Dociskanie prywaciarzy
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Dociskanie prywaciarzy

Dodano: 
Mateusz Morawiecki i Donald Tusk
Mateusz Morawiecki i Donald Tusk Źródło: PAP / Wiktor Dąbkowski
Nadregulacja jest działaniem na rzecz zniszczenia małych i średnich firm oraz wyparcia ich przez największe przedsiębiorstwa. Ręka w rękę w tej dziedzinie działają największe polskie partie polityczne.

Za kilka dni polska gospodarka wkroczy w czas być może dawno niewidzianych perturbacji i chaosu: wejdzie w życie Krajowy System eFaktur. Analogią może być okres, gdy Mateusz Morawiecki uszczęśliwiał Polaków Polskim Ładem. Genialny system, który miał z jednej strony zasilić kulejącą służbę zdrowia ogromnymi pieniędzmi, a z drugiej dać PiS wielki pozytywny impuls w wyborach w 2023 r., okazał się spektakularną klapą. Ogromna liczba niejasności, wątpliwości, niezrozumiałe przepisy, dziwacznie wyliczane obciążenia fiskalne – wszystko to sprawiło, że w Polskim Ładzie gubili się nawet zawodowi księgowi czy doradcy podatkowi, a pracownicy i przedsiębiorcy z przerażeniem nagle stwierdzali, że na konta wpływa im znacznie mniej pieniędzy, niż oczekiwali. I nikt nie umiał im wyjaśnić, dlaczego właściwie tak jest. Z niektórych regulacji nowego systemu w końcu się wycofano, ale pozostawiono część najbardziej obciążającą podatników, czyli brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.

Odwrócenie tego stanu rzeczy obiecywała w swoich 100 konkretach Koalicja Obywatelska. „Wrócimy do ryczałtowego systemu rozliczania składki zdrowotnej” – zapowiadano. Nic takiego nie nastąpiło, ale rządząca koalicja postanowiła choć częściowo odwrócić skutki zmian wprowadzonych przez Polski Ład. W kwietniu 2025 r. przez Sejm przeszła ustawa, częściowo przywracająca możliwość odliczania składki – nie do postaci sprzed Polskiego Ładu i nie dla wszystkich, jednak na tej zmianie skorzystałoby 2,5 mln przedsiębiorców. Skorzystałoby, gdyby nie zawetował jej ówczesny prezydent Andrzej Duda. „To w demokratycznym państwie prawnym absolutnie kwestia niedopuszczalna. Nie można wprowadzać tak istotnych zmian, skutkujących tak poważnymi skutkami finansowymi, dla każdego obywatela, dla każdego z nas, bez skonsultowania ze stroną społeczną” – grzmiała wtedy szefowa prezydenckiej kancelarii Małgorzata Paprocka. Takich wątpliwości jednak prezydent nie miał, gdy podpisywał ustawę powiększającą fiskalne obciążenia przedsiębiorców. Wówczas brak konsultacji ze stroną społeczną go nie niepokoił. Być może uznał, że przedsiębiorcy to nie „strona społeczna”.

PiS i KO – ręka w rękę

Ta sytuacja jest symboliczna dla stosunku obu głównych polskich sił politycznych do przedsiębiorców: i PiS, i Koalicja Obywatelska są nastawione przede wszystkim na dopieszczanie wielkiego, korporacyjnego biznesu, za to są bardzo kreatywne w tworzeniu prawa uderzającego w małych i średnich przedsiębiorców. Pomysły z tej dziedziny, które stworzył PiS, przejmuje następnie obecna koalicja rządząca i twórczo rozwija, dorzucając wiele od siebie.

Przykład Polskiego Ładu pokazuje hipokryzję obu stron. Gdy Koalicja Obywatelska prezentowała na początku 2025 r. swój projekt, zakładający częściowe przywrócenie możliwości odliczania składki, PiS był zdecydowanie przeciwny. Tymczasem rok wcześniej, w marcu 2024 r., jego posłowie złożyli w Sejmie projekt… powrotu do zasad sprzed Polskiego Ładu. Ta zmiana oznaczałaby ubytek ok. 9 mld zł w budżecie, a więc niemal dokładnie dwa razy więcej niż oprotestowana 12 miesięcy później zmiana przegłosowana przez koalicję i zawetowana przez prezydenta.

Stanowisko Andrzeja Dudy nie było zaskakujące. Były prezydent był kompletnie niewrażliwy na sprawy przedsiębiorców. Nie rozumiał ich i nie znał się na nich, za to było mu blisko – podobnie jak całemu PiS – do związku zawodowego Solidarność z jego niemal już dożywotnim przewodniczącym Piotrem Dudą. To właśnie lider Solidarności wygłosił podczas jednego ze spotkań w Pałacu Prezydenckim – siedząc zresztą tuż obok prezydenta Dudy – słowa: „Jeżeli ktoś chce faktycznie prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą i ona mu nie wychodzi – przepraszam bardzo, to niech idzie na etat!”. To bezczelność charakterystyczna dla Piotra Dudy – słowa wyjątkowo aroganckie jak na człowieka, który od 16 lat żyje z bycia zawodowym związkowcem.

Gdy dzisiaj przedsiębiorcy, szczególnie ci mniejsi, drżą przed startem KSeF, wiele osób nie pamięta, że to również wspólne dzieło PiS i KO. System KSeF zaprojektował nie kto inny, jak Morawiecki – nie osobiście rzecz jasna. To za rządów PiS władza działała zgodnie z zasadą, że przedsiębiorcy z definicji są podejrzani i trzeba stworzyć jak najwięcej instrumentów ich inwigilacji, także podatkowej (dotyczyło to zresztą ogółu podatników). Do takich właśnie zalicza się KSeF, a wcześniej również wprowadzony za PiS w 2016 r. obowiązek korzystania z jednolitego pliku kontrolnego. KSeF to jednak poziom wyżej.

Jeszcze większe komplikacje

System w swojej nieobowiązkowej postaci ruszył jeszcze w 2022 r., a ówczesna władza planowała, że stanie się obligatoryjny od początku 2024 r. Potem przesunięto ten termin na lipiec tamtego roku, ale w październiku 2023 r. PiS, jak wiadomo, stracił władzę. Następcy sięgnęli zatem po już istniejący instrument i tym razem postanowili go wdrożyć mimo ogromnej fali krytyki oraz ostrzeżeń.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także