"Każdy Polak powinien to zobaczyć". Kołodziejczak o "szokujących informacjach"

"Każdy Polak powinien to zobaczyć". Kołodziejczak o "szokujących informacjach"

Dodano: 
Michał Kołodziejczak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi
Michał Kołodziejczak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Źródło: PAP / Adam Warżawa
Każdy Polak powinien zobaczyć, kto zarabiał, kiedy polscy rolnicy mieli wielki problem i nie będę miał z tym problemu – zapowiedział Michał Kołodziejczak.

W niedzielę w Morągu odbyło się spotkanie premiera Donalda Tuska z mieszkańcami miasta. Uczestniczył w nim wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Michał Kołodziejczak.

Import zboża z Ukrainy. Kołodziejczak zapowiada publikację listy

W wygłoszonym tam wystąpieniu Kołodziejczak poruszył temat ukraińskiego zboża. Jak podkreślił, lista firm, które je importowały jest już gotowa i kompletna.

– Podeprzemy się w tym tygodniu takimi opiniami prawnymi, żeby można było to upublicznić. Każdy Polak powinien zobaczyć, kto zarabiał, kiedy polscy rolnicy mieli wielki problem i nie będę miał z tym problemu. Lista będzie dostępna – oświadczył.

Wyjaśnił, że sporządzono ją na podstawie informacji "od różnych służb".

Wiceminister odniósł się też do listy, którą w listopadzie ubiegłego roku, a więc jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy, opublikował resort rolnictwa. W jego ocenie, była ona nie tylko nieprecyzyjna, ale również niezgodna z prawdą.

Ustalenia ws. importu Kołodziejczak określił jako "szokujące", ponieważ – wskazał – na Ukrainę wypłynęło 6 miliardów złotych. – Sprowadzono 330 tys. ton zboża technicznego, rzepaku i kukurydzy, które zostały wprowadzone na polski rynek – prawdopodobnie trafiły do konsumpcji. Najtańsza przywożona w zeszłym roku z Ukrainy pszenica kosztowała 51 zł za tonę, 20 razy poniżej progu opłacalności uprawy w Polsce – dodał.

Afera zbożowa

Od 1 czerwca 2022 roku zboże z położonych na Ukrainie międzynarodowych koncernów bez żadnych ograniczeń taryfowych i pozataryfowych mogło być wwożone na terytorium Unii Europejskiej w ramach tzw. korytarzy solidarnościowych. Szybko okazało się, że ziarno – które miało być w większości jedynie tranzytowane przez Polskę – w praktyce zostawało w polskich magazynach i tworzyło nieuczciwą konkurencję dla polskich rolników. Na tym tle pomiędzy Kijowem a Warszawą wywiązał się spór, ponieważ strona polska – choć dopiero w kwietniu 2023 roku – zdecydowała o nałożeniu, a następnie wbrew stanowisku Brukseli, przedłużeniu embarga na część ukraińskich produktów.

Wołodymyr Zełenski zasugerował wówczas, że rządy Polski, Słowacji i Węgier pośrednio wspierają reżim prezydenta Władimira Putina. Ukraina złożyła przeciwko Polsce pozew do Światowej Organizacji Handlu.

Miażdżący raport NIK

Działania rządu w sprawie napływu ukraińskiego zboża do Polski oceniła Najwyższa Izba Kontroli. W opublikowanym w listopadzie ubiegłego roku raporcie pokontrolnym uznano, że były one nierzetelne, nieskuteczne i spóźnione. Jak podkreślono, właściwe organy państwowe nie ochroniły polskich rolników przed skutkami niekontrolowanego importu zbóż z Ukrainy. W przypadku pszenicy import wzrósł w 2022 r. aż o 16,8 tys. proc.

NIK oceniła, że "masowy napływ przyczynił się do spadku opłacalności polskich producentów rolnych i wzrostu zapasów zboża: z 3,8 mln ton w połowie 2021 r. do 9,7 mln ton w połowie 2023 r.".

Czytaj też:
Potężna awantura w Sejmie. "Kołodziejczak wysłał do rolnika silnych ludzi"
Czytaj też:
Agroholdingi na Ukrainie a europejskie rolnictwo. Obszański o strajku generalnym

Opracowała: Anna Skalska
Źródło: 300polityka.pl / RMF24.pl
Czytaj także