pilność zmian w celu ochrony klimatu. Tym samym głosem mówią przedstawiciele polskiego świata nauki, którzy podpisali apel klimatyczny, wzywając polityków, biznesmanów i obywateli do podjęcia niezwłocznych działań prowadzących do przejścia na czystą energię, ochrony klimatu i różnorodności biologicznej. Dziś, jak nigdy wcześniej, działania te są zbieżne z gospodarczym i politycznym interesem Polski. Apel ponad podziałami politycznymi podpisuje coraz więcej osób. Można do nich dołączyć na www.apelklimatyczny.pl.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
