Na rządowej stronie gov.pl ukazał się 5 stycznia br. tekst o nazwie „Równowaga wolności słowa i ochrony uczuć religijnych – konieczne nowe przepisy po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”. Tekst firmowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości pod rządami ministra Waldemara Żurka odnosi się do werdyktu ETPC w sprawie „Rabczewska kontra Polska”.
Chodziło o wyrok wydany w 2022 r., w którym znana piosenkarka Dorota Rabczewska „Doda” została skazana na grzywnę za swoją wypowiedź dla pisma „Dziennik” w 2012 r. Odnosząc się w nim do Pisma Świętego, stwierdziła: „Ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem, palący jakieś zioła (gość)”.
Artystka została pozwana przez Ryszarda Nowaka z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, który uznał, że jego uczucia religijne zostały naruszone. W końcu 15 września 2022 r. „Doda” została ukarana karą grzywny. Celebrytka odwołała się do Europejskiego Trybunału, który uznał, że poprzez skazanie Rabczewskiej Polska naruszyła art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności w kwestii prawa do wolności słowa.
Ministerstwo Sprawiedliwości poddaje teraz pod konsultacje społeczne swój zamiar dostosowania się do werdyktu ETPC i złagodzenia przepisów art. 196 o obrazę uczuć religijnych poprzez zlikwidowanie możliwości kary więzienia do lat dwóch za takie czyny. Przypomnijmy, że art. 196, który głosi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrządków religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do dwóch lat”.
Jak piszą urzędnicy ministra Żurka, „wprowadzone zmiany mają na celu dostosowanie polskiego prawa do wymogów wynikających z międzynarodowego orzecznictwa przy zachowaniu WŁAŚCIWEJ [podkreślenie autora] ochrony wartości religijnych i porządku publicznego”.
Trudno o lepszy przykład kolonialnego myślenia w myśl zasady „kserokopiarki”. Resort ministra Żurka informuje nas, że skoro grupa sędziów w Strasburgu uznała, że gwiazda pop ma prawo w lekceważący sposób wyrażać się o księdze, która jest świętością dla ponad miliarda ludzi na całym świecie, i wypowiada swe słowa w warunkach zaistnienia okoliczności tzw. wyższego dobra społecznego, to Polska musi natychmiast uznać i zmodyfikować nasze prawo. Wszystko to w myśl przekonania sędziów w Strasburgu, jaki jest „właściwy” poziom kary za takie przekroczenie norm społecznych.
Ale postawmy sprawę szerzej. Czy zjawisko obrażania uczuć religijnych narasta czy też utrzymuje się na pewnym stałym poziomie? I czy w związku z tym przestępstwa takie należy karać surowiej czy też można sobie pozwolić na pewną pobłażliwość?
Skąd to się wzięło?
Zapisy o ochronie uczuć osób wierzących to owoc laicyzacji społeczeństw zachodnich w wiekach XIX i XX. Wcześniej w większości krajów europejskich szacunek dla religii był otoczony ochroną państwa. Ponieważ władca zazwyczaj miał tytuł obrońcy wiary, dlatego też za bluźnierstwa karano jak za atak na władcę. I na odwrót. Im bardziej państwa odchodziły od religii jako ideologii państwowej – tym bardziej pojawiała się potrzeba, aby wymiar sprawiedliwości reagował na próby zakłócania praktyk religijnych lub też obrażanie uczuć ludzi wierzących. Ideolodzy świeckości państwa w ten sposób zresztą legitymizowali odejście od wiary jako elementu państwowości, uspokajając ludzi wierzących, że neutralne światopoglądowo urzędy także potrafią dbać o szanowanie religii. W krajach wielowyznaniowych był to też element swoistego pragmatyzmu i troski o spokój społeczny. Politycy mieli świadomość, że tolerowanie ataków na daną religię może rozpętać konflikty, a nawet zakończyć się wojną domową.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
